poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Ten idealny wizerunek…




Photo by Ania Malinowska



„Dbałość o wizerunek nie jest lakierowaniem
ani polerowaniem zewnętrznego błysku,
ale sprawą jakości całej konstrukcji.”
Werner Niefer

    Myślę, że w rozumieniu niektórych osób nie jestem dobrym coachem od wizerunku. Ba, nawet może nie jestem żadnym coachem od wizerunku;) 
Cóż, nie potrafię w ciągu jednej sesji zdziałać cudów i zmienić stylu klienta.

Mało tego, wcale nie zajmuję się kolorem sukienki, długością włosów, czy krojem butów. Oczywiście pewne skrajności zauważam, mogę nawet odesłać kogoś do stylistki, jeśli jest taka potrzeba, ale na pewno nie będę koncentrować się wyłącznie na czyimś wyglądzie, nawet chyba nie umiałabym;) 
Sama chodzę najczęściej w dżinsach i marynarkach i nie zamierzam zmieniać stylu. Lubię luz i bezinteresowną życzliwość – bez napuszenia i pozowania. I wcale nie twierdzę, że jest do dobre dla wszystkich. Dla niektórych może to być jedno z gorszych rozwiązań. Ale... ja tak mam;) Czasem jestem zdecydowanie za swobodna (pracuję nad tym!) we wszystkim – w ubieraniu, stylu bycia, bezpośredniości, kontaktach z ludźmi (nawet ze swoimi studentami) – czasem to mnie gubi, czasem otwiera serca i to jest piękne:)

Oczywiście na spotkanie biznesowe, czy konferencję ubieram się stosownie. Tu się staram pokazać po prostu profesjonalnie i tyle. Chyba jak większość rozsądnych ludzi. 

Doskonale wiemy, jak ważne jest pierwsze wrażenie, jak ważne, żeby ubrać się odpowiednio, jak wiele zależy od tego, jak widzą nas ludzie. Znamy też zasadę – „chcesz zarabiać miliony, wyglądaj jakbyś je zarabiał”. Ja na swoje potrzeby, robię sobie czasem mały  test „pionizująco-motywujący” – idę do galerii handlowej -  raz w dżinsach i byle jakim swetrze, a drugi raz „odstrzelona” w stylu bizneswoman i obserwuję reakcję personelu. Pewnie też zauważyliście różnicę, dobra zabawa, prawda? A jak dużo uczy;)

Ale zaczęłam pisać o poradach stylistki, więc wracam do tematu. Z porad stylistki korzystała kiedyś pewna moja koleżanka. Specjalistka  spędziła z nią parę godzin, zrobiły przegląd szafy, powyrzucały część ubrań, dobrały zestawy. Zostało jej nawet parę zdjęć i różnych stylizacji. Widziałam je i naprawdę mi się podobały. Tyle, że koleżanka mniej więcej po dwóch miesiącach wróciła do stylu sprzed czasów stylistki, do starych przyzwyczajeń, do sposobu ubierania, który jest po prostu jej. Za rewolucyjną zmianą nie poszła przemiana wewnętrzna i ten cały misternie stworzony „wizerunek” wziął w przysłowiowy łeb.

Nie dziwię się więc, że osoby, które trafiają na coaching wizerunku po wizycie u stylistki czy najmodniejszego fryzjera, szukają czegoś więcej.

Bo tak naprawdę wszyscy potrzebujemy czuć się dobrze z sobą samym, czujemy kiedy jesteśmy we „własnej skórze”, a kiedy niezupełnie. 
Zresztą bardzo ważne, żeby pamiętać że wygląd to tylko mały element naszego wizerunku – ja dzielę go na osiem części, a wygląd jest tylko jedną nich. Tą najbardziej oczywistą. Moi klienci czasem potrzebują pracować nad wszystkimi ośmioma, czasem wybierają sobie niektóre z moich propozycji, czasem tworzą własną matrycę, własny schemat. Wiadomo, każdy potrzebuje czego innego. 
Oczywiście droga przez nasze potrzeby, wartości, preferencje, możliwości, potencjał, to niełatwy proces, który trochę trwa.

Od czego więc zacząć? Może zadać sobie pytanie:

- Po co Ci tak naprawdę wizerunek? Jaki chcesz dzięki niemu osiągnąć efekt?

A kolejne:

- Kim jesteś? Kogo potrzebujesz udawać? Z czym Ci niewygodnie?

Moim skromnym  zdaniem, spójność wizerunku, czyli łączność pomiędzy sobą w środku, a sobą na zewnątrz, jest czymś, co oprze się nawet upływowi czasu (pod warunkiem, że zintegrujemy się z tym upływem i raz na parę lat spojrzymy jednak w lustro!), różnym targającym nami emocjom (w emocjach też możemy być sobą), a nawet gafom, które zdarza i pewnie wielokrotnie zdarzy się nam popełniać.

Bo prawda i pasja, które biją z człowieka, to coś znacznie ważniejszego, niż dobrze skrojona sukienka, maniery, czy wizerunek medialny, albo umiejętność wystąpień publicznych, nad którymi czasem oczywiście trzeba umiejętnie popracować. Bo to też bardzo ważne, nawet powiedziałabym kluczowe, obszary coachingu wizerunku, ale… może jednak nie najważniejsze?;)