sobota, 20 lutego 2016

Zakochaj się w swoim życiu.

„Zbyt wielu ludzi przecenia to, kim nie jest 
i nie docenia tego, kim jest.”
 Malcolm S. Forbes


  • Czy kochasz swoje życie?
  • Za co je kochasz?
  • Co kochasz najbardziej?
  • Jakie momenty celebrujesz?...


Spadł śnieg, drą się kawki. Przed Tobą kubek pysznej aromatycznej herbaty….
Co robisz? Siedzisz w swojej głowie, czy na fotelu rozkoszując się chwilą?
Czy zauważasz rodzinę, która jest obok i ma swoje sprawy, problemy, radości, a może Cię potrzebuje…?
Gdzie jesteś?

Moja babcia nie wiedziała, co to zen, mindfulness i nie musiała się uczyć uważności, za to zawsze miała czas dla ludzi i chwilę, żeby zachwycić się ogrodem, kwiatami, wszystkim, co ją otaczało…
Kiedy uczyła mnie robić na szydełku, a miałam wtedy 5- 6 lat, cała była tą nauką, jak pochłaniała książki, to je pochłaniała, jak pokazywała mi świat, to go naprawdę widziała. A obieranie ziemniaków było cudownym rytuałem.
Ale wcale nie na uważność chcę zwrócić Ci uwagę, tylko na prawdziwą akceptację swojego życia, która według mnie przez tę uważność tylko się wyrażała.

Wszyscy chcemy być szczęśliwi, spełnieni, więc poszukujemy różnych rozwiązań, metod, dróg na skróty. Powstają książki  o szczęściu i sukcesie, ludzie próbują sobie pomagać w różny sposób. Powstał cały skądinąd niezwykle wartościowy nurt psychologii pozytywnej, na czele z Seligmanem, wielbionym za książkę „Optymizmu można się nauczyć”. Jednak osobiście nie przekonuje mnie podejście, które każe w odpowiedni sposób interpretować wydarzenia, które każe zmienić sposób myślenia na bardziej optymistyczny. Może jest to jakieś rozwiązanie problemu wyuczonej bezradności, ale zdecydowanie nie droga do szczęścia.

To oczywiście moje zdanie, bo uważam, że nie da się być szczęśliwym, jeśli się nie zaakceptuje swojego życia. W całości i bez wyjątków (z kwiatami, małym ogródkiem, szydełkowaniem i obieraniem ziemniaków).  
Warto podkreślić, że akceptować to niekoniecznie znaczy lubić, to znaczy po prostu przyjąć do wiadomości fakty i nie uciekać od nich.
Jako dzieci nie mamy z tym problemów, fakt jest faktem, mama mamą, żyjemy tu i teraz ze swoją łopatką, wiaderkiem, w swoim miejscu na ziemi. 
Potem świat nam wmawia, że to za mało, że mamy być zupełnie gdzie indziej, więc zwykle odrzucamy fakty, bo za bardzo chcemy zasłużyć na zaszczyty i honory. 
Starość uczy pokory i wtedy zwykle udaje się nam zaakceptować rzeczywistość.
Niełatwo być człowiekiem.

Spotykam często ludzi, którzy nie zgadzają się z tym, że znajdują się jeszcze w pewnym oddaleniu od swoich marzeń, którzy boją się niepewnej i wymagającej wysiłku drogi. Zamiast się cieszyć postępami, których dokonują, są sfrustrowani i wciąż im mało.
Sama też tak miałam.
W takiej sytuacji pozytywne myślenie (jest super, będzie jeszcze lepiej, jesteś super)  może być niestety bardzo niebezpieczną pułapką. Może tylko pogrążyć nas w jeszcze większej nieakceptacji siebie.
Postęp przynosi zwykle samoświadomość, akceptacja faktów i zderzenie z lękiem.

Więc może warto zadać sobie trudne pytania:

  • Czego w swoim życiu nie zauważasz?
  • Czego nie akceptujesz?
  • W jakich obłokach bujasz? Czy to mgła Internetu (bo może potrzebujesz ludzi, akceptacji), świat fantazy, opary alkoholu, sport, który odcina Cię od wszystkiego?...
  • Na jakie rzeczy/myśli poświęcasz swój czas?
  • O czym nie chcesz myśleć?....
  • Co dzięki temu zyskujesz, co tracisz?
  • Co się stanie, jeśli zaufasz sobie i przyznasz się do tego, co chcesz schować głęboko… ?


A na koniec jeszcze jedno:
  • Za co kochasz swoje życie? :)   

niedziela, 31 stycznia 2016

Twój obraz...


Hans Hofmann
 http://www.esquire.pl/aktualnosci/46/sztuka-wspolczesna-czy-dzieciece-bazgroly


„Myślę, że każdy jest dziwny.  
                                                            Powinniśmy wszyscy celebrować naszą indywidualność 
i nie wstydzić się jej.”
Johnny Depp

    Naprawdę szczęśliwi ludzie rzadko zastanawiają nad tym kim są, jacy są, jacy powinni być, oni po prostu robią swoje. Nie myślą długo i głęboko nad podjęciem każdej życiowej decyzji, doskonale czują, gdzie jest ich miejsce i nie psują tego czucia niepotrzebnym intelektualizowaniem. Oni żyją po prostu.
A kiedy układanka zaczyna się sypać, rozglądają się i spokojnie przemieszczają we właściwym kierunku.

