niedziela, 3 maja 2015

Co z tą zmianą?




"Wiedz, co chcesz zrobić, albo gdzie chcesz być.
Wiedz, gdzie teraz jesteś.
Wiedz, co musisz zrobić, żeby dotrzeć tam, dokąd chcesz dojść ,
 albo gdzie chcesz być i zrób to!".
David Taylor

Lubię wiosnę, zapachy, energię budzącej się przyrody i to, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na wiosnę uaktywniają się również ludzie. Kielecki Stadion Leśny pełen jest  osób biegających, jeżdżących na rowerach, spacerujących. Pewnie są wśród nich tacy, którzy postanowili właśnie dziś wyjątkowo trochę się poruszać, tacy którzy zdrowe nawyki mają we krwi (tych łatwo rozpoznać po skoordynowanych sprężystych ruchach) i tacy, którzy po raz setny podejmują postanowienia w stylu: od dziś będę się ruszać, od jutra jem mniej słodyczy, przed latem jeszcze się poduczę angielskiego...

Znasz pewnie schemat, kiedy w poczuciu winy, że Twoje życie jest nie takie, jakie Twoim zdaniem lub zdaniem Twoich najbliższych, powinno być, snujesz marzenia i wypowiadasz mało konkretne obietnice? 
Potem zwykle wykonujesz pierwszy spontaniczny krok (alibi, które pokazuje, że przecież zacząłeś!) i nawet nie zdajesz sobie sprawy, że tak naprawdę nie robisz niczego, co poskutkuje długofalowymi efektami.
A potem mówisz jeszcze: "Tym razem, to już na pewno...!" i jedynym "na pewno" jest to, że pracujesz na frustrację spowodowaną niedotrzymywaniem obietnic.

No to jak zabrać się do przeprowadzania ważnych zmian, żeby wreszcie się udało?!... 
Po pierwsze naprawdę chcieć i być gotowym na pokonywanie przeszkód. 
Po drugie uświadomić sobie, że gdyby dokonywanie zmian było takie łatwe, to nie byłoby potrzeby zatrudniania coachów, pisania książek motywacyjnych, nie byłoby wielu teorii wymiarowania celów, wielu szkoleń, warsztatów itp.
Dla mnie u podstawy zmiany leży zrozumienie długiego i żmudnego procesu uczenia się. Bo przecież zmiana to przejście od nieświadomej niekompetencji, kiedy nie chcemy widzieć problemu i żyjemy w strefie komfortu ("nie jestem gruby, nie są nam potrzebne żadne szkolenia"), przez świadomą niekompetencję ( "nie da się tego zrobić, nawet nie warto się za to brać"), świadomą kompetencję ("to trudne, bardzo dużo wysiłku kosztuje"), aż do nieświadomej kompetencji, kiedy zmiana się dokonała i znowu jesteśmy w ulubionej strefie komfortu. I niech no tylko ktoś nam spróbuje ten komfort zburzyć!  

A więc przeprowadzenie zmiany to wymagający proces i trzeba się do niego po prostu dobrze przygotować.
Żaden prezes chyba nie myśli, że dokona zmian w organizacji, mówiąc po prostu pracownikom: "od dziś się komunikujemy sprawnie, jesteśmy dla siebie życzliwi, kluczowe informacje mają chodzić w górę i w dół, no i nie biegamy z każdą bzdurą do dyrektorów".
Do zmian w firmie zwykle przygotowujemy się starannie - najpierw określając je (np. jak dokładnie ma przebiegać komunikacja), opracowując właściwe zachowania i zwyczaje, przydają się też szkolenia, a potem z oporami mniejszymi lub większymi następuje długi proces wdrażania, który łatwy nie jest, bo pewne przyzwyczajenia ludzie mają "we krwi".
Zwykle na tym etapie nasila się opór przed zmianą, a wtedy pomóc może coaching, albo odpowiednio przeszkolony konsekwentny menedżer (grupa menedżerów), który będzie potrafił poprowadzić proces.
Bo zmiana to proces wymagający wielu wysiłków, przygotowania ludzi i procedur, spojrzenia systemowego, nic więc dziwnego, że statystycznie aż 2/3 zmian przeprowadzanych w organizacjach kończy się fiaskiem.

