sobota, 28 października 2017

Dostosuj prędkość!


"Ludzie mają w zwyczaju z całego serca wierzyć w fikcję,
żeby móc ignorować prawdę,
 której nie potrafią zaakceptować".
Libba Bray – Studnia wieczności

Dziś zacznę od poczucia własnej wartości, a w zasadzie od jego braku, na który wiele osób narzeka, wyjaśniając dlaczego nie wykorzystuje swoich możliwości. Zaburzone poczucie własnej wartości bywa faktycznie dużym problemem, problemem który jest bolesny, bo utrudnia osiąganie sukcesów, i/albo sabotuje osiągnięty cel, generując myśli: "nie masz prawa", "nie dorastasz", "to nie Twoje miejsce", "jesteś tu tylko przez przypadek". 

Za to ludzi, którzy mają stabilne poczucie własnej wartości łatwo odróżnimy od reszty, bo oni pozwalają sobie na to, żeby być sobą. Są życzliwi dla świata, nie potrzebują umniejszać rangi innych, ani dodawać zasług sobie, nie obstawiają się tytułami, nie przesadzają z ubiorem. Oczywiście widzą swoje niedoskonałości i pracują nad sobą, ale oddychają pełną piersią i żyją naprawdę.

Skąd więc różnice? ... Problem podobno zaczyna się w dzieciństwie… Czasami mam wrażenie, że niezależnie od tego, co robi dziecko, to albo jest ono nie dość dobrym dzieckiem swoich rodziców, albo jest cudownym dzieckiem swoich rodziców. Wszystko zależy od tego, którą opcję rodzice mają wdrukowaną i jak sami radzą sobie z rzeczywistością. Warto mieć tego świadomość, żeby w razie potrzeby zmienić swoje podejście do dzieci, bo przecież schemat często wędruje przez pokolenia.
Ale ponieważ ten temat był i jest wciąż poruszany przez różnych specjalistów do człowieka, to nie chcę go eksplorować. 


Proponuję podejść do zagadnienia nieco inaczej i na początek uświadomić sobie, że  nie  wszystkim naszym drżeniom i obawom są winni rodzice, że rodzicom tak naprawdę bardzo wiele zawdzięczamy.
Z rodziny (w skrajnych przypadkach z warunków w jakich nam przyszło żyć w dzieciństwie) wynosimy przecież wartości, nawyki i kompetencje, które powodują, że jednak odnosimy konkretne sukcesy, że jesteśmy tym, kim jesteśmy.
A więc zostawmy rodziców w spokoju, podziękujmy im i idźmy dalej.


Zastanówmy się raczej, kiedy zaburzone poczucie własnej wartości jest rzeczywistym  powodem naszych niepowodzeń, a kiedy przykrywamy nim inne problemy – jak chociażby zwykłe lenistwo, czy źle wytyczoną drogę życia?
A może narzekając na brak poczucia własnej wartości, nie chcemy zobaczyć tego, że oszukujemy sami siebie - że zamiast systematycznie zdobywać wiedzę i doświadczenie, w szaleńczym tempie budujemy wizerunek, do którego nie dorastamy?
Bo wszystko chcemy za szybko, za dużo, za bardzo - za szybki awans, zawrotne tempo, wymagania na wyrost.
Bo tego wymaga świat oparty na zmianie i szaleństwie, które nazywane jest mylnie rozwojem – „możesz więcej”, „możesz lepiej”, „możesz szybciej”, „jesteś zwycięzcą”. A jak nie możesz? ... to idź na coaching lub do trenera mentalnego (oczywiście nie neguję tu sensu prawdziwego coachingu). I nagle rozwój staje się antyrozwojem – zmuszaniem się do niemożliwego, co powoduje stres, wahania nastrojów, nieprzespane noce i wiele problemów zdrowotnych.

Z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy systematycznie i wytrwale dochodzili do sukcesu, zwykle nie zastanawiają się nad swoim poczuciem własnej wartości. Są silni i spokojni. Pracują w swoim miejscu, w swoim czasie i w swoim tempie. Bo ich awans trwał wystarczająco długo, co dało im szanse na dorośnięcie do zajmowanej pozycji.


Proponuję więc spojrzeć na problem symptomów braku poczucia własnej wartości nieco inaczej niż zwykle - zatrzymać się i zastanowić, z czego wynikają nasze wstrzymujące myśli, a potem zacząć budować siebie - konsekwentnie, po kolei, spokojnie. Dać sobie czas i prawo do dojrzewania i rozkwitania, bo nie jesteśmy bojlerami hodowanymi na mięso, jesteśmy ludźmi, których wartość wzrasta powoli i zwykle jest wprost proporcjonalna do wysiłku, jaki włożymy w swój rozwój.

Więc jeśli zdarza Ci się narzekać brak poczucia własnej wartości, to zastanów co się kryje za twoimi odczuciami? 
Na ile to, jak żyjesz, służy Ci
Czy jeszcze w ogóle czujesz radość z życia? ... I jak często?
Czy swoje tempo życia poleciłbyś swojemu najlepszemu przyjacielowi?