Spełnione życie to nie wynik główkowania i pisania mozolnych planów, to nie narzucony sobie reżim, gdzie w ramach obowiązkowego relaksu biegam z zaciśniętymi zębami (podobno zdrowo jest biegać, więc za wszelką cenę, do bólu...), jak jem, to tylko to, co zaleciła dietetyczka, jak spotykam się z rodziną, to patrzcie i podziwiajcie…
Dobre życie to zostawienie sobie pewnego marginesu na luz, przyzwolenie że w tej chwili moją jedyną aktywnością będzie „leżenie bykiem”, a potem spokojnie zrobię to, co do mnie należy i tyle. 
To spokojna równowaga między naturalnymi powinnościami, obowiązkami, a potrzebą poddania się podszeptom intuicji, potrzebom duszy, emocjom. 

Mądrzy starsi ludzie mówią, że w niczym nie należy przesadzać, więc pozwalają sobie często na spełnianie własnych zachcianek, a do obowiązków podchodzą ze spokojem, akceptacją, a nawet radością. 
Tu i teraz, spokojnie, po kolei, w swoim tempie i na swój sposób.

Ale cofnijmy się nieco w czasie. Spójrzmy na dzieci bawiące się w piasku, które uparcie chronią swojego terytorium, a realizacja własnej wizji jest dla nich najważniejsza na świecie... One są szczęśliwe, pochłonięte do reszty własną aktywnością. Nie myślą, czy w tym momencie nie powinny na przykład sprzątać swojego pokoju, albo pooglądać bajki w telewizji. 

Gdy dorastają, zaczynają się dostosowywać, do wszystkiego i wszystkich – w domu, w pracy, wśród wymagających znajomych. Bo tak trzeba, bo tak się wypoczywa, bo tak się organizuje pracę, a tak życie... 
Nic dziwnego, że z czasem niektórzy z nas powoli zatracają siebie.
A dalej …
Ludzie uważni i wrażliwi zwykle zdają sobie sprawę z tego, że ich życie jest zlepkiem obcych wymagań, opinii, nakazów, że nie ma w nim miejsca dla nich samych i albo dają radę samodzielnie wprowadzić niełatwe, fundamentalne zmiany, albo udają się po pomoc do coachów lub terapeutów.
Inni nie chcą czuć dyskomfortu, więc po prostu wypierają go - udają, że jest wszystko ok, próbują uciekać w hedonizm, zdobywać więcej (pieniędzy, władzy, poklasku, kobiet), prowadzić życie, jak z amerykańskiego filmu - wszystko na pokaz, planowo, co do minuty, tyle, że … w środku nie jest lekko.

Bardzo potrzebujemy innych ludzi, lubimy z nimi przebywać, a więc może czasem warto wpasować się w ogólnie przyjęte ramy, choćby z szacunku dla innych. Ale dobrze mieć też świadomość, że ciągłe życie wbrew własnym potrzebom, pod czyjeś dyktando, to już ewidentnie brak szacunku i tolerancji dla siebie.

Każdy z nas jest tak naprawdę dziełem sztuki -  wyrastającym poza schematy, pięknym, unikalnym i każdy ma takie miejsce, w którym nie musi zadawać sobie pytań: czy jestem u siebie, czy tu mi naprawdę dobrze? 
Miejsce w którym jest naprawdę sobą. 

Więc, gdy potrzebujemy sobie samemu wyjaśniać, że to jak żyjemy i to co robimy jest właściwe, że przynosi nam takie czy inne korzyści, to może warto zatrzymać się i zapytać w imię jakich wyższych celów decydujemy się na ustępstwa, z czego rezygnujemy, co otrzymujemy w zamian i jaki jest ogólny bilans zysków i strat.

A teraz zamknij oczy, zobacz siebie w kilku typowych sytuacjach/miejscach i zastanów się:

  • W którym z nich jesteś sobą?
  • Gdzie Ci niewygodnie?
  • Skąd się tu wziąłeś? Jakich Ty lub ktoś użył podstępów, żeby Cię tu zwabić?
  • Jaką radę dałby Ci teraz najlepszy przyjaciel?
A dalej….? 
Dalej to już Ty decydujesz samodzielnie, w końcu to Twoje życie, Twój obraz.


sobota, 26 grudnia 2015

Poczuj swoją wartość II

„Życie nie oczekuje od nas bycia najlepszym,
 lecz dawania od siebie tego, co najlepsze.”
Johannes Thielle

Poczucia własnej wartości  ciąg dalszy...

Zwyczajem ogromnie rujnującym nasze poczucie własnej wartości jest porównywanie się ze wszystkimi dookoła.

