poniedziałek, 25 marca 2019
Myśli
Aż 600 wejść w miesiącu na bloga, który nie funkcjonuje już od prawie pól roku.
W związku z tym czuję się zobowiązana, żeby raz na jakiś czas dodać od siebie parę słów i dodaję.
Dziś będzie to zbiór, moich myśli i spostrzeżeń, które spisywałam na Instagramie ilustrując zdjęciami.
Chciałabym, żeby były inspiracją - do sięgania wgłąb siebie, do rozwoju, do myślenia.
Zapraszam :
💜
Często boimy się prawdy, jakby na jej dnie leżały jakieś mroczne tajemnice. Tymczasem tym, co zwykle kryje prawda, jest wieloletni proces jej wypierania i zasłaniania, wzmacniany przez innych, równie przerażonych życiem ludzi, który w efekcie doprowadził nas tu, gdzie jesteśmy. I dopiero kiedy sobie to uświadomimy, mamy szansę wytyczyć własną drogę w sensownym kierunku.
💜
W naszym świecie, cierpiącym na chroniczną nadprodukcję wzniosłych idei, wieklich tytułów i wizji, normalność urasta do rangi wydarzenia. A więc czasem wystarczy być po prostu zwyczajnym, żeby zaliczać się do awangardy
💜
Wierzę, że nic tak nas nie wzbogaca, jak budowanie na różnicach - umiejętność słuchania różnych opinii, przyjmowania do wiadomości różnych punktów widzenia, integracja przeciwieństw. To niełatwe, bo zwykle bronimy swojego stanowiska, jak niepodległości, doprowadzając do konfliktów w zespołach, firmach i rodzinach.
💜
Można żyć uciekając przed życiem, podnosząc z łóżka zmęczone ciało tylko po to, żeby znów zrobić przegląd mrocznych miejsc na dnie swojego świata.
Ale można też pokochać rysy na szkle, ptaki, które budzą nas o świcie i każdy oddech, który przynosi w prezencie prawdę, równie niedoskonałą, jak my sami.
💜
Nie zawsze wiesz, czy droga, którą idziesz, doprowadzi Cię we właściwe miejsce, ale wiesz, czy Ci się nią dobrze idzie i czy Ci odpowiada kierunek, w którym zmierza.
💜
Nowe idee zwykle powoli i nieśmiało przebijają się przez zamarznięte grudki starych schematów. Bardzo łatwo je zdeptać lub wyrwać z wątłymi korzonkami. Żeby przeżyły, potrzebują uważności i ciepła. I czułości, która pozwala rozwijać się roślinom i ludzkim skrzydłom.
💜
Warto czasem wejść nieco wyżej - dostrzec właściwe proporcje rzeczy, zobaczyć więcej możliwości, zaplanować drogę do celu. I utrwalić na zdjęciu moment, który już zawsze będzie tylko przeszłością.
💜
Dopóki żyjemy, możemy codziennie uczyć się życia, codziennie dawać sobie nową szansę, codziennie budować zaufanie do siebie. - Skąd mam wiedzieć, że jak ludzie mówią o mnie dobrze, to mówią to, co naprawdę myślą? - zapytała klientka.
-A skąd będziesz wiedzieć, że jak mówią źle, to mówią to, co naprawdę myślą?
💜
Cud, jakim jest nasze życie, trwa. Możemy go odczuć w każdym oddechu, w każdym uczuciu, w każdej zaplątanej myśli. I mamy pełne prawo do tego, żeby decydować o tym, jak chcemy je wykorzystać. Może raz na jakiś czas warto sobie o tym przypomnieć? ...
💜
Jaka przyjemna i ekscytująca jest wiara w magiczne zrządzenia losu .... Nagle spotykasz kogoś, kto wypowiada ważne dla Ciebie słowa i myślisz - "To magia, że właśnie w tym momencie, za.pomocą tego człowieka, przyszło do mnie olśnienie" ...Tymczasem te i podobne słowa pewnie słyszałeś już w życiu wiele razy. Ja też słyszałam. Tylko nie byliśmy gotowi, żeby je usłyszeć. To trochę tak, jak z wielokrotnym czytaniem dobrej książki, w której wciąż odkrywamy inne ważne treści, bo za każdym razem filtrujemy jej treść przez swoje aktualne potrzeby.
💜
Internet pęka w szwach od haseł motywujących do działania, więc często zapominamy o tym, że czasem rozsądnie jest dać na luz i przeczekać trudne chwile. Odpowiednio dawkowane "nicnierobienie" może przecież uratować nas przed podjęciem błędnej decyzji, może dać przestrzeń do złapania dystansu, do wyjaśnienia sytuacji i do odpoczynku ... .
💜
Żyjąc dla realizacji konkretnych celów i zadań, i żyjąc dla przyjemności życia można robić dokładnie to samo.
Ale to nie jest to samo
💜
Ludzie często zastanawiają się, jakie mają kompetencje, co potrafią, czego jeszcze mogą się nauczyć, co wykorzystać, żeby odnieść sukces? Rzadziej myślą o tym, jak to robić - z jaką energią, z jaką intencją? ... A może właśnie to odróżnia perfekcję od mistrzostwa? ...
💜
Zanim zaczniesz wprowadzać w życie cudowne rady oświeconych i wszystkowiedzących ... pomyśl.