Bo być może myśli „nie zasługuję”, „nie jestem wystarczająco dobry”, to nie wina Twoich rodziców, tylko samoobrona Twojego i tak już bardzo przeciążonego organizmu? …
Może to paniczny krzyk Twojego ego, które już więcej nie zniesie? …


A więc zatrzymaj się, wrzuć na luz, idź na spacer, a potem dostosuj prędkość. 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Jak "ogarnąć" wszechobecny stres przedsiębiorcy?



                 „Boże! Proszę, daj mi siłę,
abym pogodził się 
z tym, 
czego zmienić nie mogę; 
odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę 
i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno 
od drugiego.”
                                                     Reinhold Niebuhr

Kim powinien być współczesny przedsiębiorca?…
Charyzmatycznym przywódcą, który wyznacza cele?
Człowiekiem, który nieustannie podtrzymuje motywację swoich pracowników?
Czy liderem, który (wg. J.P.Kottera) ma przygotowywać organizację na zmianę i być wciąż na posterunku?
A może zgodnie z zaleceniami D. Golemana powinien odznaczać się ponadprzeciętną inteligencję emocjonalną?
Ciekawy obraz skutecznego przedsiębiorcy wyłania się z książki  Jima Collinsa i Mortena T. Hansena „Wielcy z wyboru”. Autorzy publikacji zbadali siedemdziesiąt pięć światowych korporacji, wytypowali te (jak choćby IBM, Intel, Apple czy Southwest Airlines), które wykazują dziesięciokrotnie większą rentowność od innych i zidentyfikowali zestaw kluczowych cech najskuteczniejszych liderów.
Wyróżnione cechy to: fanatyczna dyscyplina (czyli konsekwentne, systematyczne, wręcz obsesyjne dążenie do realnego celu), empiryczna kreatywność (ostrożne, poprzedzone wcześniejszymi testami, wprowadzanie innowacji), produktywna paranoja (pełna czujność, minimalizacja ryzyka i wytężona praca nawet w sytuacji prosperity), a także ambicja oddania się sprawie większej niż my sami, bez nadmiernego eksponowania swojej osoby.
Niezależnie od kierunku teoretycznych rozważań, jedną z kluczowych kompetencji człowieka zarządzającego firmą okazuje się jednak uważność. To dzięki niej możemy na bieżąco analizować sygnały płynące z rynku, nastroje panujące wewnątrz firmy i zbawienne podszepty własnej intuicji, dzięki uważności docierają do nas potrzeby klientów i parterów biznesowych oraz konstruktywne uwagi pracowników.

Tymczasem codzienność menedżerów to nadmiar zajęć, gonitwa myśli, wysokie wymagania stawiane sobie i innym, presja czasu i ludzi.
W takich warunkach uważność bywa nie lada sztuką.
Poddany ogromnej presji człowiek nie zauważa oznak swojego permanentnego przemęczenia, często pomija istotne informacje, podejmuje błędne decyzje.

Temat przerobiłam osobiście - znam wszystkie fazy przemęczenia, zniechęcenia, stresu. Doznawałam ich jako szefowa, przedsiębiorca, dziennikarka, freelancer i matka wychowująca trójkę dzieci. Na każdym z etapów mojej drogi zawodowej i życiowej ocierałam się o ekstremalne przemęczenie, i zaniedbywałam własne zdrowie. Długo …, aż doszłam do momentu, w którym zrozumiałam, że poklask „tłumu”, nagrody biznesowe i sukcesy największych nawet projektów, są niczym, jeśli nie ma się siły ani ochoty z nich korzystać.
Ale do rzeczy - jak się zatrzymać w tym szaleństwie? O co zadbać?  Jak przeciwdziałać skutkom przeciążenia?
Bardzo ważny jest zdrowy ruch w rekreacyjnej (nie siłowej!) dawce. Ważny jest też odpoczynek, sen, wyciszenie, a nawet odpowiednia dieta. Te i inne elementy zawiera doskonały program antystresowy, który opracował Wojciech Eichelberger. Miałam przyjemność osobiście uczestniczyć w jego warsztatach 8XO (http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2015/08/) i jestem bardzo przekonana do metody, więc podaję ją dalej ... swoim studentom, uczestnikom warsztatów antystresowych, znajomym. "Ja sobie według tych zasad ułożę życie" powiedział jeden z moich klientów.

Bardzo cenna dla menedżerów, którzy chcą żyć pełną piersią i jednocześnie podnosić skuteczność działań, jest też wiedza o metodach budowania odporności psychicznej.
Odporność psychiczną można rozwijać samemu lub z pomocą coacha. W tym celu warto przyjrzeć się jej składowym, zastanowić się na jakim poziomie jest nasze poczucie kontroli (nad życiem i emocjami), przeanalizować swój poziom zaangażowania (ma być odpowiednie - nie za duże, nie za małe). Warto także popracować nad wzmocnieniem pewności siebie. Silną psychikę buduje się też zmieniając swoje podejście do trudnych zadań, plasując je w kategorii wyzwań, a nie przytłaczających problemów. Oczywiście każdy potrzebuje pracy nad innym obszarem, więc najpierw należałoby ustalić, co warto wzmacniać, w konkretnym przypadku u konkretnej osoby. 
Ale ponieważ to długi temat i wymagający niejednego artykułu, to do szczegółów przejdę następnym razem, a dziś, na dobry początek, zadam parę pytań. 
Pomyśl o tym, co aktualnie Cię dręczy, pomyśl o problemie, który spędza Ci sen z powiek i zastanów się:
  • Jakie znaczenie będzie to miało za 10 lat?
  • Co dobrego ta sytuacja może Ci przynieść?
  • Jaka może być najwartościowsza, płynąca z niej lekcja?
  • Jak możesz myśleć o tej sytuacji inaczej?
  • Jaka Twoja reakcja będzie (teraz lub następnym razem) najlepsza dla Ciebie i dla świata?
I jeszcze zapytam: 
  • Jakim przedsiębiorcą lub menedżerem chcesz być? 
  • W którym kierunku i w jaki sposób chcesz prowadzić swoją firmę?