Nawyk jest nam zwykle wpajany w dzieciństwie, kiedy słyszymy: „Popatrz na … (wstaw imię) ona/on to się świetnie uczy!”, „Bierz przykład z …!” , „Co z Ciebie wyrośnie?”, „Wstyd się z Tobą pokazać na ulicy!”, „ Jak Ty wyglądasz?.”
Przypomnij sobie, jak było w Twoim świecie, do kogo Cię porównywano, jak się wtedy czułaś/czułeś? …. 
Ile z tego siedzi w Tobie tak głęboko, że jeszcze teraz nieustannie porównujesz się z innymi? …
Ale nie mniej pretensji do rodziców – prawdopodobnie wystraszeni o Twój los, Twoją przyszłość, pełni miłości,  chcieli Cię zmobilizować do pracy (a może jeszcze chcą?). Bo przecież czasem atmosfera rywalizacji podgrzewa do boju i powoduje, że zmotywowani działamy szybciej i skuteczniej.
Zresztą nie zaszkodzi Ci, jak czasem się z kimś pościgasz. Nie zaszkodzi ani wygrana, ani przegrana – pod warunkiem, że dotyczy konkretnego zadania i wyzwania i nie jest diagnozą Twojej wartości. Wiesz przecież, że inne znaczenie ma  komunikat: „Dzisiaj klasówka poszła Ci słabo” (konkretny fakt), a inne:  „Jak Ty się uczysz tumanie, wstyd się ludziom przyznać!”(ocena).

W dorosłym życiu też wciąż spotykamy się z ocenami, ludzie chcą Cię dopasować do schematu, chcą się poczuć na Twoim tle lepiej. Czasem mówią, że Ty jesteś wspaniały,  a oni nic nie znaczą i czekają żebyś zaprzeczył, czasami odwrotnie. Tak naprawdę Twoim  kosztem realizują swoje własne potrzeby, a Tobie przypisują przeróżne cechy i zdolności, które pasują do ich wizji świata.
Tylko od Ciebie zależy czy „łykniesz” łatwą przynętę, czy odważysz się pójść swoją drogą. To wyzwanie. 
Jeśli znajdziesz siłę, żeby odrzucić te wszystkie błyszczące, kuszące obietnice sławy i poklasku, to pewnie w końcu znajdziesz siebie, poczujesz swoją wartość i nie będziesz musiał niczego udowadniać sobie ani światu, ale to wcale nie jest łatwa droga.

Dobrze mieć tego świadomość, dobrze też dać sobie prawo i czas na spokojną analizę swoich kompetencji i słabości, warunków, w jakich działamy, otoczenia, środowiska. 
Można skorzystać z usług sensownego doradcy albo sensownego coacha, ewentualnie samemu zastanowić się w jaki sposób najefektywniej wykorzystywać swój potencjał. Piszę sensownego, bo świat „pomagaczy” to też świat ludzi, a oni dla swojej własnej satysfakcji często pchają Cię w kierunku pierwszej szansy, jaka się pojawia, bo przecież oni też chcą mieć sukces, a ten sukces to klient, który szybko odniósł sukces, bo … na chwilę poczuł się lepiej. 
Bardzo łatwo powiedzieć człowiekowi – możesz więcej, niż myślisz, jesteś zwycięzcą, jesteś super ;)… I po sprawie. Na moment (dłuższy lub krótszy) wystarczy. Gorzej będzie, jak ten moment się skończy i okaże się, że minęło wiele czasu, a Ty nie ruszyłeś z miejsca.

Osobiście jestem fanką psychologii pozytywnej – Tal Ben Shahar,  Barbara Fredricson, Csikszentmihalyi, Seligman…. Nie odżegnuję się wiec absolutnie od pozytywnego myślenia, ale mądra psychologia, to nie hurraoptymizm, to nauka, która odnosi się do sensu życia, a NIE TYLKO uczy odpowiedniej interpretacji zdarzeń (zresztą umiejętność sterowania własnym umysłem, też mnie nieraz w życiu uratowała).
Chyba więc warto po prostu zrozumieć, że nikt jeszcze poprzez wmawianie sobie: „mam poczucie własnej wartości, jestem super”, nie zbudował takiego poczucia…. Przynajmniej ja nie znam takich przypadków, a za to znam parę ofiar takiego postępowania.

Więc niezależnie od wsparcia, jakie otrzymujesz z zewnątrz, słuchaj przede wszystkim siebie, wsłuchuj się w swoje, reakcje, emocje, odczucia. Poczucie własnej wartości będziesz mieć wtedy, gdy zrozumiesz, kim jesteś i co robisz w tym miejscu w którym jesteś. 
A tego nikt Ci nie powie, to musisz odkryć samodzielnie. 
Bo poczucie własnej wartości buduje się od środka, wspierając się obserwacją własnych efektywnych działań.  
Nie ma znaczenia, że nie jesteś  mistrzem  w …. (wstaw właściwy przedmiot, czynność), ale pewnie masz 1000 innych  talentów! Jak każdy. Odnajdź je. 
I polub swoją niekompetencję - zobacz, jak ona Ci służy! Może zwalnia Cię od wielu niechcianych czynności, bo unikasz ich wykonywania? ...;) Ja unikam. Jakie to wygodne! :)

A na koniec, jak zwykle parę pytań. Do siebie, do pracy z sobą samym:

- Kiedy jestem rzeczywiście na swoim miejscu i działam w zakresie moich najwyższych kompetencji ? (jak nie potrafisz wskazać od razu, to wypisz dużo takich sytuacji, potem je przesegreguj i wybierz, te najwłaściwsze)

- Kiedy robię rzeczy, które leżą w strefie mojej kontroli, a kiedy winię się za coś, na co nie mam wpływu?

