piątek, 29 kwietnia 2016

Marchewkij, czyli lekcja wystąpień publicznych.














"Miarą mówcy nie jest ten kto mówi,
lecz ten co słucha".

Platon


Miniony weekend - 22 i 23 kwietnia spędziłam w Lublinie na Ogólnopolskiej Konferencji Naukowo - Szkoleniowej „Coach, Trener, Doradca zawodami XXI wieku”, a konkretnie na trzeciej edycji wydarzenia przebiegającej pod hasłem „Przedsiębiorczość z pasją”. http://konferencjactd.pl/
Przez dwa dni pochłaniałam nowe informacje i inspiracje, poznawałam wiele interesujących teorii i poglądów, a to wszystko w środowisku, w którym czuję się doskonale – wśród  ludzi otwartych na rozwój i wymianę doświadczeń.
Jestem pełna podziwu dla organizatorek przedsięwzięcia -  Karoliny Żmudzkiej – Dyrektor Oddziału Lubelskiego Izby Coachingu, Magdaleny Banks i Karoliny Dąbrowskiej. Świetne młode kobiety, świetna konferencja. Wszystko dopięte na przysłowiowy „ostatni guzik”.
Zachwyty mogłabym mnożyć jeszcze długo - pisać o pysznym jedzeniu, zestawach konferencyjnych w firmowych płóciennych torbach, after party (tu szczególnie dużo bym mogła;))… Ale może niech coś pozostanie niedopowiedziane, bo bez odrobiny tajemnicy, nie ma ekscytacji, co słusznie zauważył pewien miły kolega :)

Za to przejdę do tego, co mnie 
szczególnie pasjonuje i w czym się specjalizuję, czyli do tematu wystąpień publicznych. 
Jako trener i coach, wykorzystuję swoje dziennikarskie kompetencje i z ogromną radością, ale również  z niezłymi efektami, wspieram ludzi w zagadnieniach z tego obszaru.
Konferencja była więc dla mnie nieocenionym doświadczeniem poszerzającym spojrzenie na temat, który jest dla mnie ważny i bliski.
Bo różnych wystąpień obejrzałam aż dziewiętnaście, a właściwie dwadzieścia, jeśli policzę świetne krótkie przerywniki wprowadzające w temat, czyli tzw. konferansjerkę.  
Doskonale dobrani doświadczeni prelegenci prezentowali naprawdę wysoki poziom - widać było ich duże obycie sceniczne i umiejętności komunikacyjne.
Ale jak wiadomo nigdy nie jest tylko pięknie i słodko, różni ludzie są różni i różny jest ich odbiór. Jednych odbieramy lepiej, innych 
(nawet najwybitniejszych) gorzej, to nieuniknione. Oczywiście ja też, z pełną świadomością własnej stronniczości, pozwalam sobie różnicować i po swojemu oceniać występujących. 