A na koniec powtarzam cytat do przemyślenia:
„Boże! Proszę, daj mi siłę, abym pogodził się 
z tym, czego zmienić nie mogę; 
odwagę, abym zmienił to, co zmienić mogę 
i mądrość, abym potrafił odróżnić jedno 
od drugiego.”
                                                     Reinhold Niebuhr

środa, 19 kwietnia 2017

Mimo wszystko uwierz w siebie :)




-  Co u Ciebie? – pytam koleżankę z dzieciństwa, składając jej życzenia świąteczne.
- Jak zwykle, stara bieda. Nic specjalnego  - mówi z właściwym sobie cierpiętnictwem w głosie.
Od dziecka na wszystko narzekała i dalej narzeka.
- A jak u Ciebie? – pyta, kończąc swoją opowieść, że w pracy fatalnie, "właściwie już się nie da pracować", a w domu też  bez szału.
- Biorę się za siebie. Coś ostatnio niespecjalnie się czuję - mówię, będąc zobowiązana do podtrzymania tonu rozmowy (też mnie podkusiło!).
- Przyzwyczaj się, będzie coraz gorzej. W naszym wieku ….
- Mam inne wzorce, patrzę na moich rodziców i wiem, że można długo i całkiem dobrze żyć – bronię się.
- Nie licz na to, nasi rodzice to inne pokolenie, a my zatruci chemią, smogiem zwykłym i magnetycznym… nic nas dobrego nie czeka…. Będzie coraz gorzej.
…………………….
„Za 10 lat czeka panią rak trzustki, albo cukrzyca, z tego się tak łatwo nie wychodzi” – usłyszałam wiele lat temu, przy wypisie ze szpitala, a na dnie komunikatu była niewyartykułowana wątpliwość, czy w ogóle przeżyję te 10 lat. Rokowania były niepomyślne, ale ja nie brałam pod uwagę katastroficznych scenariuszy - znałam już wtedy zasady pracy z umysłem i je wykorzystywałam. Oczywiście wykorzystywałam też wszystkie inne znane metody i działałam, bo samo myślenie w życiu nie wystarcza.
I minęło 30 lat...
………………………………….
„Nikt oprócz Pani nie wierzył, że te studia ruszą” – powiedziano mi na uczelni. Czułam, że nie ma entuzjazmu, ale napisałam program, zebrałam wykładowców, nauczyłam się współpracować z państwową uczelnią. Nie słuchając niedowiarków, robiłam swoje. Widziałam oczami duszy, wspaniałych zaangażowanych studentów. I są.
……………………………………
Może też znasz takie sytuacje? A może odczuwasz czasem energię otoczenia, które, jeśli tylko się dowie, że zamierzasz osiągnąć więcej, niż dotychczas, pozwala sobie na kpiny lub ironię? Może rozrywką Twoich znajomych jest ciągłe weryfikowanie Twoich, jeszcze nie dość satysfakcjonujących, wyników? Pewnie znasz też inny scenariusz - „dobre” chęci otoczenia, które  ubolewa nad Tobą i generuje  katastroficzne wizje, bo chce Cię ochronić przed rozczarowaniem.
A może, jak tylko zaczynasz snuć marzenia, ludzie utrzymują dystans, zbywają twoje plany milczeniem i tylko patrzą, co się wydarzy?  To chyba najłagodniejsza forma dywersji Twojego sukcesu. Odczuwasz to jednak mocno i momentami chcesz  im wszystkim wykrzyczeć, że się mylą, że dasz radę.
Nie warto. Odpuść. Uśmiechnij się. Odetchnij. Pozwól im mówić, ale nie pozwalaj manipulować własnymi emocjami. Przyjmij do wiadomości fakt, że ludzie są ludźmi, a za ich reakcjami kryją się ich problemy - asekuranctwo, niezrealizowane marzenia, ryzyko zachwiania status quo, które mówi: „jesteś ok, jaki jesteś”, „wypada zarabiać tylko tyle”, „trzeba robić to, co inni i trzymać się zdroworozsądkowych zasad, bo wiadomo, co jest możliwe, a co nie jest”.  Albo inna wersja: „Po co się wyrywać przed tłum? … Po co się męczyć? … I tak wszyscy zmierzamy w jednym kierunku”.
Często ludzie nie mają odwagi, albo ochoty, żeby robić więcej, a więc wolą postrzegać tych, którzy realizują własne cele, jako nieszkodliwych, albo szkodliwych, idiotów. Szkodliwych, bo ten kto się wymyka z ich standardów, chwieje ich samooceną i zaburza pozorny ład.