- Co sobie zarzucam?

- Czy są to zarzuty merytoryczne czy niszczące mnie oceny? Które powtarzam, bo kiedyś usłyszałem od innych?

- Czy idę w dobrym kierunku, czy słuchając różnych autorytetów zgubiłem/zgubiłam kawałek siebie?

- Na jakim poziomie rozwoju  swojego potencjału jestem? ( Niezależnie od poziomu na którym jesteś, zaakceptuj to i zobacz, co w tej sytuacji najmądrzej jest zrobić. Co zrobisz, żeby za miesiąc, pół roku, rok dorosnąć do swoich oczekiwań?)

- Jakie swoje „wady” jesteś w stanie po prostu wyeliminować? Ile czasu Ci to zajmie? Czy chcesz poświęcić ten czas, czy warto?

- Które umiejętności decydujesz się rozwinąć? Ile czasu zająłby ten rozwój przeciętnemu człowiekowi? Ile czasu dajesz sobie? Czy uważasz, że wyznaczyłeś sobie cel realny?
Dodaj jeszcze 20% bufor czasowy na nieprzewidziane okoliczności i wtedy powoli planuj i realizuj. 

Nic nie przychodzi samo – wszystko potrzebuje czasu.  
Piekąc chleb musisz nastawić piekarnik na określoną ilość minut, nie ma drogi na skróty - swojego rozwoju też nie przyspieszaj, bo wyjdzie Ci zakalec!!!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Poczuj swoją wartość.

„Znajdź codziennie chwilę dla siebie, taką, która pozwoli Ci posłuchać własnego głosu,
 odkryj swoją własną indywidualną, niepowtarzalną wielkość, 
zrozum, że jesteś doskonały, 
że żaden człowiek nie jest pomyłką ani wybrakowanym egzemplarzem.
To tylko nasze wzory i oczekiwania powodują takie widzenie”.
Iwona Majewska - Opiełka

           Niedostateczne poczucie własnej wartości to problem, z którym wciąż się spotykam szkoląc ludzi, prowadząc coachingi i wykłady dla studentów. Wydaje się, że jak Polska długa i szeroka, niezależnie od poziomu wykształcenia, statusu społecznego, wieku, osiągnięć, mnóstwo ludzi ma problemy z poczuciem własnej wartości.
Oczywiście ja sama również wytrwale i z sukcesami pracuję, żeby poczuć „poczucie…” ;)
Analizuję to, co na mnie i innych działa zbawiennie, co pomaga odnaleźć, odczuć, zrozumieć siebie, a co niekoniecznie, więc pomyślałam, że warto się swoimi spostrzeżeniami podzielić ze światem, a przynajmniej tą częścią świata, która interesuje się rozwojem i czasem zagląda do mojego nieco zaniedbywanego bloga. 
Poczucie własnej wartości to temat  rzeka, a więc ciąg dalszy moich rozważań nastąpi.
Dziś część pierwsza.

Podejścia do tematu uczę się od mistrzów - moi eksperci to niezwykle bliska mi Iwona Majewska – Opiełka  (która jako pierwsza w Polsce prowadziła zajęcia wspierające skuteczne działanie jednostek i firm, przenosząc je z Kanady i Ameryki, gdzie miała okazję pracować i uczyć się od Martina Seligmana, Stephena R. Coveya, Briana Tracy, Toma Petersa, Petera Druckera, Zig Ziglara, Normana Vincent Peale czy Anthonyego Robbinsa) i daleki geograficznie Amerykanin - Nathaniel Branden, autor książki „Sześć filarów poczucia własnej wartości”.