Kierując zespołem zwykle zdajemy sobie sprawę ze złożoności tematu, natomiast w kontekście zmiany osobistej wydaje nam się, że cel powinniśmy osiągnąć łatwiej, więc mówimy: "Będę konsekwentny/a, zmieniam się od dziś i nie ma dyskusji, bo ja przecież potrafię panować nad sobą!". Czasem zdarza się jeszcze tzw. "wsparcie" (przyjaciele, eventy motywacyjne), które mówi ludzkim głosem: "Jak nie Ty, to kto? Możesz to zrobić!". W efekcie zupełnie nieprzygotowani spontanicznie "rzucamy się" na pierwsze zadanie, które zbliża nas do celu i nic dziwnego, że szybko rezygnujemy, obniżając przy okazji skutecznie swoją samoocenę (badania postanowień noworocznych wykazały, że realizujemy tylko 8% z nich). Pozostają pretensje do całego świata, a w szczególności do siebie...

A przecież zamiast dręczyć się i krytykować można po prostu sensownie przygotować się do zmian.
Na początek przyda się dokładne zbadanie celu i zwymiarowanie go. Można tu wykorzystać można choćby metodę SMART, którą bez trudu znajdziemy w Internecie. 
Określając cel nie piszemy: "Schudnę, żeby wyglądać przyzwoicie na plaży", tylko np. "31 czerwca zmieszczę się w moją czerwoną sukienkę rozmiar 36". Jest tu określony czas, plastyczny obraz, trochę ekscytujących emocji (bo w tej sukience oglądali się za mną mężczyźni), a do tego, jeśli  wchodziłam w tę sukienkę w zeszłym roku, to cel jest realny:)
Następny krok to dokładne zaplanowanie drogi - podział celu na etapy, określenie tego, co będę jeść, jaki program treningowy zastosuję (wiedza!!!), kiedy i w jaki sposób będę monitorować postępy.
Kolejny etap to zbadanie kontekstu - jak moja zmiana wpłynie na otoczenie, jak zachowa się system, zadbanie o wiele szczegółów. 
O tym, że zmianę wspierać mogą działania w obszarach osobistym, ludzkim i przestrzennym już pisałam ( "Zmień wszystko, co chcesz" - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2012/11/perfekcyjna-instrukcja-zmiany.html), o tym, że niezwykle skuteczne są zmiany dokonywane małymi krokami też ( "Obietnice niesione przez małe momenty" - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2013/04/obietnice-niesione-przez-mae-momenty.html), a więc nie będę się powtarzać, zainteresowani mogą otworzyć linki.

Na koniec zadam tylko parę pytań:
- Ile czasu zamierzasz poświęcić na przygotowanie się do zmiany?
- Czyj cel chcesz zrealizować?
- Jak bardzo Ci na nim zależy?
- Jak on wpłynie na Ciebie, jak na Twoje otoczenie?
- Czy potrafisz podzielić go na etapy?
- Gdzie teraz jesteś?
- W jaki sposób zwiększysz szanse realizacji celu? Kto/co może Ci pomóc?
- Czy jesteś przygotowany na kryzysy i chwilowe niepowodzenia (przygotowany, to znaczy czy wiesz, co z nimi zrobisz, a nie czy masz ich świadomość)?
- Czy wiesz, co zrobić, żeby utrwalić zmianę?
- Czy jesteś gotowy na to, żeby przejść stopniowo cały proces?

sobota, 21 marca 2015

Przed Tobą nowy dzień.




"Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając."
Owidiusz

Przed Tobą nowy dzień. Spójrz w okno. Co widzisz? Szanse czy zagrożenia? Nadzieje czy lęk? A może potrafisz oderwać się od interpretacji i po prostu patrzeć?...
Co zrobisz z Tym dniem, to zależy tylko od Ciebie. To Ty możesz go zniszczyć lub wykorzystać. To Twoja głowa wyprodukuje stan, w jakim będziesz, bo  to Ty tworzysz codziennie od nowa swoje życie.

Nie do końca masz wpływ na to, co się dziś zdarzy, ale masz wpływ na interpretację tych wydarzeń.
Nie masz wpływu na fakty, ale masz wpływ na to, na jakich ich aspektach się skoncentrujesz.
Możesz odnaleźć wartość nawet w trudnych przeżyciach, ale możesz też pozwolić, żeby Cię przytłoczyły i zniszczyły. 

