Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kompetencje biznesowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kompetencje biznesowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 31 października 2018

Ziarenka...





Patrzę, jak przesypuje się piasek w klepsydrze, która stoi na biurku  mojego syna … 

Ziarenko po ziarenku, sekunda po sekundzie … 

Zaraz się skończy.  



Ciekawe ile ziarenek piasku jest w mojej klepsydrze? ...
Ile jeszcze zostało? …
Na jak długo ich wystarczy? Jak szybko się przesypują? ...
Zbyt wiele z nich oddaję we władanie ekranowi bezdusznego komputera - odzywa się wewnętrzny głos. - I co w zamian? ... Jaką wartość zyskuję, jaką tracę?...  - Całe szczęście, że choć telewizora nie oglądam - myślę.

Widzę ziarenka mojego życia, którym pozwalam się przesypywać w pośpiechu i stresie, i nawet nie zauważam, kiedy nikną w niebycie - nie zauważam, że żyję.... Nie odczuwam wtedy nic prócz szumu, zamętu, drżenia... 
Widzę te, które rozdeptuję porannymi kapciami lenistwa, niszczę dręczeniem się tym, co było, albo zamartwianiem o to, co będzie? …
Sama nie wiem ile moich ziarenek zostaje tak naprawdę dla mnie - ile obracam z czułością i zachwytem w palcach? Ile wykorzystuję, żeby sprawić sobie radość, ile, żeby sprawić radość innym osobom? ...

Jaki ciężar gatunkowy mają moje ziarenka? … Jaki Twoje? …
Co chcesz po sobie zostawić ludziom? …
Jak skończyć życie? … Jak skończyć dzień? …
Przecież każdy dzień, to małe życie - życie, które codziennie zaczyna się od nowa.
………………
Cmentarz. 
Doskonale wiemy, czego żałują ludzie na łożu śmierci, tego nikomu nie trzeba powtarzać - co jakiś czas w Internecie pojawiają się, jak wyrzut sumienia informacje - że nie poświęcali więcej czasu bliskim, że nie bawili się, nie realizowali pasji, nie żyli naprawdę, że odmawiali sobie tego, czy tamtego….
Czytałeś to pewnie wiele razy,  ja też….

…………..
Przede mną jeszcze trochę piasku. Nie wiem ile. Ty też nie wiesz ile przed Tobą. 
Ale wiele wskazuje na to, że jeszcze mamy czas, żeby z czułością obrócić w palcach każde ze swoich ziarenek, że możemy jeszcze podziękować pięknym chwilom, za to, że są, że możemy przeżyć wiele wzruszeń, otaczać się wspaniałymi ludźmi, odwiedzać piękne miejsca, odczuwać radość, sens i spełnienie.
………
Może więc szkolenia z zarządzania sobą w czasie mają sens?...
Może będę je prowadzić jeszcze inaczej? …
Może przyniosę klepsydrę i opowiem o małych ziarenkach - tych które uciekają w przerażeniu, nie wiadomo gdzie i kiedy, i tych które obracamy w dłoniach, i przytulamy do piersi, uśmiechając się, i czując ciepło w sercu...

sobota, 28 października 2017

Dostosuj prędkość!


"Ludzie mają w zwyczaju z całego serca wierzyć w fikcję,
żeby móc ignorować prawdę,
 której nie potrafią zaakceptować".
Libba Bray – Studnia wieczności

Dziś zacznę od poczucia własnej wartości, a w zasadzie od jego braku, na który wiele osób narzeka, wyjaśniając dlaczego nie wykorzystuje swoich możliwości. Zaburzone poczucie własnej wartości bywa faktycznie dużym problemem, problemem który jest bolesny, bo utrudnia osiąganie sukcesów, i/albo sabotuje osiągnięty cel, generując myśli: "nie masz prawa", "nie dorastasz", "to nie Twoje miejsce", "jesteś tu tylko przez przypadek". 

Za to ludzi, którzy mają stabilne poczucie własnej wartości łatwo odróżnimy od reszty, bo oni pozwalają sobie na to, żeby być sobą. Są życzliwi dla świata, nie potrzebują umniejszać rangi innych, ani dodawać zasług sobie, nie obstawiają się tytułami, nie przesadzają z ubiorem. Oczywiście widzą swoje niedoskonałości i pracują nad sobą, ale oddychają pełną piersią i żyją naprawdę.

Skąd więc różnice? ... Problem podobno zaczyna się w dzieciństwie… Czasami mam wrażenie, że niezależnie od tego, co robi dziecko, to albo jest ono nie dość dobrym dzieckiem swoich rodziców, albo jest cudownym dzieckiem swoich rodziców. Wszystko zależy od tego, którą opcję rodzice mają wdrukowaną i jak sami radzą sobie z rzeczywistością. Warto mieć tego świadomość, żeby w razie potrzeby zmienić swoje podejście do dzieci, bo przecież schemat często wędruje przez pokolenia.
Ale ponieważ ten temat był i jest wciąż poruszany przez różnych specjalistów do człowieka, to nie chcę go eksplorować. 


Proponuję podejść do zagadnienia nieco inaczej i na początek uświadomić sobie, że  nie  wszystkim naszym drżeniom i obawom są winni rodzice, że rodzicom tak naprawdę bardzo wiele zawdzięczamy.
Z rodziny (w skrajnych przypadkach z warunków w jakich nam przyszło żyć w dzieciństwie) wynosimy przecież wartości, nawyki i kompetencje, które powodują, że jednak odnosimy konkretne sukcesy, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.
A więc zostawmy rodziców w spokoju, podziękujmy im i idźmy dalej.


Zastanówmy się raczej, kiedy zaburzone poczucie własnej wartości jest rzeczywistym  powodem naszych niepowodzeń, a kiedy przykrywamy nim inne problemy – jak chociażby zwykłe lenistwo, czy źle wytyczoną drogę życia?
A może narzekając na brak poczucia własnej wartości, nie chcemy zobaczyć tego, że oszukujemy sami siebie - że zamiast systematycznie zdobywać wiedzę i doświadczenie, w szaleńczym tempie budujemy wizerunek, do którego nie dorastamy?
Bo wszystko chcemy za szybko, za dużo, za bardzo - za szybki awans, zawrotne tempo, wymagania na wyrost.
Bo tego wymaga świat oparty na zmianie i szaleństwie, które nazywane jest mylnie rozwojem – „możesz więcej”, „możesz lepiej”, „możesz szybciej”, „jesteś zwycięzcą”. A jak nie możesz? ... to idź na coaching lub do trenera mentalnego (oczywiście nie neguję tu sensu prawdziwego coachingu). I nagle rozwój staje się antyrozwojem – zmuszaniem się do niemożliwego, co powoduje stres, wahania nastrojów, nieprzespane noce i wiele problemów zdrowotnych.

Z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy systematycznie i wytrwale dochodzili do sukcesu, zwykle nie zastanawiają się nad swoim poczuciem własnej wartości. Są silni i spokojni. Pracują w swoim miejscu, w swoim czasie i w swoim tempie. Bo ich awans trwał wystarczająco długo, co dało im szanse na dorośnięcie do zajmowanej pozycji.