Przechodząc do konkretów, czyli tajemniczego poczucia własnej wartości (mój skrót pww), dla  mnie najważniejszym odkryciem była kiedyś świadomość  tego, że pww to nie to samo, co samoocena. 
Jakże często te dwa pojęcia są mylone!!! 
Poczucie własnej wartości albo się ma, albo nie i wtedy trzeba nad nim pracować. Natomiast samoocena, to pogląd na swój temat, zmieniający się zwykle pod wpływem sytuacji  (bo nam się coś udało, …bo ponieśliśmy porażkę). Można nią sterować, może być zawyżona, zaniżona lub adekwatna. Warto zwrócić uwagę na fakt, że osoby o niskim pww często na siłę „podkręcają” swoją samoocenę, gloryfikując swoje osiągnięcia, budując sztuczny prestiż (np. ubraniem, sposobem bycia i traktowaniem innych z wyższością). Tacy ludzie bardzo  potrzebują wyrażanej głośno akceptacji, uwielbień, hołdów. Są wśród nich profesorowie uczelni, którzy nie dopuszczają do obcowania ze sobą nieodpowiednio ubranych studentów (słyszałam o takich przypadkach), wykładowcy zaczynający wykład od parafrazy słów: „ja wam pokażę”, „ mogę was zniszczyć”, „lepiej siedźcie cicho”, szefowie którzy czekają na hołdy i słowa uwielbienia udając wszechwiedzących. 
Przykłady panicznego  nadrabiania niedostatków pww można mnożyć bez końca. Znamy je wszyscy i zdajemy sobie sprawę z tego, że takie zabiegi, co prawda na chwilę pozwalają zapomnieć o bólu, który siedzi głęboko w duszy, ale nie są antidotum na wewnętrzną niestabilność.

Jeśli czujemy swoją wartość, wartość siebie jako człowieka, bo wychowano nas w szacunku do siebie, w poczuciu ludzkiej godności (zarówno w cielesnym, jak i emocjonalnym wymiarze), to jesteśmy świadomi własnej, naturalnej każdemu, wyjątkowości i niepowtarzalności i nie musimy zabiegać o akceptację innych, o poklask dla swoich marzeń, pragnień, potrzeb. Nie staramy się niczego udawać, nie musimy ćwiczyć asertywności – po prostu jesteśmy naturalnie asertywni. 
Nie dajemy się też wykorzystywać, nie umartwiamy z powodu popełnianych błędów i jesteśmy pełni szacunku i tolerancji dla  innych ludzi.
To stan idealny. Prowadzi do niego wiele dróg, ale w moim przekonaniu  nie da się go osiągnąć bez podstawy, jaką jest samoświadomość i akceptacja swoich możliwości, zdolności, ale i ograniczeń.

Pora na ćwiczenie :
Przypomnij sobie sytuację w której ludzie Cię otwarcie podziwiali, może nawet bili brawo, a Ty bardzo tego podziwu potrzebowałeś/łaś. Wyczekiwałeś/łaś na akceptację.
  • Jak wtedy zachowywałeś się, co czułeś, ile razy opowiadałeś znajomym o swoim sukcesie?
  • Zastanów się, potwierdzenia jakich kompetencji/umiejętności oczekujesz od świata?
  • Jak się czujesz, czekając na akceptację innych?
  • Co daje Ci publiczny poklask?
  • Co możesz zrobić, żeby wzmocnić się w obszarze, który jeszcze nie jest Twoim najsilniejszą stroną ?
  • Czy w ogóle tego potrzebujesz? Na ile jest to dla ciebie ważny obszar?
  • Co ci da zadbanie o niego?

I zdecyduj, co zrobisz, a potem wykonaj pierwszy krok i następne. Zdecyduj – działasz czy odpuszczasz?  Masz prawo do swoich wyborów, nie musisz spełniać oczekiwań innych ludzi.

A teraz przypomnij sobie sytuację, kiedy otrzymywałeś/ łaś podziw innych i czułeś/łaś spokój. Dobrze wiesz, że jesteś dobry/ dobra  w pewnym obszarze, nikt nie musi tego potwierdzać, ale oczywiście miło, że ludzie to zauważają, więc … ukłonisz się, podziękujesz za brawa i się uśmiechniesz.
  • Jaki to obszar?
  • Co przychodzi Ci naturalnie?
  • Co przychodzi Ci łatwiej, niż innym?
  • Gdzie jest Twoja moc?
  • W jakim stopniu wykorzystujesz  na co dzień swój potencjał?
  • Jak bardziej możesz go wykorzystać?

Zacznij od akceptacji swoich mocnych i silnych stron, pozwól sobie na niedociągnięcia w pewnym zakresie i na naukę na własnych błędach (bo tak uczymy się wszyscy.

Masz prawo być człowiekiem – z całym bagażem dobrych i złych doświadczeń , z ludzką siłą i bezsilnością, z tym, co Ci się udaje i tym, co Ci się nie udaje.

cdn.

sobota, 3 października 2015

Chryzantemy





 
"Chryzantemy cudne, szczerozłote 
Na wystawie czekały co dzień, 
Wysyłając w przestrzeń swą tęsknotę 
Od poranku aż po wieczorny cień."