Zastanów się, co dobrego lub budującego wynika z trudnych chwil, kim się stajesz dzięki nim, a kim możesz się stać? To przecież dzięki temu, co dotychczas przeżyłeś/aś jesteś tym, kim jesteś!!!
Ukształtowały Cię wydarzenia, ale i myśli. Co zrobisz dalej?...

Możesz codziennie dziękować wspaniałym ludziom, którzy z Tobą są, ale możesz też ich nie zauważać, albo założyć, że to normalne, że naturalnie Ci się należy obecność wspierających osób.
Możesz z dnia na dzień popadać w wyuczoną bezradność ( patrz Martin Seligman) i wierzyć, że z tej matni w której jesteś nie ma ucieczki, ale możesz też szukać aktywności, rozwiązań, opcji i możliwości, które pomogą Ci myśleć i działać zupełnie inaczej.

I to jest  dobra wiadomość, bo jeśli masz zacząć od myśli, to przecież rządzisz nimi Ty. Na początek uświadom sobie, że Twoje myśli, to tylko myśli, że myśli nie są Tobą. Ty je tylko produkujesz i powtarzasz. Wiele razy, tysiące razy, aż w końcu stają się prawdą, bo w Twoim mózgu powstaje szeroka autostrada między neuronami, która wspiera powielanie tych samych przekonań ciągle od nowa i od nowa. I wytwarza się nawyk...
Jaki nawyk sobie tworzysz? Nawyk pozytywnego czy negatywnego myślenia?...
Zastanów się, jakie masz przekonania, co myślisz o świecie, co myślisz o sobie...

A może wypróbujesz krótkie ćwiczenie i choć dwa razy dziennie będziesz zapisywać swoje myśli, notować swój strumień świadomości? Bez zwracania uwagi na ortografię, interpunkcję, bez recenzowania. Po prostu pisz wszystko, co przechodzi przez Twoją głowę... 
A może będziesz nosić przy sobie czarodziejski amulet, który czasem przypomni Ci, żeby kontrolować swoje myśli?
A może po prostu pozwolisz sobie na chwilę medytacji i poobserwujesz, co produkuje Twój mózg?
A może ... może znajdziesz inny, własny,  najlepszy dla Ciebie sposób?
Każda opcja jest dobra, byle pasowała Tobie i przynosiła dobre efekty.

Ważne, żebyś się nie karał/a za swoje negatywne przekonania, ani nie stresował/a  nimi (bo się rozmnożą;)). Tylko je obserwuj i dopuść do świadomości, że można myśleć inaczej.
Doskonale przecież wiesz, że tylko Ty możesz zniszczyć i odbudować siebie, możesz w siebie uwierzyć i możesz podważyć swoją wartość.
Możesz też uwierzyć w siłę niszczących słów i toksycznych ludzi, a możesz po prostu ich ignorować ... i pewnie znajdziesz jeszcze parę opcji;)
Nie wybierasz tego, co się wokół dzieje, ale wybierasz swoją reakcję w każdym momencie.
Możesz mieć dość trudnych chwil i po prostu "wymięknąć", ale możesz też zdecydować, że jeszcze chwilę wytrzymasz i ze spokojem przyjmiesz kolejną lekcję. Możesz pamiętać o  10 000 prób Edisona, które doprowadziły do sukcesu, ale możesz też wyznaczyć granicę, za którą cena sukcesu jest dla Ciebie zbyt wysoka.

Bo nie jesteś zaprogramowanym robotem i nie musisz interpretować wszystkiego tylko pozytywnie/negatywnie. Jesteś człowiekiem i masz prawo do swoich błędów, poszukiwań i niepewności. 
Nawet psychologia pozytywna docenia potrzebę myśli negatywnych i zakłada zdrową proporcję tych negatywnych do pozytywnych - 1:3!

I pamiętaj, że pewne nawyki po prostu masz już wykształcone - sposób myślenia to też nawyk i musisz trochę popracować, żeby je zmienić, a niewiele musisz robić, żeby je wzmocnić. Bo one wzmacniają się codziennie, same.
Możesz więc tkwić w starych schematach, albo je modyfikować ( na przykład małymi krokami ).
A może na początek zastanów się czy nie chcesz przebudować swoich autostrad..., bo przed Tobą nowy dzień.