Proponuję więc spojrzeć na problem symptomów braku poczucia własnej wartości nieco inaczej niż zwykle - zatrzymać się i zastanowić, z czego wynikają nasze wstrzymujące myśli, a potem zacząć budować siebie - konsekwentnie, po kolei, spokojnie. Dać sobie czas i prawo do dojrzewania i rozkwitania, bo nie jesteśmy bojlerami hodowanymi na mięso, jesteśmy ludźmi, których wartość wzrasta powoli i zwykle jest wprost proporcjonalna do wysiłku, jaki włożymy w swój rozwój.

Więc jeśli zdarza Ci się narzekać brak poczucia własnej wartości, to zastanów co się kryje za twoimi odczuciami? 
Na ile to, jak żyjesz, służy Ci
Czy jeszcze w ogóle czujesz radość z życia? ... I jak często?
Czy swoje tempo życia poleciłbyś swojemu najlepszemu przyjacielowi?

Bo być może myśli „nie zasługuję”, „nie jestem wystarczająco dobry”, to nie wina Twoich rodziców, tylko samoobrona Twojego i tak już bardzo przeciążonego organizmu? …
Może to paniczny krzyk Twojego ego, które już więcej nie zniesie? …


A więc zatrzymaj się, wrzuć na luz, idź na spacer, a potem dostosuj prędkość. 

środa, 19 kwietnia 2017

Mimo wszystko uwierz w siebie :)




-  Co u Ciebie? – pytam koleżankę z dzieciństwa, składając jej życzenia świąteczne.
- Jak zwykle, stara bieda. Nic specjalnego  - mówi z właściwym sobie cierpiętnictwem w głosie.
Od dziecka na wszystko narzekała i dalej narzeka.
- A jak u Ciebie? – pyta, kończąc swoją opowieść, że w pracy fatalnie, "właściwie już się nie da pracować", a w domu też  bez szału.
- Biorę się za siebie. Coś ostatnio niespecjalnie się czuję - mówię, będąc zobowiązana do podtrzymania tonu rozmowy (też mnie podkusiło!).
- Przyzwyczaj się, będzie coraz gorzej. W naszym wieku ….
- Mam inne wzorce, patrzę na moich rodziców i wiem, że można długo i całkiem dobrze żyć – bronię się.
- Nie licz na to, nasi rodzice to inne pokolenie, a my zatruci chemią, smogiem zwykłym i magnetycznym… nic nas dobrego nie czeka…. Będzie coraz gorzej.
…………………….
„Za 10 lat czeka panią rak trzustki, albo cukrzyca, z tego się tak łatwo nie wychodzi” – usłyszałam wiele lat temu, przy wypisie ze szpitala, a na dnie komunikatu była niewyartykułowana wątpliwość, czy w ogóle przeżyję te 10 lat. Rokowania były niepomyślne, ale ja nie brałam pod uwagę katastroficznych scenariuszy - znałam już wtedy zasady pracy z umysłem i je wykorzystywałam. Oczywiście wykorzystywałam też wszystkie inne znane metody i działałam, bo samo myślenie w życiu nie wystarcza.
I minęło 30 lat...
………………………………….
„Nikt oprócz Pani nie wierzył, że te studia ruszą” – powiedziano mi na uczelni. Czułam, że nie ma entuzjazmu, ale napisałam program, zebrałam wykładowców, nauczyłam się współpracować z państwową uczelnią. Nie słuchając niedowiarków, robiłam swoje. Widziałam oczami duszy, wspaniałych zaangażowanych studentów. I są.
……………………………………
Może też znasz takie sytuacje? A może odczuwasz czasem energię otoczenia, które, jeśli tylko się dowie, że zamierzasz osiągnąć więcej, niż dotychczas, pozwala sobie na kpiny lub ironię? Może rozrywką Twoich znajomych jest ciągłe weryfikowanie Twoich, jeszcze nie dość satysfakcjonujących, wyników? Pewnie znasz też inny scenariusz - „dobre” chęci otoczenia, które  ubolewa nad Tobą i generuje  katastroficzne wizje, bo chce Cię ochronić przed rozczarowaniem.
A może, jak tylko zaczynasz snuć marzenia, ludzie utrzymują dystans, zbywają twoje plany milczeniem i tylko patrzą, co się wydarzy?  To chyba najłagodniejsza forma dywersji Twojego sukcesu. Odczuwasz to jednak mocno i momentami chcesz  im wszystkim wykrzyczeć, że się mylą, że dasz radę.
Nie warto. Odpuść. Uśmiechnij się. Odetchnij. Pozwól im mówić, ale nie pozwalaj manipulować własnymi emocjami. Przyjmij do wiadomości fakt, że ludzie są ludźmi, a za ich reakcjami kryją się ich problemy - asekuranctwo, niezrealizowane marzenia, ryzyko zachwiania status quo, które mówi: „jesteś ok, jaki jesteś”, „wypada zarabiać tylko tyle”, „trzeba robić to, co inni i trzymać się zdroworozsądkowych zasad, bo wiadomo, co jest możliwe, a co nie jest”.  Albo inna wersja: „Po co się wyrywać przed tłum? … Po co się męczyć? … I tak wszyscy zmierzamy w jednym kierunku”.
Często ludzie nie mają odwagi, albo ochoty, żeby robić więcej, a więc wolą postrzegać tych, którzy realizują własne cele, jako nieszkodliwych, albo szkodliwych, idiotów. Szkodliwych, bo ten kto się wymyka z ich standardów, chwieje ich samooceną i zaburza pozorny ład.

Wiesz pewnie, że mądrzy biznesmeni nie opowiadają wszem i wobec o swoich planach, zanim ich nie  zrealizują. Przede wszystkim chodzi o to, żeby wyprzedzić konkurencję. Ale z trzymania swoich planów w tajemnicy jest jeszcze jedna korzyść – jeśli robimy coś, nie tworząc wokół zbędnego zamieszania i nie opowiadając za dużo, to osoby postronne nie podcinają nam skrzydeł.
A więc nasuwałby się wniosek - nie mów innym, co zamierzasz, tylko rób to?… Cóż, to też nie zawsze najlepsze rozwiązanie - czasem przecież chcemy zweryfikować własne plany, potrzebujemy sensownej porady, podpowiedzi, chcemy posłuchać mądrej opinii, nawet krytycznej.
Może więc po prostu załóż, że będziesz wtajemniczać wybrane osoby. Zwykle doskonale wiesz, kto i w czym Ci może pomóc, zastanów się więc, z kim porozmawiać, żeby rozmowa spełniła Twoje oczekiwania. Rozmawiaj. Najprawdopodobniej potrzebujesz też z kimś współpracować, z kimś dzielić się  swoimi rozterkami, z kimś świętować małe zwycięstwa. I to jest ok. 
Współpracuj, działaj - mniej tylko świadomość, że ludzie są ludźmi, więc będą Ci czasem przeszkadzać, a czasem wspierać. Za to, co z tym zrobisz, odpowiadasz Ty - za swoje myśli, za energię, którą z nich czerpiesz, za punkt widzenia, który przyjmujesz. Możesz zaakceptować uwagi innych osób, możesz się od nich odciąć - nawet jeśli to bardzo ważni dla Ciebie ludzie – małżonek, rodzice, czy lekarz. Badania naukowe wykazują, że ludzie postrzegający siebie i swoje zdrowie znacznie lepiej niż ich lekarze, a nie koncentrujący się wyłącznie na złych wynikach własnych badań, szybciej zdrowieją i żyją dłużej, niż reszta społeczeństwa.