💜
Niezależnie od tego, co przeżywasz, jakie myśli po drodze uruchamiasz, Twoje życie zmierza w określonym kierunku. ... Może jeszcze nie umiesz go określić? ... Może tylko intuicyjnie czujesz, czy to właściwy kierunek? ... Zatrzymaj się. Zastanów przez chwilę...
środa, 31 października 2018
Ziarenka...
Ziarenko po ziarenku, sekunda po sekundzie …
Zaraz się skończy.
Na jak długo ich wystarczy? Jak szybko się przesypują? ...
Może będę je prowadzić jeszcze inaczej? …
Może przyniosę klepsydrę i opowiem o małych ziarenkach - tych które uciekają w przerażeniu, nie wiadomo gdzie i kiedy, i tych które obracamy w dłoniach, i przytulamy do piersi, uśmiechając się, i czując ciepło w sercu...
środa, 4 kwietnia 2018
Zatańcz z życiem!
tyle że trzmiele o tym nie wiedza, wiec latają sobie dalej”.
Trudno stwierdzić, jakie mechanizmy każą wyznaczać dziecku graniczną linię, poza którą nie ma prawa/szans wyskoczyć. Być może motywem jest chęć uchronienia młodego człowieka przed trudem
i niepowodzeniami, może obawa przed rozczarowaniem i koniecznością dźwigania ciężaru potknięć dziecka, a może wewnętrzny świat osoby stawiającej ograniczenia, w którym nie mieści się obfitość możliwości? ...
Tak czy tak, przekonanie, że inni są lepsi, mądrzejsi, bardziej zasobni, mają większy kapitał wyjściowy, a więc nie możemy się z nimi porównywać, to jedna z najbardziej krzywdzących bzdur, jakie można wtłoczyć człowiekowi na starcie w dorosłe życie.
Absurd takiego myślenia obnażają biografie wielu sławnych ludzi. Można by tu wymienić chociażby Steave’a Jobsa (niechciane dziecko, wychowane przez rodziców adopcyjnych, którzy nie mogli zapewnić mu wyższego wykształcenia) , Nicka Vujcica („Bez rąk, bez nóg bez ograniczeń”) , Sylwestra Stalone (urodzonego ze sparaliżowanym policzkiem, wadą wymowy, wydalanego z 20 szkół, zdiagnozowanego jako materiał na przestępcę, przymierającego głodem w drodze do spełnienia marzeń o aktorstwie), czy Coco Chanel (pozbawioną gruntowanego wykształcenia, po śmierci matki wychowywaną w sierocińcu).
A przecież mógł jednym ruchem zerwać ograniczenia!
Podobnie człowiek - wychowywany w przekonaniu, że może funkcjonować w pewnych ramach, w końcu w to uwierzy i będzie sam sobie stawiał granice. A potem urządzi się w świecie, który jest zaledwie znośny, ciesząc się, że dane jest mu jako tako egzystować.
Zjawisko obserwuję u wielu ludzi. Najbardziej boli gdy dotyczy studentów, którzy wychodząc z rodzinnych domów wiedzą, że nie mają prawa do marzeń, a potem, przy pierwszym niepowodzeniach na uczelni słyszą, że nie są dość dobrzy, więc minimalizują swoje wymagania i inicjatywę już na starcie, koncentrując się na tym, czego nie mogą osiągnąć. Poczucie własnej wartości, które legło w gruzach, uzupełnia lęk przed przyszłością. Zajęcia ze studentami prowadzę już szósty rok i przez ten czas nie miałam grupy, która nie prosiłaby mnie (wszystkie grupy pytam w czym mogłabym im pomóc) o wzmocnienie poczucia własnej wartości. Myślę, że fakt nie wymaga komentarza.
Ale problem dotyczy też osób starszych. Czasem obserwuję, jak z życia w dawno wyznaczonych ramach wyrywa ich jakieś pytanie zadane na szkoleniu, jakieś ćwiczenie i wtedy zaczynają się zastanawiać, czy jeszcze mogą cokolwiek zmienić? A potem, jak zmienić sytuację, która niekoniecznie im odpowiada?
Ale wiem też, że klucze otwierające bramę do przyszłych osiągnięć to konkretne wymagania, które mamy odwagę postawić życiu i wiara w swoje możliwości.
.
.
.
Zapisy na coaching - 605 687 666
http://dorotanawrotkach.blogspot.com/p/blog-page.html
Zapraszam! :)
wtorek, 26 grudnia 2017
Twój wymarzony nowy rok.
— Dlaczego mam zatem słuchać serca?
— Bo nie uciszysz go nigdy. I nawet gdybyś udawał, że nie słyszysz,
o czym mówi, nadal będzie biło w twojej piersi
Nasze noworoczne postanowienia wypływają z najlepszych intencji, z ludzkiej potrzeby rozwoju, samodoskonalenia, czynienia dobrze (sobie lub/i innym).
Tymczasem intencje intencjami, a jak wskazują statystyki, zwykle gdzieś koło lutego ponad 90% z tych planów odchodzi w zapomnienie. Co więcej niezrealizowane postanowienia zasilają naszą listę niechlubnych wspomnień, obniżając nam samoocenę i pewność siebie.
Rzec można, że to tradycja narodowa - taki noworoczny rozkrok między potrzebą wzrastania, a świadomością, że i tak pewnie w końcu „odpuszczę”.