Wiesz pewnie, że mądrzy biznesmeni nie opowiadają wszem i wobec o swoich planach, zanim ich nie  zrealizują. Przede wszystkim chodzi o to, żeby wyprzedzić konkurencję. Ale z trzymania swoich planów w tajemnicy jest jeszcze jedna korzyść – jeśli robimy coś, nie tworząc wokół zbędnego zamieszania i nie opowiadając za dużo, to osoby postronne nie podcinają nam skrzydeł.
A więc nasuwałby się wniosek - nie mów innym, co zamierzasz, tylko rób to?… Cóż, to też nie zawsze najlepsze rozwiązanie - czasem przecież chcemy zweryfikować własne plany, potrzebujemy sensownej porady, podpowiedzi, chcemy posłuchać mądrej opinii, nawet krytycznej.
Może więc po prostu załóż, że będziesz wtajemniczać wybrane osoby. Zwykle doskonale wiesz, kto i w czym Ci może pomóc, zastanów się więc, z kim porozmawiać, żeby rozmowa spełniła Twoje oczekiwania. Rozmawiaj. Najprawdopodobniej potrzebujesz też z kimś współpracować, z kimś dzielić się  swoimi rozterkami, z kimś świętować małe zwycięstwa. I to jest ok. 
Współpracuj, działaj - mniej tylko świadomość, że ludzie są ludźmi, więc będą Ci czasem przeszkadzać, a czasem wspierać. Za to, co z tym zrobisz, odpowiadasz Ty - za swoje myśli, za energię, którą z nich czerpiesz, za punkt widzenia, który przyjmujesz. Możesz zaakceptować uwagi innych osób, możesz się od nich odciąć - nawet jeśli to bardzo ważni dla Ciebie ludzie – małżonek, rodzice, czy lekarz. Badania naukowe wykazują, że ludzie postrzegający siebie i swoje zdrowie znacznie lepiej niż ich lekarze, a nie koncentrujący się wyłącznie na złych wynikach własnych badań, szybciej zdrowieją i żyją dłużej, niż reszta społeczeństwa.

A więc zastanów się nad sobą:
- Pomyśl czyje opinie przyjmujesz za swoje? …
- Jakie podejmujesz decyzje? (Twoja decyzja wyraża się w tym, co robisz i  co mówisz.)
Przypatrz się im przez chwilę….. Służą Ci, czy niekoniecznie?

I nie demonizuj siły modnego obecnie pozytywnego myślenia. Pamiętaj - pozytywne myślenie potrafi zdziałać cuda, pod warunkiem, że nie jest mylone z hura-entuzjazmem. Samo pozytywne myślenie, to zdecydowanie za mało, osobiście zakładam, że myślenie powinno być jeszcze proaktywne (generujące celową aktywność). A więc jeśli chcesz osiągnąć sukces, nakieruj swoje myśli na działanie, ukierunkuj je w stronę konkretnych czynności, które Cię doprowadzą do sukcesu.
Przed myśleniem hurra-optymistycznym przestrzega nawet psychologia pozytywna - zakłada ona, że dobrze jeśli stosunek myśli pozytywnych do negatywnych wynosi ok. 3:1.  (Jeśli chcesz zgłębić temat zapraszam do wcześniejszego posta „Pozytywność „ - http://dorotanawrotkach.blogspot.com/search/label/recenzje?updated-max=2014-08-16T20:44:00%2B02:00&max-results=20&start=1&by-date=false).
Żeby osiągnąć sukces nie można przecież tylko pozytywnie myśleć, trzeba mieć świadomość obiektywnych warunków, uważnie ocenić sytuację - bez tego trudno konstruować mądre plany. 
Ale jak już taki mądry plan masz, to myśl optymistycznie i pamiętaj, że nie wszyscy i nie zawsze i będą Cię wspierać.
A jeżeli nikt z Twojego otoczenia w danym momencie nie wierzy w Twój pomysł i w Ciebie? ...
To może Ty musisz uwierzyć? ;)
W co potrzebujesz uwierzyć? W swoje zdrowie, w swoje możliwości, w swój plan, czy w swoją misję? …  Pomyśl. 

sobota, 4 lutego 2017

Naturalność – cecha najlepszych mówców.




















Niedawno przeczytałam bardzo miły komentarz na moim blogu:
„Dziękuję za powyższy wpis - i za dzisiejsze, praktyczne zajęcia - to niezwykle inspirujące doświadczenie!:) I kolejna płaszczyzna do pracy nad sobą.... Podstawą radzenia sobie ze stresem m.in. przed publicznym wystąpieniem, jest odpowiednie przygotowanie. Specjaliści zalecają trening, częste powtarzanie swojego wystąpienia przed jego rzeczywistym upublicznieniem. I tu pojawia się pułapka - zapamiętujemy użyte zwroty, układamy wszystko w "zgrabną całość", czego finalny efekt może okazać się "recytatorski", "teatralny"... Jak sobie z tym radzić? Jakie metody zastosować, by tego uniknąć?”
http://dorotanawrotkach.blogspot.com/2014/05/no-stress.html#comment-form

Jest mi bardzo miło być docenioną i „dopieszczoną”, i  serdecznie dziękuję! :) No i oczywiście czuję się w obowiązku możliwie dokładnie na pytanie odpowiedzieć.