A więc zastanów się nad sobą:
- Pomyśl czyje opinie przyjmujesz za swoje? …
- Jakie podejmujesz decyzje? (Twoja decyzja wyraża się w tym, co robisz i  co mówisz.)
Przypatrz się im przez chwilę….. Służą Ci, czy niekoniecznie?

I nie demonizuj siły modnego obecnie pozytywnego myślenia. Pamiętaj - pozytywne myślenie potrafi zdziałać cuda, pod warunkiem, że nie jest mylone z hura-entuzjazmem. Samo pozytywne myślenie, to zdecydowanie za mało, osobiście zakładam, że myślenie powinno być jeszcze proaktywne (generujące celową aktywność). A więc jeśli chcesz osiągnąć sukces, nakieruj swoje myśli na działanie, ukierunkuj je w stronę konkretnych czynności, które Cię doprowadzą do sukcesu.
Przed myśleniem hurra-optymistycznym przestrzega nawet psychologia pozytywna - zakłada ona, że dobrze jeśli stosunek myśli pozytywnych do negatywnych wynosi ok. 3:1.  (Jeśli chcesz zgłębić temat zapraszam do wcześniejszego posta „Pozytywność „ - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/search/label/recenzje?updated-max=2014-08-16T20:44:00%2B02:00&max-results=20&start=1&by-date=false).
Żeby osiągnąć sukces nie można przecież tylko pozytywnie myśleć, trzeba mieć świadomość obiektywnych warunków, uważnie ocenić sytuację - bez tego trudno konstruować mądre plany. 
Ale jak już taki mądry plan masz, to myśl optymistycznie i pamiętaj, że nie wszyscy i nie zawsze i będą Cię wspierać.
A jeżeli nikt z Twojego otoczenia w danym momencie nie wierzy w Twój pomysł i w Ciebie? ...
To może Ty musisz uwierzyć? ;)
W co potrzebujesz uwierzyć? W swoje zdrowie, w swoje możliwości, w swój plan, czy w swoją misję? …  Pomyśl. 

poniedziałek, 24 października 2016

Twoje miejsce

“Tak naprawdę chodzi o wartość, a nie o cenę.”

Robert T. Lindgren


- Gdzie jest Twoje miejsce? Naprawdę Twoje! Takie miejsce, w którym możesz być sobą, ze swoimi wydumanymi i rzeczywistymi problemami, z nieokiełznaną radością i marzeniami…
- Kto powoduje, że lekko oddychasz? Że dajesz sobie prawo odpoczywać naprawdę? Że usypiasz po trudnym dniu i budzisz się z uśmiechem?
- Gdzie jest Twoje miejsce w pracy?
- Jak możesz rozwijać w niej swoje talenty? 

- Kogo interesują twoje talenty?
- Kto Cię słucha naprawdę?
- Komu możesz powiedzieć wszystko? … No PRAWIE wszystko;)
- Jak realizujesz pełnię swojego człowieczeństwa?...

To fundamentalne pytania, które czasem sobie zadajemy, a czasem … boimy się je sobie zadać.
Ale może pytamy się jeszcze:
- Jak okazuję swoje zainteresowanie innym?
- Czy interesują mnie ludzie, którzy są wokół?
- W jaki sposób pomagam im rozwijać swoje możliwości, pokonywać obawy?
- Kim dla nich jestem? Kim chcę być?
- Czy żyję w swojej „sforze”?
- Czy ludzie, z którymi się spotykam, myślą podobnie jak ja? 

- Czy czuję się z nimi naprawdę dobrze?
To ważne, szczególnie jak jest się rodzicem, partnerem, przyjacielem, menedżerem…
Ważne, jak jest się człowiekiem.

Bo przecież potrzebujemy dawać i brać.  Dzielić się i przyjmować. Kochać i być kochanym.
Potrzebujemy należeć do rodziny, grupy, społeczności. 
To się podobno nazywa poczucie przynależności… Poczucie, że jesteśmy bezpieczni i aprobowani, że jesteśmy wśród swoich - coś, czego pragniemy wszyscy. Niekiedy za bardzo.
Bo kiedy chcemy się wpasować za bardzo, za wszelką cenę, czujemy że oddajemy część siebie. 
Tymczasem, gdy jesteśmy z właściwymi osobami, z serca oddajemy część siebie.
Niewielka różnica, a jednak jaka duża…
Akceptacja, bliskość, zrozumienie, dawanie albo poklask, lizusostwo, zaprzeczenie sobie, pozory, manipulacja.

Jeśli potrzebujesz, to możesz teraz zatrzymać się na chwilę. Zastanowić się, gdzie jesteś... co czujesz.
Czy miejsce, w którym funkcjonujesz, to dobre dla Ciebie miejsce?
Czy ludzie, którzy Cię otaczają, to właściwi ludzie?
Z czego chcesz zrezygnować?
Jakie relacje warto uzdrowić?
O kogo chcesz bardziej zadbać?
Co zrobisz, żeby miejsce w którym jesteś, było naprawdę twoim miejscem?


A jeśli jesteś na swoim miejscu, to pewnie nie potrzebujesz ani mnie, ani nikogo innego.
Nie potrzebujesz oklasków, słów podziwu, nie potrzebujesz udowadniać nikomu swojej wartości, dobrze znosisz konstruktywną krytykę, z łatwością przyjmujesz pochwały i … rośniesz.
Jeśli jesteś na swoim miejscu, to wiesz, że nie zamieniłbyś go na żadne inne, a żadne pieniądze i zaszczyty nie dałyby Ci tego, co masz.
W żadnym innym otoczeniu nie będzie tak pięknie.
W żadnym otoczeniu nie będzie Ci tak dobrze.
Tu pasujesz naprawdę :) 

wtorek, 5 kwietnia 2016

" ... zrób to, co możesz."

„Zacznij tam,  gdzie jesteś,
użyj tego, co masz,
zrób to, co możesz”.
Arthur Ashe


 Człowiek rodzi się z naturalną umiejętnością podejmowania prób, eksperymentowania i podnoszenia się z kolan.
Dziecko, które uczy się chodzić, nie zniechęca się tym, że wciąż upada, tylko po prostu wstaje i podejmuje kolejne wyzwania. Do skutku. Niezmordowanie odkrywa nowe rejony świata, przygląda się każdej trawce, każdej kałuży. Bawi się tym, czym chce, buduje konstrukcje z piasku, z kamieni, z patyków. 
Ono nie boi się porażek, próbuje wszystkiego, bo nie wie, co się ma nie udać, a życie jest wspaniałą zabawą. Spróbuj tylko przerwać tę zabawę i zawołać je na przykład na obiad…. 