Szczególnie ważnym kryterium oceny jest dla mnie posiadanie pewnej unikalnej kompetencji, która powoduje, że jednych mówców ludzie obdarzają  uśmiechem i słuchają uważnie, a drugich niestety nie. Ta kompetencja to umiejętność budowania ciepłej relacji między występującym a publicznością, to życzliwa energia, która pozwala osobie siedzącej na widowni poczuć się równorzędnym partnerem wydarzenia.
/Na marginesie dodam, że życzliwość, jaką okazujemy słuchaczom sprzyja też prowadzącemu - w magiczny sposób odstresowuje, no i oczywiście stanowi nieodłączny  element składowy charyzmy./
Dobrą energię prowadzącego doskonale się czuje, a więc w czasie konferencji bez trudu zauważałam osoby nawiązujące szczególnie ciepły kontakt z widownią, a także tych którzy wiedzieli, co mają powiedzieć, jak się ubrać i poruszać, ale nie pamiętali o tym, że podstawą dobrych relacji ze słuchaczami jest sympatia i szacunek. A może SZACUNEK i sympatia?
W tym miejscu, pomijając nazwisko mojego prywatnego antybohatera, przez którego czułam się nieszanowana, podam zdobytą na konferencji cenną instrukcję: ”Jak łatwo zrazić słuchacza” . Uwaga, punkt pierwszy - zacząć po ojcowsku: „I co ja wam powiem dzieci”, punkt drugi - rzucić parę wulgaryzmów i  niewybrednych żartów, punkt trzeci - pokazać ego... Wystarczy.
Ale ponieważ antybohatera miałam tylko jednego (jeden na dwudziestu prelegentów to doskonała proporcja), ponieważ wolę koncentrować się na dobrych przykładach, to z rozrzewnieniem wspominam cudowną, ciepłą i naturalną osobowość  Pana Profesora Andrzeja Bliklego (nie umiem napisać inaczej, niż wielkimi literami). Mnie i nie tylko mnie Pan Profesor ujął już w momencie wejścia na scenę - pierwsze słowa i pierwszy lekki uśmiech wystarczyły, żeby odczuć jego życzliwość.
Cenię też niezwykle partnerski, ładny i bardzo merytoryczny przekaz Rafała Kołodzieja (który mówił o design thinking) oraz każde z wejść prowadzącej imprezę Moniki Madejskiej i jej partnera Mirka Urbana.
I jeszcze prowadzącą warsztat "Warm - up" (bo można było też brać udział w warsztatach) Anię Kerth. 
Takich dobrych przykładów mogłabym mnożyć znacznie więcej, ale nie o to chodzi. Chodzi o wyodrębnienie cech mówców, które są szczególnie cenione przez słuchaczy.
Na kolejną z nich zwrócili mi uwagę uczestnicy konferencji. Otóż ludzie cenią prelegentów, którzy wiedzą o czym mówią. Odbiorcy od razu zauważają, kto ma praktyczne doświadczenie i wierzą mu. Bo prawda broni się sama, bo zwykle nie chcemy słuchać skomplikowanych teorii, bo poszukujemy autorytetów - osób które zweryfikowały książkowe mądrości. Do takich osób zalicza się choćby wspomniany już przeze mnie Profesor Blikle, ale również Małgorzata Fryszkiewicz, Mariusz Cyzio czy Rafał Kołodziej.  
A skoro wiemy już, co zrobić, żeby ludzie nam wierzyli i wiemy co robić, żeby nas darzyli sympatią oraz chętnie słuchali, to pozostaje zapytać - co zrobić żeby nas zapamiętali?
Warto odwołać się tu do podstawowej zasady zapamiętywania - przypomnieć, że pamięć wspomagają obraz, akcja i emocje. O akcji i emocjach w kontekście wystąpień publicznych mówi się dość często, więc ja zatrzymam się na obrazie, bo jak zauważył Tony Buzan – myślimy obrazami.  
I znów muszę powiedzieć, że wszyscy prelegenci konferencji zadbali o obraz – widzieliśmy dopracowane prezentacje multimedialne, oczywiście jedne bardziej inne mniej czytelne, zdarzał się nadmiar słów i definicji, ale były też piękne zdjęcia i wymowne hasła oraz cytaty. To już standard do którego jesteśmy przyzwyczajeni.
A ponieważ ludzki umysł w wielości informacji wyłapuje te nieszablonowe, to wśród wielu podobnych wystąpień w pamięci zostały mi dwa wyjątkowe, które przekładały się na nietypowe obrazy.
Pierwszy z nich tworzyła nieco inaczej zaaranżowana przestrzeń w czasie prelekcji Małgorzaty Fryszkiewicz (postawione na środku sali fotele, w których siedzieli prelegentka i towarzyszący jej gość) oraz niedoskonały jakościowo, a przez to bardzo prawdziwy film z rekomendacjami coachingowych klientów. Coś, co było inne niż pozostałe wystąpienia.
Ale chyba najmocniej zapadł mi w pamięć obraz stworzony przez Profesora Bliklego – wykonany z drewnianego kija baseballowego „marchewkij” (na zdjęciu), prezentujący sztandarowe przesłanie, które zapamiętali pewnie wszyscy – „ każda marchewka służy tylko do tego, żeby zrobić z niej kij” (w kontekście zarządzania ludźmi oczywiście). 

Długo jeszcze mogłabym wspominać konferencję, mnożyć przykłady i analizować kolejne zagadnienia – kto tryskał humorem, kto mówił mniej lub bardziej płynnie, omawiać rzeczy istotne i mniej istotne, ale jak wiadomo lepiej mniej niż więcej, więc dziś zakończę trzema radami dla potencjalnych mówców:
1.       Pamiętaj, żeby szanować i lubić ludzi do których mówisz – każde wystąpienie, nawet przed dużą widownią, to przecież relacja, a relacja jest doskonałym narzędziem sprzedaży, daj się więc polubić i kupić ;)
2.       Zastanów się, jakie masz doświadczenia w omawianym obszarze i nie bój się o nich mówić – książkowe prawdy i definicje to dobry punkt odniesienia, ale ludzie przychodzą słuchać Ciebie.
3.       Znajdź swój „marchewkij” – czymś się wyróżnij! Może warto czasem podjąć wysiłek, którego nie podejmie nikt inny i być zapamiętanym dłużej i lepiej?...
 