... Ciekawa jestem, jak sobie z tą sytuacją radzicie? …
Ja miewałam problemy – stwarzały je moja ogromna potrzeba (wręcz nałóg) rozwoju i za wysoko stawiana sobie poprzeczka. To wszystko nie raz odbiło się na moim zdrowiu. Kto mnie zna, ten wie. Musiałam zrezygnować z wielu funkcji i aktywności, musiało mnie nieźle „przeczołgać”…
Może po to, żebym zrozumiała, że plany długoterminowe nie powinny być zbyt szczegółowe? ...Że nie należy wymagać od siebie za dużo? ...
Tak więc na przykład w 2018 roku stawiam przed sobą ogólny cel - zadbać o swoje ciało - zamierzam więc testować różne metody wzmacniania mięśni, znajdować sposoby na to, żeby z przyjemnością i regularnie ruszać się na świeżym powietrzu, być uważną na potrzeby organizmu i wyrabiać dobre nawyki (wiem jakie, ale nie wykluczam modyfikacji).
I nie planuję ile będę ważyć i jak wyglądać pod koniec roku, to efekt, który mogę osiągnąć lub nie, planuję tylko to, za co osobiście odpowiadam - konkretne działanie i kierunek w jakim zmierzam. Pozwalam sobie na pewną nieprzewidywalność efektu, ćwiczę charakter, a nie dręczę się tym, że do tego czy innego celu nie dorastam. Być może dlatego, że teraz zamierzam się nieco zatrzymać w rozwoju i wzmocnić, nie chcę już gnać od celu do celu. Siłową realizację zadań mam już za sobą. Wiem, że potrafię osiągnąć prawie wszystko, co zaplanuję, teraz chcę nauczyć się osiągać to mądrzej, z większą łagodnością dla siebie i świata.
Ale wiem, że są okresy, kiedy wyznaczamy sobie trudne do realizacji cele i dążymy do bardzo konkretnej wizji. Wszystko jest w jak największym porządku, jeśli to nam służy.
Na przykład - zamiast planować, że w tym roku nie będę jeść słodyczy, mogę zaplanować, że na początek przez najbliższy tydzień nie będę jeść słodyczy. Plan możliwy do spełnienia (tydzień prawie każdy wytrzyma), pozostawia margines na weryfikację, modyfikację, przystosowanie go do realiów - przecież może okazać się, że raz w tygodniu na spotkaniu koleżeńskim będę chciała zjeść coś słodkiego …, wtedy po tygodniu nieco zmodyfikuję zasady.
Przedtem jednak małe przypomnienie, że podstawą każdego planu jest poczucie sensu - "po co mi to?" ... "co tak naprawdę jest dla mnie ważne?"...
Zachęcam więc do wykorzystania wszystkich możliwych metod, ułatwiających zrozumienie siebie - do samoobserwacji, uważności, pisania pamiętnika, rozmów z przyjaciółmi, sesji coachingowych.
Nie musisz niczego zmieniać. Samo uświadomienie sobie prawdy przynosi efekty.
Jakie uczucia chcesz przeżywać częściej? … Jakie rzadziej? …
W jakim ubraniu czujesz się najlepiej?...
Kiedy Ci naprawdę dobrze ze sobą? … Jaki wysiłek prowadzi Cię w najlepszym kierunku? … Naprawdę Twoim.
Może z czegoś zrezygnujesz? Nie musisz za wszelką cenę realizować wszystkiego, co kiedyś zaplanowałeś. Ale pomyśl skąd się biorą niezrealizowane plany, takie do których wciąż wracasz? .. Co w nich jest tak naprawdę ważne? …
Moje prywatne doświadczenia i doświadczenia innych osób mówią, że koszty rewolucji są zdecydowanie większe, niż ewolucji.
Ale nie ma reguł uniwersalnych - są decyzje, które podejmujemy szybko, realizujemy natychmiast, skutecznie i z sukcesem.
Ty wiesz, co w Twoim przypadku będzie najbardziej efektywne.
Wiesz, gdzie jest granica Twoich możliwości...
Czujesz, co jest dla Ciebie najlepsze.
Mówią Ci o tym Twój organizm, Twoje emocje, Twoje myśli, Twoja intuicja,… a może Twoje sny ?
piątek, 3 listopada 2017
MISTRZOWSKIE ZDROWIE - Rozmowa z Moniką Zubrzycką - Nowak
Jeśli nie nacierpiałeś się dość, to cierp dalej, albo zrób coś –
zajmij się sobą, obserwuj, przejmij odpowiedzialność za to, co robisz i myślisz
- to trudniejsze, niż bycie ofiarą okoliczności, losu, Boga, męża, rodziców,
ale na pewno znacznie skuteczniejsze.
W obliczu wyzwania
Dorota Nawrotek – Jesteś żywą reklamą Twojej książki „Coaching zdrowia”- w wieku 70. lat, pół roku po zderzeniu czołowym z autobusem, jeździsz po Polsce i świecie, prowadzisz coachingi, warsztaty. A przecież poważnie naruszyłaś sobie kręgosłup. Przyznam, że jak Cię zobaczyłam w zimie, chodzącą o balkoniku, to miałam dużą obawę, co do efektów Twojej rehabilitacji. A tymczasem bardzo szybko odzyskałaś pełną sprawność.
Monika Zubrzycka-Nowak – Wcale nie tak szybko, trwało to prawie pół roku. Nie załamałam się chyba tylko dlatego, że od razu bardzo pozytywnie podeszłam do tego zdarzenia. Jeszcze w stresie powypadkowym dziękowałam opatrzności za drugie życie, bo jak leciałam na ten autobus, to właściwie się pożegnałam, wiedziałam, że to koniec. A tu proszę, nowy początek! No i od razu działałam - stosowałam terapię meridianową, żeby nie wyeliminować traumę powypadkową i pamięć strasznego furgotu pchanego przez autobus samochodu. W efekcie powrót do prowadzenia samochodu nie był dla mnie żadną trudnością, nie miałam cienia strachu, czy niepewności.