Dorosły bawi się często przy stole… On już wie, co jest niemożliwe, nauczono go tego i w szkole i w domu. Światem dorosłych rządzą zasady - one pokazują to, co jest wartościowe, a co niekoniecznie – książki, które mają się podobać, języki których trzeba się uczyć, ludzie którymi warto się otaczać, sporty które warto uprawiać, miejsca w których trzeba bywać.
Podporządkowanie się pewnym zasadom nie jest całkiem nieracjonalne. Człowiek jest przecież istotą społeczną, więc dla potrzeby bycia z innymi oddaje część  siebie. Rzecz w tym, że czasem zbyt dużą część.
A tymczasem na dnie ludzkiej duszy drzemie tęsknota za budowlami z kamieni lub z piasku, za życiem w swój własny niepowtarzalny sposób…

  •     Jak znaleźć sposób na manewrowanie w tej niełatwej rzeczywistości?
  •     Jak mieć w życiu najważniejszy kawałek siebie i podążać we właściwym kierunku?
  •     Jak w tym wszystkim się nie pogubić i osiągnąć upragniony sukces?

No cóż, ja też kiedyś szukałam siebie, spotykałam „coachów” i mentorów, jedni mówili, że dam radę, inni że mam działać - już, teraz! A że jestem z natury twarda i wytrwała, to zostawiłam wszystko, co dotychczas dawało mi oparcie i odważnie podejmowałam się zadań, do których nie byłam przygotowana. Bolało i szło bardzo ciężko.

I właśnie wtedy zrozumiałam, że kierowanie swoim życiem nie polega na zaciskaniu zębów i rzucaniu się w wir natychmiastowych zmian, do których pogania nas świat, że kierowanie życiem to mądra analiza swojego potencjału, oszacowanie kosztów, możliwości i zapału.
Wtedy zrozumiałam, że dziecko bawi się bezpiecznie, beztrosko i zapomina o całym świecie, bo wie, że w okolicy jest mama.
Wtedy zrozumiałam zasadę dywersyfikacji ryzyka i sens podziału celu na etapy, które stosują biznesmeni.

Wszyscy mam prawo i obowiązek być szczęśliwi i realizować swoje marzenia, ale może zanim przystąpimy do działania, warto odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań? ... Właśnie tych, od których odwodzą nas motywacyjni poganiacze:
  • Jakie masz zaplecze?
  • Jak długo potrzebujesz postać w miejscu?
  • Czego potrzebujesz, żeby odważnie iść dalej?
  • Przed czym Cię ostrzega intuicja?
  • Co dla w tym momencie jest dla Ciebie za trudne?
  • Jak możesz to obejść? 
  • Co odpuścisz?
  • Do czego się nie przyznajesz?

Bo sztuka osobistego przywództwa to nie motywacyjne triki, tylko stosowane w stosunku do samego siebie sprawdzone metody mądrego menedżera, świadomego własnych ograniczeń, wpływów otoczenia, minimalizującego ryzyko i realizującego swoją wizję w tempie zależnym od aktualnych możliwości.
Tylko takiemu szefowi ufają ludzie, tylko z takim chcą rozwijać firmę.

niedziela, 31 stycznia 2016

Twój obraz...


Hans Hofmann
 http://www.esquire.pl/aktualnosci/46/sztuka-wspolczesna-czy-dzieciece-bazgroly


„Myślę, że każdy jest dziwny.  
                                                            Powinniśmy wszyscy celebrować naszą indywidualność 
i nie wstydzić się jej.”
Johnny Depp

    Naprawdę szczęśliwi ludzie rzadko zastanawiają nad tym kim są, jacy są, jacy powinni być, oni po prostu robią swoje. Nie myślą długo i głęboko nad podjęciem każdej życiowej decyzji, doskonale czują, gdzie jest ich miejsce i nie psują tego czucia niepotrzebnym intelektualizowaniem. Oni żyją po prostu.
A kiedy układanka zaczyna się sypać, rozglądają się i spokojnie przemieszczają we właściwym kierunku.

Spełnione życie to nie wynik główkowania i pisania mozolnych planów, to nie narzucony sobie reżim, gdzie w ramach obowiązkowego relaksu biegam z zaciśniętymi zębami (podobno zdrowo jest biegać, więc za wszelką cenę, do bólu...), jak jem, to tylko to, co zaleciła dietetyczka, jak spotykam się z rodziną, to patrzcie i podziwiajcie…
Dobre życie to zostawienie sobie pewnego marginesu na luz, przyzwolenie że w tej chwili moją jedyną aktywnością będzie „leżenie bykiem”, a potem spokojnie zrobię to, co do mnie należy i tyle. 
To spokojna równowaga między naturalnymi powinnościami, obowiązkami, a potrzebą poddania się podszeptom intuicji, potrzebom duszy, emocjom. 

Mądrzy starsi ludzie mówią, że w niczym nie należy przesadzać, więc pozwalają sobie często na spełnianie własnych zachcianek, a do obowiązków podchodzą ze spokojem, akceptacją, a nawet radością. 
Tu i teraz, spokojnie, po kolei, w swoim tempie i na swój sposób.

Ale cofnijmy się nieco w czasie. Spójrzmy na dzieci bawiące się w piasku, które uparcie chronią swojego terytorium, a realizacja własnej wizji jest dla nich najważniejsza na świecie... One są szczęśliwe, pochłonięte do reszty własną aktywnością. Nie myślą, czy w tym momencie nie powinny na przykład sprzątać swojego pokoju, albo pooglądać bajki w telewizji. 

Gdy dorastają, zaczynają się dostosowywać, do wszystkiego i wszystkich – w domu, w pracy, wśród wymagających znajomych. Bo tak trzeba, bo tak się wypoczywa, bo tak się organizuje pracę, a tak życie... 
Nic dziwnego, że z czasem niektórzy z nas powoli zatracają siebie.
A dalej …
Ludzie uważni i wrażliwi zwykle zdają sobie sprawę z tego, że ich życie jest zlepkiem obcych wymagań, opinii, nakazów, że nie ma w nim miejsca dla nich samych i albo dają radę samodzielnie wprowadzić niełatwe, fundamentalne zmiany, albo udają się po pomoc do coachów lub terapeutów.
Inni nie chcą czuć dyskomfortu, więc po prostu wypierają go - udają, że jest wszystko ok, próbują uciekać w hedonizm, zdobywać więcej (pieniędzy, władzy, poklasku, kobiet), prowadzić życie, jak z amerykańskiego filmu - wszystko na pokaz, planowo, co do minuty, tyle, że … w środku nie jest lekko.

Bardzo potrzebujemy innych ludzi, lubimy z nimi przebywać, a więc może czasem warto wpasować się w ogólnie przyjęte ramy, choćby z szacunku dla innych. Ale dobrze mieć też świadomość, że ciągłe życie wbrew własnym potrzebom, pod czyjeś dyktando, to już ewidentnie brak szacunku i tolerancji dla siebie.