Mieczysław Święcicki


Długa aleja cmentarna, piękna jesień, słońce... 
Wracamy z Martą z grobu jej matki i rozmawiamy:
- Mama miała dobry gust. Chryzantemy na wszystkich świętych trzeba kupić ładne...  Ale przecież, jak kupię naprawdę ładne, ukradną. Oszaleć można!!!
- A właściwie jakie znaczenie mają kwiaty? ... Jak nas nie będzie, to co za różnica, jakie nam kwiaty przyniosą na grób?
- No właśnie, po co to wszystko? ... Dla siebie?... Co jest dla siebie? ... Kwiaty na grobie?! ... Mamie też na nic... szkoda, że takie smutne i ciężkie miała życie...
- A jak Ty żyjesz? ... Inaczej niż Twoja mama? ...
- No właśnie... Dokładnie tak samo. Po co tak haruję, jak nie mam nawet czasu naprawdę żyć? -   Łzy. - Co ja robię? ...
- Dobrze, że chociaż teraz znalazłyśmy chwilę, żeby się spotkać.
- Dobrze. Trzeba w końcu zacząć przyzwoicie żyć, zadbać o siebie, no bo potem co... ładne kwiaty na cmentarzu ...?
-  Trzeba? ...W końcu? ... To znaczy kiedy?
- No nie wiem... jeszcze tylko skończę remont, ...no i żeby najmłodszy syn szkołę skończył. Ktoś tego wszystkiego przecież musi dopilnować!

I zamówiłyśmy wiązankę na grób w kwiaciarni u pani Basi, a potem poszłyśmy na piękny jesienny spacer...

- A Ty -  jak często umówisz: "trzeba w końcu..."? Zupełnie jakbyś chciał się usprawiedliwić: "Tak wiem, teoretycznie trzeba, ale może jeszcze nie teraz.", "Jeszcze tylko ..."
- Co Ci o Tobie mówi Twój dzisieszy dzień?
- Czym się zamartwiasz?
- Czyj schemat życia powtarzasz?
- Czy naprawdę lubisz swoje życie?

Jeśli wiemy, że to, co najcenniejsze mamy za darmo, to może warto jeszcze zauważyć, że ogromnie dużo możemy sobie dać sami! 

Zatrzymaj się. Pooddychaj. Rozejrzyj. Zobacz jaki dziś piękny dzień. 
Zastanów się ile wziąłeś z tego dnia, ile jeszcze możesz wziąć?  
Co lubisz, co jest dla Ciebie ważne? 
Co jest naprawdę ważne w tym, co jest ważne - tam głęboko na dnie Ciebie... ? Czy dajesz sobie te wartości? 
Komu pozwalasz je sobie odbierać? Kiedy pozwalasz manipulować swoimi odczuciami, emocjami? Kiedy gubisz siebie?

W każdej książce rozwojowej przeczytasz podobne zasady: 
...wyobraź sobie kim chcesz być za pięć/dziesięć lat, 
...jak chcesz wyglądać, 
...w jakiej być formie,
...co robić  zawodowo,
...gdzie i z kim żyć, 
...jak spędzać czas 
i zaplanuj drogę do celu w każdym z wymienionych obszarów (Ty, praca, ludzie, otoczenie).
Potem rozpisz zarys działań na kolejne lata i zrób dokładny plan na rok - zgodnie ze swoimi wartościami i potrzebami. 
Potem wykonaj pierwszy krok, a potem następne. 
Rozwijaj się, ciesz się życiem, wyznaczaj swoje granice, celebruj każdy dzień, bądź dumny ze swojej drogi. Bo droga jest ważniejsza niz cel.

Po raz setny czytasz truizmy? ... U mnie na blogu też? ... Też.


A chryzantemy możesz kupić jakiekolwiek. 
No chyba, że Ci na nich naprawdę zależy...



niedziela, 23 sierpnia 2015

Ucz się od najlepszych!


"Serce kłamie, a głowa nas zwodzi. Jedynie oczy widzą prawdę.
 Patrz oczyma. Słuchaj uszami. Wąchaj nosem i czuj przez skórę. 
Potem dopiero myśl. W ten sposób poznasz prawdę."
George R.R. Martin "Gra o tron". 

       Dziś parę przemyśleń i wniosków po moim wyjeździe do Ojrzanowa na warsztaty antystersowe "8XO" autorstwa Wojciecha Eichelbergera, przez niego osobiście prowadzone. 
Nie zamierzam obwieszczać rewelacji, pisząc: "Wojciech Eichelberger  wybitnym polskim psychologiem jest" - kto się choć trochę interesuje psychologią tyle wie, kto się nie interesował do tej pory, może sobie doczytać. 
Natomiast wracając do tematu warsztatów, pragnę zarekomendować drugą prowadzącą, którą była nieoceniona dla mnie Agata Głowacka - wysokiej klasy choreoterapeutka i  specjalistka od zarządzania stresem.
Kończąc zachwyty napiszę może jeszcze, że było cudownie i odpoczęłam wspaniale, wiem gdzie mam w ciele spięcia i blokady, co mam rehabilitować, nad czym pracować:)
Wyjazd absolutnie wart każdej złotówki, reklamuję go całkowicie świadomie, z ogromnym przekonaniem i pewnością jakości, która stoi za marką prowadzonego przez W. Eichelbergera Instytutu Psychoimmunologii IPSI.
Zajęcia prowadzone z ogromnym szacunkiem dla uczestników, humorem i zaangażowaniem trenerów dawały mi pełne poczucie bezpieczeństwa, relaks i niezły ładunek wiedzy. 
Całości dopełniło zaczarowane miejsce, pani Hania przygotowująca świetne posiłki i staw pełen ryb, które łaskawie tolerowały pływających na ich terenie ludzi. 
No i nie sposób nie wspomnieć o świetnej grupie uczestników.... ! :)
O samej metodzie można przeczytać na stronach IPSI (http://ipsi.pl/), więc skoncentruję się na dwóch elementach, które mnie osobiście najbardziej zapadły w pamięć.