– Co to jest terapia meridianowa?
–To alternatywna metoda pracy - w miarę stukania w określony punkt na wierzchu dłoni napięcie puszcza, uspokajają się emocje i następuje rozluźnienie w ciele. O terapiach meridianowych można poczytać w Internecie, najbardziej powszechna jest EFT (emocjonal freedom terapy). Oczywiście można je zastąpić innymi metodami, takimi jak oddychanie czy terapia behawioralna.
Najważniejsze, żeby mózg się nauczył, że dane zdarzenie wiąże ze spokojem, a nie z napięciem, bo gdy doświadczamy napięcia na wspomnienie trudnego zdarzenia, to może dojść do trwałej asocjacji , więc warto zrobić coś, żeby temu zapobiec.
– Jeśli chcemy pomóc sobie oddychaniem, to jak to robić?
– Przede wszystkim oddychać z pełnym rozluźnieniem, żeby przywrócić przepływ energii w ciele, bo przecież organizm ma funkcjonować w zasobnym stanie, niezależnie od tego, co się dzieje. Gdy namierzam napięcie (na przykład myśląc o ukochanej zmarłej mamie) i czuję potworny żal, to mam oddychać czując ten żal, tak długo, aż się rozpuści, minie.
– Czyli mam zaakceptować żal, a nie odganiać go?
– I jeszcze dać mu energię … mówi się nawet, że mamy zaprosić tej emocji więcej, bo jak jej pozwolimy być, to przepłynie i zniknie. A im bardziej emocji nie chcemy tym bardziej one na nas napierają i wtedy musimy wydatkować więcej energii, żeby utrzymać je pod kontrolą, więc jesteśmy wciąż napięci, sztywnieje nam ciało i gaśnie zaufanie do życia.
Sposobów na uwolnienie napięć jest wiele – jest też medytacja, obserwacja ciała, modlitwa – to wszystko działa.
– Poza psychiką mamy jeszcze fizyczność. Co z zrobić, żeby po urazach i chorobach, jak najszybciej wrócić do sprawności?
– Działać adekwatnie do sytuacji. Ja musiałam przekroczyć swoją wrogość do środków przeciwbólowych, bo staram się nie truć chemią. No ale ból zabija w człowieku wszelką aktywność, z czasem też nadzieję, sytuacja zmusiła mnie więc, żeby rozstać się ze swoimi przekonaniami.
Są oczywiście osoby, które potrafią przekroczyć swój ból, wchodząc w stany obserwatora, nawet gdy bardzo cierpią, ja tego nie umiałam, więc musiałam korzystać ze wspomagaczy (zresztą dość prędko je odstawiłam).
Uwaga, tu chodzi o Ciebie!
– Na ile to, co robiłaś wpisuje się w ideę coachingu zdrowia?
– Mocno się wpisuje.
Książkę napisałam głównie po to, żeby przenieść centrum odpowiedzialności za zdrowie na właściciela ciała, umysłu, duszy… Żeby uświadomić ludziom, że pogorszenie stanu zdrowia jest zwykle reakcją na konkretną sytuację, a naszym zadaniem jest zmiana przyczyny, która wyzwala tę reakcję, bo tylko wtedy ciało może naprawdę wrócić do normy.
Jesteśmy wychowani w przekonaniu, że jak się nam coś dzieje, to mamy iść po pigułkę, zażyć ją i być zdrowi. Patrzymy na ciało, jako na pojazd, który ma nam służyć, a jak coś się czasem zepsuje, to trzeba to szybko naprawić. Ale przecież, jak mamy samochód, to dbamy o niego, konserwujemy, czyścimy, sto rzeczy robimy przy samochodzie, często znacznie więcej niż przy samym sobie. A przecież jesteśmy dużo bardziej skomplikowanym systemem.
– Systemy, to kolejna twoja specjalizacja. Jesteś terapeutą systemowym, czy coachem systemowym?
– Myślę, że jestem na etapie myślenia systemowego – z wiekiem pojawia się zwykle taka konstatacja, bo kiedy nie ma pośpiechu, walki o przeżycie, robienia kariery, można przyjrzeć się światu, zobaczyć, co robimy sobie, co robimy planecie. A robimy dużo, żeby mieć problemy. Doskonale ilustruje to dowcip, o bacy, który siedzi na gałęzi i piłuje tą gałąź od strony pnia. Przechodzący turysta patrzy na to i mówi: „ Baco, baco, nie siedź tak, bo spadniesz.”, „ Nie spadnę nie spadnę.” – odpowiada baca. Za chwilę oczywiście leci w dół i zdumiony wykrzykuje „Prorok, czy co?” Bardzo często postępujemy tak ze swoim zdrowiem, nadwyrężamy je, niszczymy, a potem się dziwimy, że mamy skutki, które przecież łatwo było przewidzieć.
Siła działania
– Co powinniśmy robić, żeby cieszyć się dobrym zdrowiem?
– Po pierwsze stworzyć warunki środowiskowe dla zdrowia, czyli nauczyć się oddychać. Większość ludzi oddycha kawałkiem płuc, nerwowo, ma klatkę ściśniętą i w ogóle nie wie, co to swobodny oddech.