Znam sporo osób, które niezależnie od sytuacji (radio, telewizja, warsztat, rozmowa prywatna) wypowiadają się naturalnie.
Co znamienne, te właśnie osoby wywierają wpływ na innych, są powszechnie lubiane i słuchane. Wymienię może tylko parę mi najbliższych 
– Iwona Majewska–Opiełka (autorytet w pracy z ludźmi, z którą mam przyjemność się czasem konsultować), Marek Szurawski (wybitny specjalista od zagadnień związanych z pamięcią, u którego uczyłam się w 2008 roku), Profesor Andrzej Blikle (człowiek z sercem na dłoni), a z Kielc choćby Andrzej Chrobot (współprowadzący z Anitą Majkowską projekty Stowarzyszenia Bezpieczny Dom). Na myśl przychodzi też kilka postaci, których wystąpień lubię słuchać w Internecie, choćby Jacek Walkiewicz.  
Natomiast drażnią mnie wypowiedzi wielu aktorów, którzy mają każde słowo dopracowane do perfekcji i nadmiarem „techniki” zabijają pierwiastek człowieczeństwa. Gdy słuchamy czegoś o wiele bardziej "gładkiego", niż zazwyczaj, gdzieś w głębokich czeluściach mózgu uruchamia się sygnał „Uwaga”!
Oczywiście pewien poziom wystąpienia (stosowanie ogólnie znanych „złotych reguł”) jest niezbędny zawsze i z tym nie dyskutuję. 
Nawet więcej - jeśli chcemy po prostu wystąpić w miarę poprawnie i poczuć się dobrze z samym sobą trzeba koniecznie poznać ABC wystąpień. 
Ale zwykle chcemy jeszcze budzić zaufanie, być słuchanymi, wywierać rzeczywisty wpływ na słuchaczy.

Z czego bierze się ten wpływ?
Może po prostu jedni mają 
naprawdę coś do powiedzenia, a inni nie? …
Wierzę, że w życiu wygrywa naturalność, relacyjność i rzetelna wiedza, bo ludzie chcą mieć kontakt z prawdziwym człowiekiem, czerpać z jego doświadczeń, a nie słuchać popisów recytatorskich.

I tu zbliżam się do odpowiedzi na postawione pytanie. 
Wspomniana w komentarzu do mojego posta grupa, z którą miałam przyjemność pracować, to niezwykle mądrzy, doświadczeni życiowo i biznesowo ludzie, którym o kwestach podstawowych mówić nie trzeba. W takiej sytuacji wypada tylko podnieść poprzeczkę i nauczyć się przemawiać naturalnie.
Ale jak to zrobić?
  • Pierwsza i podstawowa zasada - mieć coś do powiedzenia!!! Wypowiadać się w temacie, który naprawdę doskonale znamy (żeby mówić o czymś publicznie łatwo i naturalnie musimy „pływać" w zagadnieniu) i mówić to, co dla nas samych naprawdę ma sens.
  • Ważna kwestia to przygotowanie wystąpienia z myślą o poziomie i potrzebach odbiorcy – do kogo mówisz, czego twoi słuchacze naprawdę potrzebują – musisz znać widownię.
  • Kolejny warunek, to nauczenie się bycia z ludźmi, a nie koncentracja na sobie! Musisz na bieżąco odbierać energię grupy, żeby nawiązać z nią relację! Zdarza się, że pochłonięci tym, co mamy do powiedzenia, nie reagujemy na to, co dzieje się dookoła, a w konsekwencji mówimy tylko do siebie. Wiem, że specjaliści od wystąpień często mówią: „skoncentruj się na temacie, a nie publiczności”. Ja też czasem tak radzę, ale to zupełnie inny poziom „sztuki”– poziom na którym potrzebujemy opanowania nadmiernego stresu, więc technika potrzebna jest zwykle osobom początkującym.
  • Oczywiście nieocenione jest opowiadanie historii ( modny obecnie storytelling) - jeśli mamy swoją opowieść, mówimy ciekawie i dobrze się nas słucha(banał, ale warto o nim pamiętać!)
  • Żeby mówić naturalnie i interesująco trzeba czuć melodię języka -  tu pomaga czytanie, słuchanie innych wystąpień, pewna wrażliwość, którą nabywa się z czasem lub konsultacje ze specjalistą, który taką wrażliwość ma. Pewnym rozwiązaniem może być podział tekstu na krótkie zdania i  włączenie do swojej wypowiedzi słownictwa potocznego (na tyle, na ile pozwalają oczekiwania słuchaczy).
  • Naturalną atmosferę pomaga też stworzyć umiejętne użycie pytań (nawet retorycznych), pauz, żartów, krótkich dygresji (uwaga żeby nie "odpłynąć" przy tym w dygresyjność) oraz operowanie obrazem.
  • Kolejnym elementem, o którym można pisać, ale i tak przez bloga się nikogo nie nauczy, jest ADEKWATNA mowa ciała i mimika.
  • Oczywiście dobrze swoje wystąpienie nagrać i to nagranie obejrzeć, dobrze wystąpić przed rodziną lub przyjaciółmi i zapytać, jak odbierają nasze wystąpienie, które elementy są naturalne, które należałoby powtórzyć inaczej.