Każdy z nas jest tak naprawdę dziełem sztuki -  wyrastającym poza schematy, pięknym, unikalnym i każdy ma takie miejsce, w którym nie musi zadawać sobie pytań: czy jestem u siebie, czy tu mi naprawdę dobrze? 
Miejsce w którym jest naprawdę sobą. 

Więc, gdy potrzebujemy sobie samemu wyjaśniać, że to jak żyjemy i to co robimy jest właściwe, że przynosi nam takie czy inne korzyści, to może warto zatrzymać się i zapytać w imię jakich wyższych celów decydujemy się na ustępstwa, z czego rezygnujemy, co otrzymujemy w zamian i jaki jest ogólny bilans zysków i strat.

A teraz zamknij oczy, zobacz siebie w kilku typowych sytuacjach/miejscach i zastanów się:

  • W którym z nich jesteś sobą?
  • Gdzie Ci niewygodnie?
  • Skąd się tu wziąłeś? Jakich Ty lub ktoś użył podstępów, żeby Cię tu zwabić?
  • Jaką radę dałby Ci teraz najlepszy przyjaciel?
A dalej….? 
Dalej to już Ty decydujesz samodzielnie, w końcu to Twoje życie, Twój obraz.


sobota, 26 grudnia 2015

Poczuj swoją wartość II

„Życie nie oczekuje od nas bycia najlepszym,
 lecz dawania od siebie tego, co najlepsze.”
Johannes Thielle

Poczucia własnej wartości  ciąg dalszy...

Zwyczajem ogromnie rujnującym nasze poczucie własnej wartości jest porównywanie się ze wszystkimi dookoła.

Nawyk jest nam zwykle wpajany w dzieciństwie, kiedy słyszymy: „Popatrz na … (wstaw imię) ona/on to się świetnie uczy!”, „Bierz przykład z …!” , „Co z Ciebie wyrośnie?”, „Wstyd się z Tobą pokazać na ulicy!”, „ Jak Ty wyglądasz?.”
Przypomnij sobie, jak było w Twoim świecie, do kogo Cię porównywano, jak się wtedy czułaś/czułeś? …. 
Ile z tego siedzi w Tobie tak głęboko, że jeszcze teraz nieustannie porównujesz się z innymi? …
Ale nie mniej pretensji do rodziców – prawdopodobnie wystraszeni o Twój los, Twoją przyszłość, pełni miłości,  chcieli Cię zmobilizować do pracy (a może jeszcze chcą?). Bo przecież czasem atmosfera rywalizacji podgrzewa do boju i powoduje, że zmotywowani działamy szybciej i skuteczniej.
Zresztą nie zaszkodzi Ci, jak czasem się z kimś pościgasz. Nie zaszkodzi ani wygrana, ani przegrana – pod warunkiem, że dotyczy konkretnego zadania i wyzwania i nie jest diagnozą Twojej wartości. Wiesz przecież, że inne znaczenie ma  komunikat: „Dzisiaj klasówka poszła Ci słabo” (konkretny fakt), a inne:  „Jak Ty się uczysz tumanie, wstyd się ludziom przyznać!”(ocena).

W dorosłym życiu też wciąż spotykamy się z ocenami, ludzie chcą Cię dopasować do schematu, chcą się poczuć na Twoim tle lepiej. Czasem mówią, że Ty jesteś wspaniały,  a oni nic nie znaczą i czekają żebyś zaprzeczył, czasami odwrotnie. Tak naprawdę Twoim  kosztem realizują swoje własne potrzeby, a Tobie przypisują przeróżne cechy i zdolności, które pasują do ich wizji świata.
Tylko od Ciebie zależy czy „łykniesz” łatwą przynętę, czy odważysz się pójść swoją drogą. To wyzwanie. 
Jeśli znajdziesz siłę, żeby odrzucić te wszystkie błyszczące, kuszące obietnice sławy i poklasku, to pewnie w końcu znajdziesz siebie, poczujesz swoją wartość i nie będziesz musiał niczego udowadniać sobie ani światu, ale to wcale nie jest łatwa droga.

Dobrze mieć tego świadomość, dobrze też dać sobie prawo i czas na spokojną analizę swoich kompetencji i słabości, warunków, w jakich działamy, otoczenia, środowiska. 
Można skorzystać z usług sensownego doradcy albo sensownego coacha, ewentualnie samemu zastanowić się w jaki sposób najefektywniej wykorzystywać swój potencjał. Piszę sensownego, bo świat „pomagaczy” to też świat ludzi, a oni dla swojej własnej satysfakcji często pchają Cię w kierunku pierwszej szansy, jaka się pojawia, bo przecież oni też chcą mieć sukces, a ten sukces to klient, który szybko odniósł sukces, bo … na chwilę poczuł się lepiej. 
Bardzo łatwo powiedzieć człowiekowi – możesz więcej, niż myślisz, jesteś zwycięzcą, jesteś super ;)… I po sprawie. Na moment (dłuższy lub krótszy) wystarczy. Gorzej będzie, jak ten moment się skończy i okaże się, że minęło wiele czasu, a Ty nie ruszyłeś z miejsca.

Osobiście jestem fanką psychologii pozytywnej – Tal Ben Shahar,  Barbara Fredricson, Csikszentmihalyi, Seligman…. Nie odżegnuję się wiec absolutnie od pozytywnego myślenia, ale mądra psychologia, to nie hurraoptymizm, to nauka, która odnosi się do sensu życia, a NIE TYLKO uczy odpowiedniej interpretacji zdarzeń (zresztą umiejętność sterowania własnym umysłem, też mnie nieraz w życiu uratowała).
Chyba więc warto po prostu zrozumieć, że nikt jeszcze poprzez wmawianie sobie: „mam poczucie własnej wartości, jestem super”, nie zbudował takiego poczucia…. Przynajmniej ja nie znam takich przypadków, a za to znam parę ofiar takiego postępowania.

Więc niezależnie od wsparcia, jakie otrzymujesz z zewnątrz, słuchaj przede wszystkim siebie, wsłuchuj się w swoje, reakcje, emocje, odczucia. Poczucie własnej wartości będziesz mieć wtedy, gdy zrozumiesz, kim jesteś i co robisz w tym miejscu w którym jesteś. 
A tego nikt Ci nie powie, to musisz odkryć samodzielnie. 
Bo poczucie własnej wartości buduje się od środka, wspierając się obserwacją własnych efektywnych działań.  
Nie ma znaczenia, że nie jesteś  mistrzem  w …. (wstaw właściwy przedmiot, czynność), ale pewnie masz 1000 innych  talentów! Jak każdy. Odnajdź je. 
I polub swoją niekompetencję - zobacz, jak ona Ci służy! Może zwalnia Cię od wielu niechcianych czynności, bo unikasz ich wykonywania? ...;) Ja unikam. Jakie to wygodne! :)

A na koniec, jak zwykle parę pytań. Do siebie, do pracy z sobą samym:

- Kiedy jestem rzeczywiście na swoim miejscu i działam w zakresie moich najwyższych kompetencji ? (jak nie potrafisz wskazać od razu, to wypisz dużo takich sytuacji, potem je przesegreguj i wybierz, te najwłaściwsze)

- Kiedy robię rzeczy, które leżą w strefie mojej kontroli, a kiedy winię się za coś, na co nie mam wpływu?