Po drugie wysypiać się, zadbać o to, żeby odpoczywać, bo odpoczynek jest niezbędny do zregenerowania ciała.
Po trzecie – odżywiać się zdrowo o tym bardzo dużo się mówi i trudno powiedzieć, co jest zdrowe, bo każdy mówi co innego.
Więc warto zająć się obserwacją tego, co mi służy, na przykład zapisywać, jak się czuję, po tym czy innym posiłku, kiedy mam energię, a kiedy jej nie mam.
No i warto pamiętać o piciu dobrej wody – należy pić tyle, ile organizm potrzebuje. I znowu trudno powiedzieć ile, bo medycyna podaje zawsze statystyki, a te nie uwzględniają indywidualnych różnic.
Ważne jest też radzenie sobie ze stresem i odporność psychiczna. Trzeba nauczyć się odreagowywać napięcia i regenerować się.
Nie ma znaczenia, czy człowiek biega na siłownię, czy tańczy radośnie przy muzyce, czy rzuca się w gotowanie, chodzi o znalezienie sposobu powrotu do dobrostanu. Bywa, że nie umiemy go sami wypracować i wtedy warto pójść na terapię, coaching, czy jakiekolwiek inne działania, które pomogą utrzymywać dobrostan powyżej 50% czasu, a nie dwie chwilki w ciągu dnia.
– To bardzo ważna wskazówka – 50% czasu, a nie dwie chwilki w ciągu dnia, bo czasem ktoś mi mówi, że się regeneruje, bo oddycha jadąc samochodem i stojąc w kolejce.
– … a poza tym, nie oddycha (śmiech) … Oddychać warto regularnie. Oddychając redukujemy napięcia w klatce piersiowej, rozciągamy ścięgna, które się ponapinały. Wstrzymywanie oddechu jest w pewnym sensie reakcją, która przychodzi z pomocą, gdy nie chcemy odczuwać emocji. W naszym społeczeństwie mamy bardzo dużą wrogość do emocji – słyszymy: „nie złość się, bo nie wypada, to nieprofesjonalne…” i jak pojawia się złość, to chcemy się jej pozbyć, bo przecież ona grozi odrzuceniem, i człowiek tłamsi tę złość, a gdy hamujemy emocje, przestajemy oddychać.
– Są różne szkoły oddychania, co Ty polecasz?
– Myślę, że każda zmiana prowadząca do uwolnienia oddechu jest dobra. Ja na przykład od jakiegoś czasu biorę dziennie 5000 oddechów w seriach po 30 ( a w zasadzie 5010 bo się inaczej nie dzieli) – chodzi o energetyzowanie ciała, ponieważ od dawna cierpię na brak energii, a energię dajemy ciału biorąc oddech – im głębszy, pełniejszy, szerszy, tym powietrza i energii dostarczamy więcej.
Ale przecież możliwości jest mnóstwo – mogę brać duży wdech, mogę oddychać szybko, mogę powoli, mogę oddychać górą – szczytami płuc, mogę głęboko przeponą do brzucha. Jak zaobserwuję, że oddychając przeponą popycham wszystkie narządy trawienne, czyli z każdym oddechem masuję jelita i pozostałe organy, to poprzez własne doświadczenie zrozumiem, że oddychanie do brzucha jest warte zachodu.
Jeśli wiem, że wydech jest uspokajający, to jak potrzebuję uspokojenia, mogę robić długie wydechy i jeszcze różne dźwięki wydawać, na przykład wzdychać z ulgą.
– Oddech, odpoczynek, odżywianie … , o co jeszcze należy zadbać, żeby być zdrowym?
– O to, żeby przebywać w towarzystwie, w którym rosnę, w którym się dobrze czuję, które daje mi energię, które mnie inspiruje. Nie chodzę więc na imieniny do cioci, gdy wiem, że tam będzie tylko gadanie o chorobach i wyjdę słaniając się.
– Czasami muszę, a w zasadzie wybieram pójście do Cioci, z różnych przyczyn ….
– Jeśli wybieram pójście do cioci, to zostaję na przykład tylko połowę tego, co zwykle. Mogę też przyjść z tematem, który zaangażuje towarzystwo i skieruje dyskusję na inne tory. Miałam ciocię, która opowiadała o swoich chorobach z takimi szczegółami, że trudno było to wytrzymać, ale jak pytałam ją o wspomnienia z młodości, to mówiła z dużą radością – jej to służyło, bo kwitła, mnie to służyło , bo się uczyłam historii sobie nieznanej.
Dbając o siebie trzeba wziąć odpowiedzialność za swoje relacje. Jeśli idę na przyjęcie, żeby mnie tam zabawili, a ONI mnie nie zabawili, to jestem ofiarą. Wzięcie odpowiedzialności to nieco trudniejsza droga, niż bycie ofiarą okoliczności, losu, Boga, męża, rodziców. Odpowiedzialność ponosimy też za to, co robimy, żeby nasze zdrowie pozostawało stabilne, jak reagujemy na to, co się dzieje.
Tu warto sobie przypomnieć słowa – jeśli nie nacierpiałeś się dość, to cierp dalej, albo zrób coś.