To tyle w temacie konferencji.
Następny wpis poświęcę modnemu obecnie storytellingowi. Metodę mniej lub bardziej świadomie stosujemy prawie wszyscy – ja też stosowałam ją od lat (nie znałam wtedy jeszcze nazwy storytelling) i to z wymiernym efektem, bo storytelling pomógł mi zbudować firmę… 

wtorek, 5 kwietnia 2016

" ... zrób to, co możesz."

„Zacznij tam,  gdzie jesteś,
użyj tego, co masz,
zrób to, co możesz”.
Arthur Ashe


 Człowiek rodzi się z naturalną umiejętnością podejmowania prób, eksperymentowania i podnoszenia się z kolan.
Dziecko, które uczy się chodzić, nie zniechęca się tym, że wciąż upada, tylko po prostu wstaje i podejmuje kolejne wyzwania. Do skutku. Niezmordowanie odkrywa nowe rejony świata, przygląda się każdej trawce, każdej kałuży. Bawi się tym, czym chce, buduje konstrukcje z piasku, z kamieni, z patyków. 
Ono nie boi się porażek, próbuje wszystkiego, bo nie wie, co się ma nie udać, a życie jest wspaniałą zabawą. Spróbuj tylko przerwać tę zabawę i zawołać je na przykład na obiad…. 

Dorosły bawi się często przy stole… On już wie, co jest niemożliwe, nauczono go tego i w szkole i w domu. Światem dorosłych rządzą zasady - one pokazują to, co jest wartościowe, a co niekoniecznie – książki, które mają się podobać, języki których trzeba się uczyć, ludzie którymi warto się otaczać, sporty które warto uprawiać, miejsca w których trzeba bywać.
Podporządkowanie się pewnym zasadom nie jest całkiem nieracjonalne. Człowiek jest przecież istotą społeczną, więc dla potrzeby bycia z innymi oddaje część  siebie. Rzecz w tym, że czasem zbyt dużą część.
A tymczasem na dnie ludzkiej duszy drzemie tęsknota za budowlami z kamieni lub z piasku, za życiem w swój własny niepowtarzalny sposób…

  •     Jak znaleźć sposób na manewrowanie w tej niełatwej rzeczywistości?
  •     Jak mieć w życiu najważniejszy kawałek siebie i podążać we właściwym kierunku?
  •     Jak w tym wszystkim się nie pogubić i osiągnąć upragniony sukces?

No cóż, ja też kiedyś szukałam siebie, spotykałam „coachów” i mentorów, jedni mówili, że dam radę, inni że mam działać - już, teraz! A że jestem z natury twarda i wytrwała, to zostawiłam wszystko, co dotychczas dawało mi oparcie i odważnie podejmowałam się zadań, do których nie byłam przygotowana. Bolało i szło bardzo ciężko.

I właśnie wtedy zrozumiałam, że kierowanie swoim życiem nie polega na zaciskaniu zębów i rzucaniu się w wir natychmiastowych zmian, do których pogania nas świat, że kierowanie życiem to mądra analiza swojego potencjału, oszacowanie kosztów, możliwości i zapału.
Wtedy zrozumiałam, że dziecko bawi się bezpiecznie, beztrosko i zapomina o całym świecie, bo wie, że w okolicy jest mama.
Wtedy zrozumiałam zasadę dywersyfikacji ryzyka i sens podziału celu na etapy, które stosują biznesmeni.

Wszyscy mam prawo i obowiązek być szczęśliwi i realizować swoje marzenia, ale może zanim przystąpimy do działania, warto odpowiedzieć sobie na kilka podstawowych pytań? ... Właśnie tych, od których odwodzą nas motywacyjni poganiacze:
  • Jakie masz zaplecze?
  • Jak długo potrzebujesz postać w miejscu?
  • Czego potrzebujesz, żeby odważnie iść dalej?
  • Przed czym Cię ostrzega intuicja?
  • Co dla w tym momencie jest dla Ciebie za trudne?
  • Jak możesz to obejść? 
  • Co odpuścisz?
  • Do czego się nie przyznajesz?

Bo sztuka osobistego przywództwa to nie motywacyjne triki, tylko stosowane w stosunku do samego siebie sprawdzone metody mądrego menedżera, świadomego własnych ograniczeń, wpływów otoczenia, minimalizującego ryzyko i realizującego swoją wizję w tempie zależnym od aktualnych możliwości.
Tylko takiemu szefowi ufają ludzie, tylko z takim chcą rozwijać firmę.