Wracając do pytania, jak wyćwiczyć naturalność?
Czy w ogóle można ją wyćwiczyć?
Można, ale moim zdaniem (i zdaniem paru moich klientów) ćwiczenia naturalności to ćwiczenia z innego poziomu - nie praca z teorią i technicznymi sztuczkami opisywanymi w książkach, lecz zahaczająca o prawdziwy rozwój praca ze sobą, jako z autentycznym i spójnym człowiekiem.…

czwartek, 29 grudnia 2016

Jak wejść w nowy rok, czyli siedemnaście inspiracji na 2017.



Przed nami kolejny rok, często kolejne postanowienia i nadzieja na to, że Nowy 2017, to będzie nowy piękny etap życia. 
Nie lubię dawać nikomu gotowych recept, wolę dzielić się wrażeniami i dostępnymi teoriami lub zadawać pytania, tym razem jednak zdecydowałam się na 17 zaleceń, wynikających z moich doświadczeń, wiedzy i przemyśleń.
Wyjątkowo, bo dla mnie to wyjątkowy moment - dziś wyjątkowy dzień (taki dzień zdarza się raz  na 30 lat :)), za mną niezwykle trudny, ale bardzo ważny i chyba przełomowy rok, a więc wyjątkowo... trochę inaczej, niż zwykle.

1.    Przypatrz się temu, co robisz. Twoja aktywność (działania, nie deklaracje) to odzwierciedlenie Twojej wiary we własne możliwości.

2.    To czemu poświęcasz najwięcej uwagi nabiera mocy! Myśli, działania, słowa, ludzie  – wszystko, co Cię otacza, w jakiś sposób Cię stwarza, ale to Ty decydujesz na czym się koncentrujesz, a czym nie chcesz się zbyt długo zajmować.

3.    Pamiętaj, że masz prawo samodzielnie zarządzać swoim życiem. Masz prawo żyć tak, jak naprawdę chcesz, robić to, do czego jesteś stworzony/stworzona.

4.    Określ obszar swojej unikalnej specjalizacji, swoje miejsce w świecie - przeanalizuj swoje sukcesy, słuchaj tego, co mówią o Tobie inni, obserwuj, co przychodzi Ci z łatwością, jakie marzenia/myśli wciąż powracają.

5.    Szukaj sensu! Pytaj: „Po co to robię?”, „Co mi/innym to da?”, „Jaki efekt osiągnę realizując swój cel?” Pamiętaj, że cel to nie efekt! Skończenie szkoły na piątkę (osiągnięcie celu) może skutkować frustracją (jeśli Ci nie po drodze z wybranym kierunkiem) lub szybkim rozwojem kariery.

6.    Sukces jest pochodną pracy! Cuda zdarzają się tylko w bajkach i na eventach motywacyjnych. Zwycięzcą staje się ten, kto systematycznie i z pasją podejmuje właściwie ukierunkowany wysiłek (ludzie uważani za geniuszy, aby osiągnąć wymierny sukces, zwykle pracują w obszarze swojej specjalizacji ok. 10 lat).

7.    Szanuj swoje porażki – zastanów się, kiedy Cię informują o tym, że przekraczasz własne ograniczenia i rozwijasz się, kiedy sugerują zmianę sposobu działania, a kiedy pokazują „ścianę”, której może nie warto forsować na siłę, bo koszty mogą być zbyt wysokie.

8.    Jeżeli chcesz coś osiągnąć, zacznij od opracowania strategii. Brak sensownego, dokładnie opracowanego planu działania, to powód większości niespełnionych noworocznych obietnic.

9.    Daj sobie czas i margines na błędy. „Za szybko”, „za bardzo”, „za dobrze” to zabójcy sukcesów.

10.  Określ i wypracuj wspierające sukces nawyki, a nie będziesz mówić, że nie masz motywacji.

11.  W swoim życiu dokonuj raczej ewolucji, nie rewolucji. To zdecydowanie bezpieczniejsze. Badania wskazują, że najwięksi geniusze biznesu ograniczają ryzyko gwałtownych zmian do minimum, a na rynek wprowadzają zwykle rozwiązania przetestowane na małej próbie.

12.  Nie jesteś samotnym statkiem, inni ludzie są Ci potrzebni - pamiętaj o nich, ucz się ich słuchać, szanuj i obserwuj ludzką różnorodność  - to wzbudza ogromną sympatię, a Ciebie otwiera na nową wiedzę, koncepcje, idee.

13.  Szukaj rozwiązań win - win, współpracuj a nie rywalizuj.

14.  Dbaj o zdrowie i formę, odpoczywaj, ruszaj się i odpowiednio odżywiaj.

15.  Wypracuj wspierający Cię sposób myślenia, buduj stabilną odporną psychicznie osobowość. Naucz się neutralizować stres – jest on zwykle wynikiem konkretnych przyczyn/obaw/myśli – poznaj je i rozpracuj.

16.  Inni nie mogą dać Ci tego, czego nie potrafisz wziąć lub dać sobie. Jeśli nie udało Ci się wynieść z domu stabilnego poczucia własnej wartości, popracuj nad tym. Ta praca daje ogromny zwrot z inwestycji!!!