Zmiana kierunku
– Bardzo mi o imponuje, jak Ty wciąż się rozwijasz, jak pracujesz nad sobą, jak wciąż robisz coś nowego …
– To już nie jest szukanie nowego, ja nawet patrzę na siebie ze zdumieniem, że nie sięgam po wiedzę zewnętrzną, tyko doświadczam i obserwuję co na mnie działa a co przestało działać, bo pewne rzeczy się wypalają. Mam przesyt teorii i autorytetów, choć kiedyś poszukiwałam guru – autorytet zewnętrzny miał dla znaczenie, wewnętrzny był słaby.
– I znalazł się guru?
– Wielu, ale już przestałam szukać, teraz szukam guru wewnątrz.
– Kiedy znajdujesz?
– W każdym doświadczeniu, w zaufaniu, w dzieleniu się tymi doświadczeniami – wtedy jestem guru dla siebie i mogę sprawdzać, na ile jest to ogólne, na ile indywidualne.
– Często bywasz guru dla innych?
– Ja nie mogę być guru dla innych, to inni mogą zrobić sobie ze mnie guru i to robią, ale to nie moja wina, nie moja odpowiedzialność, widocznie mam coś, co dla ludzi jest ważne, a nie do końca wiem, o co chodzi.
– A jak podejrzewasz?
– Podejrzewam, że mam ogląd systemowy wielu dziedzin i że to jest ponętne, że nie ma we mnie przywiązywania się do jakiejś teorii, bo teoria musi być logiczna i musi się zgadzać z doświadczeniami człowieka. I ta logika u mnie występuje.
– Jakby nie było z wykształcenia jesteś fizykiem… Twoja droga do zawodu coacha musiała być długa?
– Po pójściu ścieżką społecznie uznaną, zetknęłam się z ciężką chorobą przyjaciółki i zaczęłam szukać dla niej pomocy.
– Ścieżka społecznie uznana to …
– Grzecznie wyjść za mąż, urodzić dzieci, chodzić do pracy, zaharować się prawie na śmierć. Szukając pomocy dla przyjaciółki znalazłam kurs Silvy i poszłam, żeby ją wesprzeć. Wtedy nastąpił przełom i zaczęła się moja droga rozwojowa. Zresztą zmiana zawodu była mi potrzebna.
Po urodzeniu pierwszego dziecka straciłam w dużej mierze pamięć i to ogromnie utrudniało mi pracę. Gdy czytałam rozdział, świetnie wszystko rozumiałam, a gdy zamykałam książkę, nie byłam sobie nawet w stanie przypomnieć, jakiego działu fizyki dotyczył. Byłam asystentem na wydziale biofizyki na medycynie, więc szybko zrozumiałam, że straciłam szansę na zrobienie kariery w zawodzie, ale jeszcze dziesięć lat się z tym ukrywałam.
Kiedy poszłam na Silvę, dowiedziałam się, że nie straciłam pamięci, tylko dostęp do pamięci, że są temu winne napięcia i nerwy, i że można je odbudować. Wtedy po raz pierwszy czytałam cokolwiek z ciekawością i ekscytacją. Bo ja do tej pory grzecznie się uczyłam, ale w tym nie było mnie. Wedy też dowiedziałam się, że każdy odpowiada za swoje życie – to wcale nie było dla mnie oczywiste, bo zwykle bywałam ofiarą okoliczności – nakrzyczeli, to się źle czuję i tyle. Potem zaczęłam chodzić na różne kursy i iść własną drogą do szczęścia, poszukując magicznej różdżki.
Po 10. czy 15. latach jej poszukiwania powiedziałam koleżankom z rozwojowej grupy, że jeśli któraś jeszcze raz pójdzie na warsztat, to wylatuje z zespołu, bo magicznej różdżki nie ma, a my mamy już wszystkie narzędzia, tylko trzeba je stosować i iść krok po kroku.
– A skąd się wziął coaching?
– Robiłam kurs soulwork, który mój trener nazywał coachingiem i tam nauczyłam się pracy z rozwiązaniami. Ale chciałam więcej, więc uczyłam się jeszcze terapii - godzinami skupiałam się na problemie, pracowałam ze sobą i z innymi ludźmi, i nie byłam zadowolona z efektów. Wtedy wróciłam do coachingu, który był antidotum na myślenie „problemowe” i dawał mi energię miast ją zabierać.
Mistrzyni życia
– Po co nam te wszystkie metody rozwojowe? Czego ludzie szukają w coachingu, mentoringu, w innych formach wsparcia?
– Żeby ich życie nabrało sensu i jakości. Mój rozwój, to było przeprogramowanie się na człowieka, który widzi w życiu pozytywne strony –
nie mogę mówić, żeby tak było 24 godziny na dobę, ale odróżniam momenty, w których jestem zadowolona i niezadowolona, a przy moim wcześniejszym ciągłym napięciu, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tkwię w niezadowoleniu, bo to była norma.
– Która z metod, jakie przeszłaś na drodze swojego rozwoju, pomogła ci najbardziej?
– Nie ma takiej oczywiście, bo na każdym etapie co innego było potrzebne, ale wiem na pewno, że praca z ciałem jest najszybszą metodą. Chodzi o wszelkie formy oddechowe, pracę z tańcem, ruch, masaże, spontaniczność. Człowiek zachodu jest wychowany w głowie i o ciele wie tyle, że ma dwie ręce i dwie nogi. Tymczasem ciało zarządzane mózgiem gadzim – najstarszym, najsilniejszym i najszybszym – ma w naszym życiu najwięcej do powiedzenia, więc warto się z nim zaprzyjaźnić i jednocześnie obserwować emocje, bo to drugi kawałek, który nas destabilizuje. Oczywiście głowa też jest istotna.
