wtorek, 8 marca 2016

Mężczyźni tego nie zrozumieją ... ;)










„ Rozumienie jest trudne,
dlatego większość ludzi ocenia.”
Carl Gustav Yung


Pamiętasz Twoje ostatnie babskie zakupy?
Jak było? … Pamiętasz z jakim zaangażowaniem mierzyłaś ciuchy? … Jak wybierałaś kolor nowej szminki, skład kremu? …
Twoich myśli nie rozpraszały tematy zawodowe, nie stresowałaś się tym, co powiedział szef. Cała byłaś skoncentrowana na procesie przymierzania, kupowania, wybierania… Na fałdce na brzuchu, która powoduje, że sukienka nie leży tak dobrze, jakbyś tego chciała i na włosach, które nie tak się ułożyły, więc już wiesz, jaką fryzurę sobie zrobisz następnym razem. 100% koncentracji na sobie… 

Oczywiście to wszystko mogło się wydarzyć, jeśli obok nie stał Twój facet skwapliwie udający cierpliwego. Bo aczkolwiek ma same zalety, to na zakupy lepiej go nie brać. Nic nie da, że stara się być wytrzymały, bo Ty doskonale wiesz, kiedy cały gotuje się w środku, odczytujesz każdy najmniejszy grymas, każde zmrużenie oczu, widzisz niezauważalne zaciśnięcie zębów.
Więc zostawiasz go w domu i idziesz na zakupy sama lub z inną kobietą. 
Jak mała dziewczynka w środku najlepszej zabawy, masz wreszcie swoje tu i teraz, swój reset, a może flow? …  
Niech będzie, że to bezmyślne, puste i babskie. 
Oczywiście pomijamy kompulsywne kupowanie i wydawanie kasy - chodzi o proste łażenie po sklepach w celu rozluźnienia i poprawy humoru.
Potem będą Cię boleć niemiłosiernie nogi. Może trochę ponarzekasz ;) 
No i te wyrzuty sumienia, że nie jesteś wyciszoną buddystką…  

Już widzę pełne oburzenia komentarze piewców medytacji.
Taaaaak, ja też potrafię doprowadzić umysł do stanu, w którym zwalnia… i co z tego? Przecież nie zawsze tak było….  A mój okres napięcia i maksymalnej koncentracji na wielu zadaniach (oczywiście zawsze coś kosztem czegoś) wspominam, jako doskonałą życiową lekcję.

Pamiętam, jak wychowując dzieci, wracałam wieczorem z pracy, przejmowałam dom i maluchy od niani (mojego męża miesiącami i latami nie było w domu), chwilę z nimi uważnie rozmawiałam, a potem siadałam w holu pomiędzy trzema dziecinnymi pokojami i czytałam na głos „Harrego Pottera”.  Żeby nie zwariować, czytając tekst, który mnie kompletnie nie kręcił, czasem ćwiczyłam dykcję i intonację, kiedy indziej usta czytały, a głowa układała plan tego, co zrobię następnego dnia, albo tego, co zrobię jak dzieci zasną. I tak szczęśliwie, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku przeczytałam na głos cztery tomy dziecięcego bestsellera. Oczywiście nie znam jego treści do tej pory. Szaleństwo?... Może, ale gdyby nie tamten niezwykle intensywny czas, nie byłabym teraz tu gdzie jestem. I za żadne skarby świata nie dałabym tamtego okresu poprawić żadnym mistrzom buddyzmu. Zrobiłam więcej niż to było możliwe. 
I wiem, że nie jestem wyjątkiem...

Znacie schemat, kiedy wyjście z domu na zakupy jest niesamowitym błogosławieństwem? …Ja też.  
Więc strasznie mnie wkurza, kiedy ludzie (niekoniecznie tylko mężczyźni) z pogardą patrzą na zabiegane kobiety, na ich przydługie wędrówki sklepach, strasznie mnie wkurza ocenianie, etykietowanie i podciąganie pod jeden wzorzec wszystkich.
Bo są sytuacje kiedy najlepsze rozwiązanie okazuje się najgorszym, jest czas, kiedy poświęcamy pewne wartości dla innych i są pospolite ludzkie słabości i przyjemności, do których po prostu mamy czasem prawo.

Dziś dzień kobiet, jutro kolejny dzień.

Życie przynosi Ci różne wyzwania, więc  nie zadręczaj się, że jesteś zabiegana, zmęczona, nieuczesana. No i czasem mniej odwagę powiedzieć, że nudzisz się w Spa udając błogi relaks, a czasem daruj sobie, że nie medytujesz przy świecach, bo wolisz pójść na babskie zakupy:)