17.  Uśmiechnij się :) / uśmiechaj się :) Życie jest fascynującą przygodą.



Jeśli potrzebujesz wsparcia, jeśli chcesz przeanalizować swoje potrzeby i zasoby dokładniej, zapraszam na spotkanie coachingowo - mentoringowe.

poniedziałek, 24 października 2016

Twoje miejsce

“Tak naprawdę chodzi o wartość, a nie o cenę.”

Robert T. Lindgren


- Gdzie jest Twoje miejsce? Naprawdę Twoje! Takie miejsce, w którym możesz być sobą, ze swoimi wydumanymi i rzeczywistymi problemami, z nieokiełznaną radością i marzeniami…
- Kto powoduje, że lekko oddychasz? Że dajesz sobie prawo odpoczywać naprawdę? Że usypiasz po trudnym dniu i budzisz się z uśmiechem?
- Gdzie jest Twoje miejsce w pracy?
- Jak możesz rozwijać w niej swoje talenty? 

- Kogo interesują twoje talenty?
- Kto Cię słucha naprawdę?
- Komu możesz powiedzieć wszystko? … No PRAWIE wszystko;)
- Jak realizujesz pełnię swojego człowieczeństwa?...

To fundamentalne pytania, które czasem sobie zadajemy, a czasem … boimy się je sobie zadać.
Ale może pytamy się jeszcze:
- Jak okazuję swoje zainteresowanie innym?
- Czy interesują mnie ludzie, którzy są wokół?
- W jaki sposób pomagam im rozwijać swoje możliwości, pokonywać obawy?
- Kim dla nich jestem? Kim chcę być?
- Czy żyję w swojej „sforze”?
- Czy ludzie, z którymi się spotykam, myślą podobnie jak ja? 

- Czy czuję się z nimi naprawdę dobrze?
To ważne, szczególnie jak jest się rodzicem, partnerem, przyjacielem, menedżerem…
Ważne, jak jest się człowiekiem.

Bo przecież potrzebujemy dawać i brać.  Dzielić się i przyjmować. Kochać i być kochanym.
Potrzebujemy należeć do rodziny, grupy, społeczności. 
To się podobno nazywa poczucie przynależności… Poczucie, że jesteśmy bezpieczni i aprobowani, że jesteśmy wśród swoich - coś, czego pragniemy wszyscy. Niekiedy za bardzo.
Bo kiedy chcemy się wpasować za bardzo, za wszelką cenę, czujemy że oddajemy część siebie. 
Tymczasem, gdy jesteśmy z właściwymi osobami, z serca oddajemy część siebie.
Niewielka różnica, a jednak jaka duża…
Akceptacja, bliskość, zrozumienie, dawanie albo poklask, lizusostwo, zaprzeczenie sobie, pozory, manipulacja.

Jeśli potrzebujesz, to możesz teraz zatrzymać się na chwilę. Zastanowić się, gdzie jesteś... co czujesz.
Czy miejsce, w którym funkcjonujesz, to dobre dla Ciebie miejsce?
Czy ludzie, którzy Cię otaczają, to właściwi ludzie?
Z czego chcesz zrezygnować?
Jakie relacje warto uzdrowić?
O kogo chcesz bardziej zadbać?
Co zrobisz, żeby miejsce w którym jesteś, było naprawdę twoim miejscem?


A jeśli jesteś na swoim miejscu, to pewnie nie potrzebujesz ani mnie, ani nikogo innego.
Nie potrzebujesz oklasków, słów podziwu, nie potrzebujesz udowadniać nikomu swojej wartości, dobrze znosisz konstruktywną krytykę, z łatwością przyjmujesz pochwały i … rośniesz.
Jeśli jesteś na swoim miejscu, to wiesz, że nie zamieniłbyś go na żadne inne, a żadne pieniądze i zaszczyty nie dałyby Ci tego, co masz.
W żadnym innym otoczeniu nie będzie tak pięknie.
W żadnym otoczeniu nie będzie Ci tak dobrze.
Tu pasujesz naprawdę :) 

wtorek, 23 sierpnia 2016

Jak często bywasz żabą? ...

„ W tym jeziorze mieszka żaba,
wielka żaba na pół draba,
oczy żabie, postać żabia,
wyjdzie w nocy, narozrabia,
zanim minie noc do rana,
porwie Kasię, Sebastiana”
Edmund Nizurski

… ja żabą bywam niestety częściej, niż bym chciała.  
Oczywiście chodzi o żabę, którą żywą wkładamy do garnka i bardzo wolno podgrzewamy, aż uśpimy jej czujność i wyjmiemy ugotowaną.
Temat znany z wielu książek i artykułów - w zasadzie wszyscy wiedzą, co to jest syndrom żaby - nieważne, czy domniemana żaba faktycznie zginie, czy jednak (podobno prowadzono badania) przy pewnej granicznej temperaturze wyskoczy i uratuje sobie życie.
Syndrom, opisywany na żabim przykładzie, jest powszechny i dotyczy pojedynczych osób, firm, a nawet świata polityki.
  