Jesteśmy całością, nasz system nerwowy jest nierozdzielny, więc jeśli potraktujemy myślenie, jako szósty zmysł w stosunku do wzroku, słuchu, czucia, smaku i węchu, i damy myśleniu takie same prawa, jak odczuwaniu, patrzeniu, słuchaniu, czuciu i smakowaniu, to dojdziemy do równowagi.
– Jakie efekty swojego rozwoju uważasz za najcenniejsze?
– Może to, że mam więcej tolerancji, ciekawości i wycofania.
– Wycofania? …
– Mnie jest dobrze ze sobą, wydaje się, że powinnam iść do ludzi, ale nie idę i zaczynam rozumieć, że człowiekowi ze samym sobą może być tak dobrze, że świat zewnętrzny staje się niepotrzebny. No i rozumiem, że świat jest pełen możliwości, a w zależności od tego, co siedzi w moim umyśle, ja z tego świata mogę wywołać odpowiednie rzeczy dla siebie.
– Kogo nazwałabyś mistrzem życia?
– Człowieka, który ze swojego bardzo trudnego losu wyszedł na prostą – jest pogodzony ze sobą, pełen życzliwości dla innych, świata, przyszłości …
– Według tej definicji jesteś mistrzynią życia.
– Jestem na drodze do życiowego mistrzostwa.
– Co w tym momencie jest dla Ciebie najważniejsze?
– Znalezienie tego, jak tym, co mam, dzielić się z innymi, coaching już mi nie wystarcza, chcę propagować systemowe i duchowe podejście do życia, nie wiem jeszcze jak – szukam inspiracji.
sobota, 28 października 2017
Dostosuj prędkość!
Ale ponieważ ten temat był i jest wciąż poruszany przez różnych specjalistów do człowieka, to nie chcę go eksplorować.
Proponuję podejść do zagadnienia nieco inaczej i na początek uświadomić sobie, że nie wszystkim naszym drżeniom i obawom są winni rodzice, że rodzicom tak naprawdę bardzo wiele zawdzięczamy.
Z rodziny (w skrajnych przypadkach z warunków w jakich nam przyszło żyć w dzieciństwie) wynosimy przecież wartości, nawyki i kompetencje, które powodują, że jednak odnosimy konkretne sukcesy, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.
A więc zostawmy rodziców w spokoju, podziękujmy im i idźmy dalej.
A może narzekając na brak poczucia własnej wartości, nie chcemy zobaczyć tego, że oszukujemy sami siebie - że zamiast systematycznie zdobywać wiedzę i doświadczenie, w szaleńczym tempie budujemy wizerunek, do którego nie dorastamy?
Bo wszystko chcemy za szybko, za dużo, za bardzo - za szybki awans, zawrotne tempo, wymagania na wyrost.
Bo tego wymaga świat oparty na zmianie i szaleństwie, które nazywane jest mylnie rozwojem – „możesz więcej”, „możesz lepiej”, „możesz szybciej”, „jesteś zwycięzcą”. A jak nie możesz? ... to idź na coaching lub do trenera mentalnego (oczywiście nie neguję tu sensu prawdziwego coachingu). I nagle rozwój staje się antyrozwojem – zmuszaniem się do niemożliwego, co powoduje stres, wahania nastrojów, nieprzespane noce i wiele problemów zdrowotnych.
Z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy systematycznie i wytrwale dochodzili do sukcesu, zwykle nie zastanawiają się nad swoim poczuciem własnej wartości. Są silni i spokojni. Pracują w swoim miejscu, w swoim czasie i w swoim tempie. Bo ich awans trwał wystarczająco długo, co dało im szanse na dorośnięcie do zajmowanej pozycji.
Więc jeśli zdarza Ci się narzekać brak poczucia własnej wartości, to zastanów co się kryje za twoimi odczuciami?
Czy swoje tempo życia poleciłbyś swojemu najlepszemu przyjacielowi?
Bo być może myśli „nie zasługuję”, „nie jestem wystarczająco dobry”, to nie wina Twoich rodziców, tylko samoobrona Twojego i tak już bardzo przeciążonego organizmu? …
Może to paniczny krzyk Twojego ego, które już więcej nie zniesie? …
środa, 19 kwietnia 2017
Mimo wszystko uwierz w siebie :)
- Jak zwykle, stara bieda. Nic specjalnego - mówi z właściwym sobie cierpiętnictwem w głosie.
Od dziecka na wszystko narzekała i dalej narzeka.
- A jak u Ciebie? – pyta, kończąc swoją opowieść, że w pracy fatalnie, "właściwie już się nie da pracować", a w domu też bez szału.
- Biorę się za siebie. Coś ostatnio niespecjalnie się czuję - mówię, będąc zobowiązana do podtrzymania tonu rozmowy (też mnie podkusiło!).
- Przyzwyczaj się, będzie coraz gorzej. W naszym wieku ….
- Mam inne wzorce, patrzę na moich rodziców i wiem, że można długo i całkiem dobrze żyć – bronię się.
- Nie licz na to, nasi rodzice to inne pokolenie, a my zatruci chemią, smogiem zwykłym i magnetycznym… nic nas dobrego nie czeka…. Będzie coraz gorzej.
…………………….