- Co sobie zarzucam?

- Czy są to zarzuty merytoryczne czy niszczące mnie oceny? Które powtarzam, bo kiedyś usłyszałem od innych?

- Czy idę w dobrym kierunku, czy słuchając różnych autorytetów zgubiłem/zgubiłam kawałek siebie?

- Na jakim poziomie rozwoju  swojego potencjału jestem? ( Niezależnie od poziomu na którym jesteś, zaakceptuj to i zobacz, co w tej sytuacji najmądrzej jest zrobić. Co zrobisz, żeby za miesiąc, pół roku, rok dorosnąć do swoich oczekiwań?)

- Jakie swoje „wady” jesteś w stanie po prostu wyeliminować? Ile czasu Ci to zajmie? Czy chcesz poświęcić ten czas, czy warto?

- Które umiejętności decydujesz się rozwinąć? Ile czasu zająłby ten rozwój przeciętnemu człowiekowi? Ile czasu dajesz sobie? Czy uważasz, że wyznaczyłeś sobie cel realny?
Dodaj jeszcze 20% bufor czasowy na nieprzewidziane okoliczności i wtedy powoli planuj i realizuj. 

Nic nie przychodzi samo – wszystko potrzebuje czasu.  
Piekąc chleb musisz nastawić piekarnik na określoną ilość minut, nie ma drogi na skróty - swojego rozwoju też nie przyspieszaj, bo wyjdzie Ci zakalec!!!

wtorek, 21 lipca 2015

Wakacje? Może jednak nie warto?


„Ze świata tego każdy ma tyle ile sam sobie weźmie”
Giovanni Boccaccio

Lipiec, czas nastawiony na odpoczywanie, wylegiwanie się na plaży, na chodzenie po górach, nicnierobienie.
I wydawałoby się, że nie ma nic prostszego, niż odpoczynek, a jednak wiele osób ma problem z przełączeniem się w stan lenistwa. Stare niezałatwione sprawy, niewypełnione do końca obowiązki, bliscy którzy nagle pokazują swoją drugą twarz i nie można z nimi dłużej wytrzymać ...  no i czemu mają zupełnie inne wymagania i potrzeby, niż my! ? ...
Jeśli jedziemy na wczasy napięci do granic wytrzymałości często drażnią nas wszyscy i wszystko. Nie do wytrzymania staje się też świadomość, że jesteśmy  na wczasach, a nie możemy wyluzować.

Jak więc odpoczywać, żeby odpocząć?
Jak wprowadzić się w stan błogiego lenistwa, żeby było jak w dzieciństwie - babki z piasku, ciapanie się w wodzie z zachwytem i flow - pełne zanurzenie w przyjemności bezstresowego życia:)?

Oczywiście nikomu babek z piasku robić nie każę, ... ale właściwie, to czemu nie?!!! Co by się stało, gdyby nagle poważny pan prezes wyłączył telefon, który bezustannie dzwoni (nawet na plaży) i odpoczął? Gdyby pobawił się, pozwolił sobie na prawdziwy luz i odpuścił 99,99% ze swojej pozycji, powagi, potrzeby bycia ważnym?
A może mogłoby się stać wiele dobrego? ... Bo mózg w stanie relaksacji, staje się (o czym już wielokrotnie pisałam) naszym sprzymierzeńcem - przetwarza dane, które posiada. Co więcej, badania wykazują, że gdy wypoczywamy, nasze szare komórki pracują z ogromną intensywnością, znacznie większą niż przy wykonywaniu zadań umysłowych. 

Tłumacząc zasady efektywnej nauki wyjaśniam zwykle, że do zwiększenia możliwości pamięci jest nam potrzebny regularny wypoczynek - przerwy, które robimy co jakiś czas, żeby mózg mógł wszystko, czego się uczyliśmy, ułożyć i zapisać. Te przerwy działają, jak kliknięcie znaczka "zapisz" w komputerze. (To dygresja dla tych, którzy nie potrafią sobie odpuścić.)

Hasło przewodnie odpoczywania dla  perfekcjonistów i pracoholików ( bo im przecież szkoda po prostu odpocząć) brzmiałoby wiec może: Daj swojemu mózgowi szansę na intensywną pracę na poziomie przetwarzania, segregowania i zapisywania informacji!!!  A po cichu, na marginesie i nieśmiało, dodałabym jeszcze, że będziesz mieć z tego przyjemność. Nieśmiało, bo niektórzy zakładają, że na przyjemność odpoczywania nie zasłużyli. 
Ba, niektórzy przyzwyczaili się nawet, że w czasie urlopu chorują.

Więc może należałoby przeanalizować tezę, że wypoczywanie jest po prostu przereklamowane? ... ;) Przecież wyluzowanie i zaczerpnięcie spokojnego zdrowego oddechu skutkuje często trudnymi do opanowania konsekwencjami!
Wymienię tylko klika:

1. Zwiększenie poziomu kreatywności i tworzenie twórczych rozwiązań    (I co Ty później z tymi pomysłami zrobisz? Jeszcze nie daj Boże będziesz miał wewnętrzny przymus ich realizacji i przybędzie Ci pracy?) ;)

2. Dystans do rzeczywistości, bo zaczynamy nagle rozumieć, że ogromne problemiska, nie są tak ogromne, jakby się wydawało, że obok nich jest coś jeszcze. A jak zmaleją problemy, to nie będziesz mieć na co narzekać ... i to dopiero będzie problem! ;)

3. Dziwny stan, w którym zaczynamy zauważać ludzi wokół, a nawet o zgrozo, zauważać ich potrzeby! Wyluzowani jesteśmy bardziej skłonni zrozumieć, że inni są inni i darować im to.  No i po co Ci to?! ... Przecież Twoje potrzeby są najważniejsze!...

4. W stanie relaksu zwiększa się też nasza świadomość własnych myśli i emocji. To też nie zawsze nam się podoba, bo jak zauważymy, że coś jest nie tak, to przecież trzeba by się zabrać do pracy nad sobą !...

5. Nie wspomnę o poprawie kondycji i dobrym samopoczuciu, bo to grozi zmniejszeniem ilości L4!

A może wczasy z komórką i telefonem przyklejonym do ucha to nie całkiem to, o co chodzi ? ... (Choć oczywiście zawsze można umieścić uśmiechniętą wakacyjnie sweet-focię na fb.)