Ocknęłam się parę dni temu, kiedy w czasie żonglowania, zaczęły mi upadać piłeczki i wtedy dopiero zdecydowałam, że pora się zająć szwankującym od jakiegoś czasu lewym barkiem i lewą ręką.
- „Ale się pani dorobiła - powiedział pan Kacper, bardzo mądry masażysta, w którym cała nadzieja (pozdrowienia dla pana Kacpra). Jak długo pani z tym chodzi?”.
Otóż, wstyd się przyznać, ale dość długo. Czułam oczywiście ból i dyskomfort, ale zakładałam, że wszystko się samo naprawi... przecież jestem silna i odporna, więc wytrzymam, nie będę się ze sobą pieścić - gorsze rzeczy przechodziłam i żyję.
Niestety samo nie naprawiło się, teraz potrzebna jest pełna koncentracja na problemie, a powrót do normy będzie mnie pewnie kosztował 
więcej, niż powinien.

Obecne tendencje w świecie rozwojowym mówią: „Będziesz doskonały tylko wtedy, gdy skupisz się na swoich atutach, więc ignoruj słabsze strony. Szkoda na nie czasu, bo one nie zapewnią Ci silnej pozycji w świecie”.
Może nie zapewnią, ale zaniedbane mogą skutecznie wstrzymać rozwój. Niezauważanie słabości czy wąskich gardeł
, to jednak spore ryzyko.
Jeśli nie jesteśmy czujni na drobne słabości, to nawet nie zauważymy kiedy i jak zostaniemy „ugotowani”.
Nie zauważamy, że trochę gorzej się czujemy (a nawet jeśli, to mówimy sobie, że przecież z roku na rok jesteśmy starsi), a więc popadamy w coraz większe kłopoty.
Nie zauważamy, że coraz częściej palimy, podjadamy, pijemy, że gorzej dzieje się w związku, że niepotrzebnie podtrzymujemy niektóre kontakty, więc budujemy szkodliwe nawyki i toksyczne relacje.
W końcu okazuje się, że funkcjonujemy w domach, które nam się nie podobają, otaczamy się ludźmi, którzy nam nie odpowiadają, a życie, które prowadzimy, to nie nasze życie.

Temat dotyczy też świata biznesu - wystarczy, że nie reagujemy na pogarszające się relacje w firmie (co odbija się na jakości produktów i wizerunku przedsiębiorstwa), na to, że nieznacznie spadają jej przychody.
Czyżbyśmy liczyli na cud?
Cuda zdarzają się rzadko, więc lepiej póki czas zainwestować w szkolenia, konsulting, wdrożyć sensowny proces naprawczy.
Co prawda firmy często wykorzystują kryzys, jako impuls do zmiany, ale czy nie rozsądniej wprowadzić zmiany na czas i nie dopuścić do eskalacji kryzysu?...
A jeśli już poruszamy się po obszarze biznesowym, to warto pamiętać, że koncentrując się na wytworzeniu produktów bardzo wyspecjalizowanych, zaniedbujemy często marginalne obszary działalności, które mogłyby przynieść dodatkowy zysk. Znam parę firm, które prosperują nieźle właśnie dlatego, że postawiły na poszerzenie spektrum usług i obsługują klienta kompleksowo.

- Czy w kontekście kompetencji pojedynczych ludzi może być podobnie?...
Na pewno trudno być dziś Leonardem Da Vinci, ale chciałabym, żeby lekarz od mojego lewego barku znał się trochę na kręgosłupie, trochę na ludzkiej psychice i żeby miał opanowane choćby podstawy komunikacji z pacjentem. Zresztą, jeśli nie zauważa swoich braków, zwykle wiele traci w oczach pacjentów.
A tymczasem obecnie królujący trend ekspercki jest bardzo daleki od renesansowej wszechstronności.
Doceniamy ludzi młodych, kreatywnych o wąskim specjalistycznym wykształceniu, zapominając o tych, którzy mają szerokie doświadczenie, a tym samym perspektywiczne spojrzenie na wiele zagadnień.
Nawiasem mówiąc chyba niechcący uzasadniłam krystalizujące się tendencje i zapotrzebowanie na mentoring.
Bo powoli ludzie zdają sobie sprawę z potrzeby oparcia się na autorytetach, więc zgodnie z zasadą popytu i podaży powstają stowarzyszenia i szkoły produkujące „mentorów”.
Dla mnie są one zaprzeczeniem idei mentoringu, bo przecież żaden prawdziwy mentor nie będzie się uczył mentoringu w stowarzyszeniu, on najczęściej nawet nie będzie nazywał się mentorem… Nie musi - prawdziwy autorytet nie potrzebuje szumnych tytułów. 

Ale
wróćmy do żaby, która raczej mentorką być nie może, bo sama sobie nie radzi, nie zauważa zmian otoczenia (uważność), nie czuje, gdy rośnie temperatura i nie wykształca właściwych zachowań, więc ginie.
 
- Jak nie być taką żabą? …
- Co zrobić, żeby wyostrzyć zmysły i w porę zauważać to, co niekoniecznie nam służy?
- W jakich obszarach musisz wzmóc czujność?

Pewnie doskonale to wiesz, a jak nie, to zastanów się, co podpowiada Ci intuicja.
- Czy naprawdę jesteś zadowolony/a ze wszystkiego, co dzieje się w Twoim życiu/ w Twojej firmie?   

A może zatrzymasz się na chwilę, zidentyfikujesz słabe punkty i jak najszybciej (powtarzając za Brianem Tracy) „zjesz tę żabę”.
Najpierw najwstrętniejszą ...

A może masz własny pomysł i na swój sposób uporasz się z tematem?