„Za 10 lat czeka panią rak trzustki, albo cukrzyca, z tego się tak łatwo nie wychodzi” – usłyszałam wiele lat temu, przy wypisie ze szpitala, a na dnie komunikatu była niewyartykułowana wątpliwość, czy w ogóle przeżyję te 10 lat. Rokowania były niepomyślne, ale ja nie brałam pod uwagę katastroficznych scenariuszy - znałam już wtedy zasady pracy z umysłem i je wykorzystywałam. Oczywiście wykorzystywałam też wszystkie inne znane metody i działałam, bo samo myślenie w życiu nie wystarcza.
I minęło 30 lat...
………………………………….
„Nikt oprócz Pani nie wierzył, że te studia ruszą” – powiedziano mi na uczelni. Czułam, że nie ma entuzjazmu, ale napisałam program, zebrałam wykładowców, nauczyłam się współpracować z państwową uczelnią. Nie słuchając niedowiarków, robiłam swoje. Widziałam oczami duszy, wspaniałych zaangażowanych studentów. I są.
……………………………………
Może też znasz takie sytuacje? A może odczuwasz czasem energię otoczenia, które, jeśli tylko się dowie, że zamierzasz osiągnąć więcej, niż dotychczas, pozwala sobie na kpiny lub ironię? Może rozrywką Twoich znajomych jest ciągłe weryfikowanie Twoich, jeszcze nie dość satysfakcjonujących, wyników? Pewnie znasz też inny scenariusz - „dobre” chęci otoczenia, które ubolewa nad Tobą i generuje katastroficzne wizje, bo chce Cię ochronić przed rozczarowaniem.
A może, jak tylko zaczynasz snuć marzenia, ludzie utrzymują dystans, zbywają twoje plany milczeniem i tylko patrzą, co się wydarzy? To chyba najłagodniejsza forma dywersji Twojego sukcesu. Odczuwasz to jednak mocno i momentami chcesz im wszystkim wykrzyczeć, że się mylą, że dasz radę.
Nie warto. Odpuść. Uśmiechnij się. Odetchnij. Pozwól im mówić, ale nie pozwalaj manipulować własnymi emocjami. Przyjmij do wiadomości fakt, że ludzie są ludźmi, a za ich reakcjami kryją się ich problemy - asekuranctwo, niezrealizowane marzenia, ryzyko zachwiania status quo, które mówi: „jesteś ok, jaki jesteś”, „wypada zarabiać tylko tyle”, „trzeba robić to, co inni i trzymać się zdroworozsądkowych zasad, bo wiadomo, co jest możliwe, a co nie jest”. Albo inna wersja: „Po co się wyrywać przed tłum? … Po co się męczyć? … I tak wszyscy zmierzamy w jednym kierunku”.
Często ludzie nie mają odwagi, albo ochoty, żeby robić więcej, a więc wolą postrzegać tych, którzy realizują własne cele, jako nieszkodliwych, albo szkodliwych, idiotów. Szkodliwych, bo ten kto się wymyka z ich standardów, chwieje ich samooceną i zaburza pozorny ład.
A więc nasuwałby się wniosek - nie mów innym, co zamierzasz, tylko rób to?… Cóż, to też nie zawsze najlepsze rozwiązanie - czasem przecież chcemy zweryfikować własne plany, potrzebujemy sensownej porady, podpowiedzi, chcemy posłuchać mądrej opinii, nawet krytycznej.
Może więc po prostu załóż, że będziesz wtajemniczać wybrane osoby. Zwykle doskonale wiesz, kto i w czym Ci może pomóc, zastanów się więc, z kim porozmawiać, żeby rozmowa spełniła Twoje oczekiwania. Rozmawiaj. Najprawdopodobniej potrzebujesz też z kimś współpracować, z kimś dzielić się swoimi rozterkami, z kimś świętować małe zwycięstwa. I to jest ok.
A więc zastanów się nad sobą:
- Pomyśl czyje opinie przyjmujesz za swoje? …
- Jakie podejmujesz decyzje? (Twoja decyzja wyraża się w tym, co robisz i co mówisz.)
Przypatrz się im przez chwilę….. Służą Ci, czy niekoniecznie?
I nie demonizuj siły modnego obecnie pozytywnego myślenia. Pamiętaj - pozytywne myślenie potrafi zdziałać cuda, pod warunkiem, że nie jest mylone z hura-entuzjazmem. Samo pozytywne myślenie, to zdecydowanie za mało, osobiście zakładam, że myślenie powinno być jeszcze proaktywne (generujące celową aktywność). A więc jeśli chcesz osiągnąć sukces, nakieruj swoje myśli na działanie, ukierunkuj je w stronę konkretnych czynności, które Cię doprowadzą do sukcesu.
Przed myśleniem hurra-optymistycznym przestrzega nawet psychologia pozytywna - zakłada ona, że dobrze jeśli stosunek myśli pozytywnych do negatywnych wynosi ok. 3:1. (Jeśli chcesz zgłębić temat zapraszam do wcześniejszego posta „Pozytywność „ - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/search/label/recenzje?updated-max=2014-08-16T20:44:00%2B02:00&max-results=20&start=1&by-date=false).Żeby osiągnąć sukces nie można przecież tylko pozytywnie myśleć, trzeba mieć świadomość obiektywnych warunków, uważnie ocenić sytuację - bez tego trudno konstruować mądre plany.
A jeżeli nikt z Twojego otoczenia w danym momencie nie wierzy w Twój pomysł i w Ciebie? ...
To może Ty musisz uwierzyć? ;)
W co potrzebujesz uwierzyć? W swoje zdrowie, w swoje możliwości, w swój plan, czy w swoją misję? … Pomyśl.