Jakby więc komuś przypadkiem przyszło na myśl, żeby naprawdę wyluzować (co przecież grozi wymienionymi powyżej konsekwencjami) i stworzyć sobie warunki do odpoczywania, to wcześniej chyba warto zadać sobie parę pytań, chociażby takich: 

- Co możesz zrobić, żeby przed wakacjami pozamykać wszystkie naglące sprawy?
- Jakich spraw nie musisz koniecznie zamykać? 
- Kto w czasie Twojej nieobecności Cię zastąpi?
- Jak go przygotujesz, żeby Cię dobrze zastąpił?
- Na ile, w skali od 1:10,  jesteś zdecydowany,  żeby naprawdę odpocząć?
- Co się stanie, jeśli przez najbliższe pięć lat będziesz funkcjonować tak, jak do tej pory? Jak będą wyglądały Twoje relacje? Jaki będzie Twój stan zdrowia? Z czego będziesz zadowolony? Co Ci będzie sprawiać największą przykrość?
- Ile dni przed wyjazdem zaczniesz "zwalniać"?
- Czego naprawdę potrzebujesz, żeby odpocząć?
- O jakich opcjach wypoczynku myślałeś, żeby zadowolić innych/błysnąć przed znajomymi?
- Gdybyś był swoim najlepszym przyjacielem, który zna na wylot Twoje potrzeby i pragnienia i chciał dać sobie najlepszą na świecie radę na spędzenie wakacji, Twoich wakacji, to jak by ona brzmiała?....



niedziela, 3 maja 2015

Co z tą zmianą?




"Wiedz, co chcesz zrobić, albo gdzie chcesz być.
Wiedz, gdzie teraz jesteś.
Wiedz, co musisz zrobić, żeby dotrzeć tam, dokąd chcesz dojść ,
 albo gdzie chcesz być i zrób to!".
David Taylor

Lubię wiosnę, zapachy, energię budzącej się przyrody i to, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki na wiosnę uaktywniają się również ludzie. Kielecki Stadion Leśny pełen jest  osób biegających, jeżdżących na rowerach, spacerujących. Pewnie są wśród nich tacy, którzy postanowili właśnie dziś wyjątkowo trochę się poruszać, tacy którzy zdrowe nawyki mają we krwi (tych łatwo rozpoznać po skoordynowanych sprężystych ruchach) i tacy, którzy po raz setny podejmują postanowienia w stylu: od dziś będę się ruszać, od jutra jem mniej słodyczy, przed latem jeszcze się poduczę angielskiego...

Znasz pewnie schemat, kiedy w poczuciu winy, że Twoje życie jest nie takie, jakie Twoim zdaniem lub zdaniem Twoich najbliższych, powinno być, snujesz marzenia i wypowiadasz mało konkretne obietnice? 
Potem zwykle wykonujesz pierwszy spontaniczny krok (alibi, które pokazuje, że przecież zacząłeś!) i nawet nie zdajesz sobie sprawy, że tak naprawdę nie robisz niczego, co poskutkuje długofalowymi efektami.
A potem mówisz jeszcze: "Tym razem, to już na pewno...!" i jedynym "na pewno" jest to, że pracujesz na frustrację spowodowaną niedotrzymywaniem obietnic.

No to jak zabrać się do przeprowadzania ważnych zmian, żeby wreszcie się udało?!... 
Po pierwsze naprawdę chcieć i być gotowym na pokonywanie przeszkód. 
Po drugie uświadomić sobie, że gdyby dokonywanie zmian było takie łatwe, to nie byłoby potrzeby zatrudniania coachów, pisania książek motywacyjnych, nie byłoby wielu teorii wymiarowania celów, wielu szkoleń, warsztatów itp.
Dla mnie u podstawy zmiany leży zrozumienie długiego i żmudnego procesu uczenia się. Bo przecież zmiana to przejście od nieświadomej niekompetencji, kiedy nie chcemy widzieć problemu i żyjemy w strefie komfortu ("nie jestem gruby, nie są nam potrzebne żadne szkolenia"), przez świadomą niekompetencję ( "nie da się tego zrobić, nawet nie warto się za to brać"), świadomą kompetencję ("to trudne, bardzo dużo wysiłku kosztuje"), aż do nieświadomej kompetencji, kiedy zmiana się dokonała i znowu jesteśmy w ulubionej strefie komfortu. I niech no tylko ktoś nam spróbuje ten komfort zburzyć!  

A więc przeprowadzenie zmiany to wymagający proces i trzeba się do niego po prostu dobrze przygotować.
Żaden prezes chyba nie myśli, że dokona zmian w organizacji, mówiąc po prostu pracownikom: "od dziś się komunikujemy sprawnie, jesteśmy dla siebie życzliwi, kluczowe informacje mają chodzić w górę i w dół, no i nie biegamy z każdą bzdurą do dyrektorów".
Do zmian w firmie zwykle przygotowujemy się starannie - najpierw określając je (np. jak dokładnie ma przebiegać komunikacja), opracowując właściwe zachowania i zwyczaje, przydają się też szkolenia, a potem z oporami mniejszymi lub większymi następuje długi proces wdrażania, który łatwy nie jest, bo pewne przyzwyczajenia ludzie mają "we krwi".
Zwykle na tym etapie nasila się opór przed zmianą, a wtedy pomóc może coaching, albo odpowiednio przeszkolony konsekwentny menedżer (grupa menedżerów), który będzie potrafił poprowadzić proces.
Bo zmiana to proces wymagający wielu wysiłków, przygotowania ludzi i procedur, spojrzenia systemowego, nic więc dziwnego, że statystycznie aż 2/3 zmian przeprowadzanych w organizacjach kończy się fiaskiem.

Kierując zespołem zwykle zdajemy sobie sprawę ze złożoności tematu, natomiast w kontekście zmiany osobistej wydaje nam się, że cel powinniśmy osiągnąć łatwiej, więc mówimy: "Będę konsekwentny/a, zmieniam się od dziś i nie ma dyskusji, bo ja przecież potrafię panować nad sobą!". Czasem zdarza się jeszcze tzw. "wsparcie" (przyjaciele, eventy motywacyjne), które mówi ludzkim głosem: "Jak nie Ty, to kto? Możesz to zrobić!". W efekcie zupełnie nieprzygotowani spontanicznie "rzucamy się" na pierwsze zadanie, które zbliża nas do celu i nic dziwnego, że szybko rezygnujemy, obniżając przy okazji skutecznie swoją samoocenę (badania postanowień noworocznych wykazały, że realizujemy tylko 8% z nich). Pozostają pretensje do całego świata, a w szczególności do siebie...