Pierwszy, to świadomość faktu, że jedynym sensownym sposobem na zapobiegnięcie przykrym następstwom stresu jest fizyczne odreagowanie go! Wiedza ogólnie dostępna i oczywista? ... I co z tego?!... ;) 
Ja potrzebowałam usłyszeć ją w nowy sposób, poczuć wszystkimi zmysłami, żeby zrozumieć. I już się nie dziwię, że w przeszłości nie umiałam opanować stresu ani pozytywnym myśleniem, ani medytacją.
Cóż, gdyby człowiek pierwotny, którego atakował niedźwiedź, medytował, albo myślał pozytywnie ("nie ma niedźwiedzia, ten niedźwiedź to fatamorgana"), to gatunek ludzki pewnie dawno by wyginął. Przetrwaliśmy tylko dlatego, że potrafiliśmy ratować swoje życie, angażując w ucieczkę całą energię i wszystkie dostępne części ciała. 
W ten sposób też eliminowaliśmy stres i ten schemat działa do tej pory. Pozytywne myślenie i medytacja są wskazane, ale dopiero wtedy, kiedy odreagujemy emocje. Dla mnie więc najważniejszym z ośmiu  antystresowych "O"  jest odreagowanie.  
Ktoś może spytać zawiedziony: "Tylko tyle!? ...  W moim świecie to "tylko tyle" jest najwartościowszą i najbardziej motywującą wiedzą pod słońcem - wreszcie budzę się i chodzę spać planując, w kwtegorii priorytetów, aktywność ruchową na nowy dzień. 

Druga niezwykle istotna informacja jest odpowiedzią na moją frustrację, spowodowaną tym, że nie zawsze potrafię z uśmiechem na ustach przechodzić ciężkie życiowe chwile. 
Pozornie oczywiste, wypowiedziane przez Wojciecha Eichelbergera słowa, że reagować mamy po prostu adekwatnie do sytuacji i nikt nam się nie każe zawsze uśmiechać, były dla mnie absolutnie terapeutyczne.
Jak często nie dajemy sobie prawa, żeby być po prostu człowiekiem, ze swoimi naturalnymi emocjami...! 
Jak często narzucamy sobie sztuczne wymagania i maski, co przeszkadza funkcjonować w mądrych ramach, bez nadmiernej egzaltacji i bez nieuzasadnionego usztywnienia.
Po przeanalizowaniu własnego życia dochodzę do wniosku, odkrywając kolejną dawno odkrytą już przez innych Amerykę, że najwięcej bólu i cierpienia, a także najwięcej nieporozumień w moim życiu powstawało na skutek nieadekwatnych reakcji na sytuację - powstrzymywania się przed wyrażeniem prawdziwych emocji, albo nadawania określonym wydarzeniom lub ludziom większego znaczenia, niż rzeczywiście mają.  

Nie wiem, czy "adekwatny", to słowo klucz dla wszystkich ludzi i dla wszystkich sytuacji? Dla mnie jest ono czymś, co pozwala mi posunąć o krok do przodu pracę nad osobistą spójnością.
Tyle.

A dlaczego uważam, że warto uczyć się u najlepszych? ...
Bo zwykle wiedzą, które słowo wypowiedzieć w którym momencie, a którego nie wypowiadać.
Naukową wiedzę posiąść może każdy, natomiast  unikalny zestaw intuicji i doświadczenia jest nie do podrobienia i nie do skopiowania. 


wtorek, 21 lipca 2015

Wakacje? Może jednak nie warto?


„Ze świata tego każdy ma tyle ile sam sobie weźmie”
Giovanni Boccaccio

Lipiec, czas nastawiony na odpoczywanie, wylegiwanie się na plaży, na chodzenie po górach, nicnierobienie.
I wydawałoby się, że nie ma nic prostszego, niż odpoczynek, a jednak wiele osób ma problem z przełączeniem się w stan lenistwa. Stare niezałatwione sprawy, niewypełnione do końca obowiązki, bliscy którzy nagle pokazują swoją drugą twarz i nie można z nimi dłużej wytrzymać ...  no i czemu mają zupełnie inne wymagania i potrzeby, niż my! ? ...
Jeśli jedziemy na wczasy napięci do granic wytrzymałości często drażnią nas wszyscy i wszystko. Nie do wytrzymania staje się też świadomość, że jesteśmy  na wczasach, a nie możemy wyluzować.

Jak więc odpoczywać, żeby odpocząć?
Jak wprowadzić się w stan błogiego lenistwa, żeby było jak w dzieciństwie - babki z piasku, ciapanie się w wodzie z zachwytem i flow - pełne zanurzenie w przyjemności bezstresowego życia:)?