A przecież zamiast dręczyć się i krytykować można po prostu sensownie przygotować się do zmian.
Na początek przyda się dokładne zbadanie celu i zwymiarowanie go. Można tu wykorzystać można choćby metodę SMART, którą bez trudu znajdziemy w Internecie. 
Określając cel nie piszemy: "Schudnę, żeby wyglądać przyzwoicie na plaży", tylko np. "31 czerwca zmieszczę się w moją czerwoną sukienkę rozmiar 36". Jest tu określony czas, plastyczny obraz, trochę ekscytujących emocji (bo w tej sukience oglądali się za mną mężczyźni), a do tego, jeśli  wchodziłam w tę sukienkę w zeszłym roku, to cel jest realny:)
Następny krok to dokładne zaplanowanie drogi - podział celu na etapy, określenie tego, co będę jeść, jaki program treningowy zastosuję (wiedza!!!), kiedy i w jaki sposób będę monitorować postępy.
Kolejny etap to zbadanie kontekstu - jak moja zmiana wpłynie na otoczenie, jak zachowa się system, zadbanie o wiele szczegółów. 
O tym, że zmianę wspierać mogą działania w obszarach osobistym, ludzkim i przestrzennym już pisałam ( "Zmień wszystko, co chcesz" - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2012/11/perfekcyjna-instrukcja-zmiany.html), o tym, że niezwykle skuteczne są zmiany dokonywane małymi krokami też ( "Obietnice niesione przez małe momenty" - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2013/04/obietnice-niesione-przez-mae-momenty.html), a więc nie będę się powtarzać, zainteresowani mogą otworzyć linki.

Na koniec zadam tylko parę pytań:
- Ile czasu zamierzasz poświęcić na przygotowanie się do zmiany?
- Czyj cel chcesz zrealizować?
- Jak bardzo Ci na nim zależy?
- Jak on wpłynie na Ciebie, jak na Twoje otoczenie?
- Czy potrafisz podzielić go na etapy?
- Gdzie teraz jesteś?
- W jaki sposób zwiększysz szanse realizacji celu? Kto/co może Ci pomóc?
- Czy jesteś przygotowany na kryzysy i chwilowe niepowodzenia (przygotowany, to znaczy czy wiesz, co z nimi zrobisz, a nie czy masz ich świadomość)?
- Czy wiesz, co zrobić, żeby utrwalić zmianę?
- Czy jesteś gotowy na to, żeby przejść stopniowo cały proces?

sobota, 21 marca 2015

Przed Tobą nowy dzień.




"Kropla drąży skałę nie siłą, lecz często padając."
Owidiusz

Przed Tobą nowy dzień. Spójrz w okno. Co widzisz? Szanse czy zagrożenia? Nadzieje czy lęk? A może potrafisz oderwać się od interpretacji i po prostu patrzeć?...
Co zrobisz z Tym dniem, to zależy tylko od Ciebie. To Ty możesz go zniszczyć lub wykorzystać. To Twoja głowa wyprodukuje stan, w jakim będziesz, bo  to Ty tworzysz codziennie od nowa swoje życie.

Nie do końca masz wpływ na to, co się dziś zdarzy, ale masz wpływ na interpretację tych wydarzeń.
Nie masz wpływu na fakty, ale masz wpływ na to, na jakich ich aspektach się skoncentrujesz.
Możesz odnaleźć wartość nawet w trudnych przeżyciach, ale możesz też pozwolić, żeby Cię przytłoczyły i zniszczyły. 

Zastanów się, co dobrego lub budującego wynika z trudnych chwil, kim się stajesz dzięki nim, a kim możesz się stać? To przecież dzięki temu, co dotychczas przeżyłeś/aś jesteś tym, kim jesteś!!!
Ukształtowały Cię wydarzenia, ale i myśli. Co zrobisz dalej?...

Możesz codziennie dziękować wspaniałym ludziom, którzy z Tobą są, ale możesz też ich nie zauważać, albo założyć, że to normalne, że naturalnie Ci się należy obecność wspierających osób.
Możesz z dnia na dzień popadać w wyuczoną bezradność ( patrz Martin Seligman) i wierzyć, że z tej matni w której jesteś nie ma ucieczki, ale możesz też szukać aktywności, rozwiązań, opcji i możliwości, które pomogą Ci myśleć i działać zupełnie inaczej.

I to jest  dobra wiadomość, bo jeśli masz zacząć od myśli, to przecież rządzisz nimi Ty. Na początek uświadom sobie, że Twoje myśli, to tylko myśli, że myśli nie są Tobą. Ty je tylko produkujesz i powtarzasz. Wiele razy, tysiące razy, aż w końcu stają się prawdą, bo w Twoim mózgu powstaje szeroka autostrada między neuronami, która wspiera powielanie tych samych przekonań ciągle od nowa i od nowa. I wytwarza się nawyk...
Jaki nawyk sobie tworzysz? Nawyk pozytywnego czy negatywnego myślenia?...
Zastanów się, jakie masz przekonania, co myślisz o świecie, co myślisz o sobie...

A może wypróbujesz krótkie ćwiczenie i choć dwa razy dziennie będziesz zapisywać swoje myśli, notować swój strumień świadomości? Bez zwracania uwagi na ortografię, interpunkcję, bez recenzowania. Po prostu pisz wszystko, co przechodzi przez Twoją głowę... 
A może będziesz nosić przy sobie czarodziejski amulet, który czasem przypomni Ci, żeby kontrolować swoje myśli?
A może po prostu pozwolisz sobie na chwilę medytacji i poobserwujesz, co produkuje Twój mózg?
A może ... może znajdziesz inny, własny,  najlepszy dla Ciebie sposób?
Każda opcja jest dobra, byle pasowała Tobie i przynosiła dobre efekty.

Ważne, żebyś się nie karał/a za swoje negatywne przekonania, ani nie stresował/a  nimi (bo się rozmnożą;)). Tylko je obserwuj i dopuść do świadomości, że można myśleć inaczej.
Doskonale przecież wiesz, że tylko Ty możesz zniszczyć i odbudować siebie, możesz w siebie uwierzyć i możesz podważyć swoją wartość.
Możesz też uwierzyć w siłę niszczących słów i toksycznych ludzi, a możesz po prostu ich ignorować ... i pewnie znajdziesz jeszcze parę opcji;)
Nie wybierasz tego, co się wokół dzieje, ale wybierasz swoją reakcję w każdym momencie.
Możesz mieć dość trudnych chwil i po prostu "wymięknąć", ale możesz też zdecydować, że jeszcze chwilę wytrzymasz i ze spokojem przyjmiesz kolejną lekcję. Możesz pamiętać o  10 000 prób Edisona, które doprowadziły do sukcesu, ale możesz też wyznaczyć granicę, za którą cena sukcesu jest dla Ciebie zbyt wysoka.

Bo nie jesteś zaprogramowanym robotem i nie musisz interpretować wszystkiego tylko pozytywnie/negatywnie. Jesteś człowiekiem i masz prawo do swoich błędów, poszukiwań i niepewności. 
Nawet psychologia pozytywna docenia potrzebę myśli negatywnych i zakłada zdrową proporcję tych negatywnych do pozytywnych - 1:3!

I pamiętaj, że pewne nawyki po prostu masz już wykształcone - sposób myślenia to też nawyk i musisz trochę popracować, żeby je zmienić, a niewiele musisz robić, żeby je wzmocnić. Bo one wzmacniają się codziennie, same.
Możesz więc tkwić w starych schematach, albo je modyfikować ( na przykład małymi krokami ).
A może na początek zastanów się czy nie chcesz przebudować swoich autostrad..., bo przed Tobą nowy dzień.