Oczywiście nikomu babek z piasku robić nie każę, ... ale właściwie, to czemu nie?!!! Co by się stało, gdyby nagle poważny pan prezes wyłączył telefon, który bezustannie dzwoni (nawet na plaży) i odpoczął? Gdyby pobawił się, pozwolił sobie na prawdziwy luz i odpuścił 99,99% ze swojej pozycji, powagi, potrzeby bycia ważnym?
A może mogłoby się stać wiele dobrego? ... Bo mózg w stanie relaksacji, staje się (o czym już wielokrotnie pisałam) naszym sprzymierzeńcem - przetwarza dane, które posiada. Co więcej, badania wykazują, że gdy wypoczywamy, nasze szare komórki pracują z ogromną intensywnością, znacznie większą niż przy wykonywaniu zadań umysłowych. 

Tłumacząc zasady efektywnej nauki wyjaśniam zwykle, że do zwiększenia możliwości pamięci jest nam potrzebny regularny wypoczynek - przerwy, które robimy co jakiś czas, żeby mózg mógł wszystko, czego się uczyliśmy, ułożyć i zapisać. Te przerwy działają, jak kliknięcie znaczka "zapisz" w komputerze. (To dygresja dla tych, którzy nie potrafią sobie odpuścić.)

Hasło przewodnie odpoczywania dla  perfekcjonistów i pracoholików ( bo im przecież szkoda po prostu odpocząć) brzmiałoby wiec może: Daj swojemu mózgowi szansę na intensywną pracę na poziomie przetwarzania, segregowania i zapisywania informacji!!!  A po cichu, na marginesie i nieśmiało, dodałabym jeszcze, że będziesz mieć z tego przyjemność. Nieśmiało, bo niektórzy zakładają, że na przyjemność odpoczywania nie zasłużyli. 
Ba, niektórzy przyzwyczaili się nawet, że w czasie urlopu chorują.

Więc może należałoby przeanalizować tezę, że wypoczywanie jest po prostu przereklamowane? ... ;) Przecież wyluzowanie i zaczerpnięcie spokojnego zdrowego oddechu skutkuje często trudnymi do opanowania konsekwencjami!
Wymienię tylko klika:

1. Zwiększenie poziomu kreatywności i tworzenie twórczych rozwiązań    (I co Ty później z tymi pomysłami zrobisz? Jeszcze nie daj Boże będziesz miał wewnętrzny przymus ich realizacji i przybędzie Ci pracy?) ;)

2. Dystans do rzeczywistości, bo zaczynamy nagle rozumieć, że ogromne problemiska, nie są tak ogromne, jakby się wydawało, że obok nich jest coś jeszcze. A jak zmaleją problemy, to nie będziesz mieć na co narzekać ... i to dopiero będzie problem! ;)

3. Dziwny stan, w którym zaczynamy zauważać ludzi wokół, a nawet o zgrozo, zauważać ich potrzeby! Wyluzowani jesteśmy bardziej skłonni zrozumieć, że inni są inni i darować im to.  No i po co Ci to?! ... Przecież Twoje potrzeby są najważniejsze!...

4. W stanie relaksu zwiększa się też nasza świadomość własnych myśli i emocji. To też nie zawsze nam się podoba, bo jak zauważymy, że coś jest nie tak, to przecież trzeba by się zabrać do pracy nad sobą !...

5. Nie wspomnę o poprawie kondycji i dobrym samopoczuciu, bo to grozi zmniejszeniem ilości L4!

A może wczasy z komórką i telefonem przyklejonym do ucha to nie całkiem to, o co chodzi ? ... (Choć oczywiście zawsze można umieścić uśmiechniętą wakacyjnie sweet-focię na fb.)

Jakby więc komuś przypadkiem przyszło na myśl, żeby naprawdę wyluzować (co przecież grozi wymienionymi powyżej konsekwencjami) i stworzyć sobie warunki do odpoczywania, to wcześniej chyba warto zadać sobie parę pytań, chociażby takich: 

- Co możesz zrobić, żeby przed wakacjami pozamykać wszystkie naglące sprawy?
- Jakich spraw nie musisz koniecznie zamykać? 
- Kto w czasie Twojej nieobecności Cię zastąpi?
- Jak go przygotujesz, żeby Cię dobrze zastąpił?
- Na ile, w skali od 1:10,  jesteś zdecydowany,  żeby naprawdę odpocząć?
- Co się stanie, jeśli przez najbliższe pięć lat będziesz funkcjonować tak, jak do tej pory? Jak będą wyglądały Twoje relacje? Jaki będzie Twój stan zdrowia? Z czego będziesz zadowolony? Co Ci będzie sprawiać największą przykrość?
- Ile dni przed wyjazdem zaczniesz "zwalniać"?
- Czego naprawdę potrzebujesz, żeby odpocząć?
- O jakich opcjach wypoczynku myślałeś, żeby zadowolić innych/błysnąć przed znajomymi?
- Gdybyś był swoim najlepszym przyjacielem, który zna na wylot Twoje potrzeby i pragnienia i chciał dać sobie najlepszą na świecie radę na spędzenie wakacji, Twoich wakacji, to jak by ona brzmiała?....