wtorek, 23 sierpnia 2016

Jak często bywasz żabą? ...

„ W tym jeziorze mieszka żaba,
wielka żaba na pół draba,
oczy żabie, postać żabia,
wyjdzie w nocy, narozrabia,
zanim minie noc do rana,
porwie Kasię, Sebastiana”
Edmund Nizurski

… ja żabą bywam niestety częściej, niż bym chciała.  
Oczywiście chodzi o żabę, którą żywą wkładamy do garnka i bardzo wolno podgrzewamy, aż uśpimy jej czujność i wyjmiemy ugotowaną.
Temat znany z wielu książek i artykułów - w zasadzie wszyscy wiedzą, co to jest syndrom żaby - nieważne, czy domniemana żaba faktycznie zginie, czy jednak (podobno prowadzono badania) przy pewnej granicznej temperaturze wyskoczy i uratuje sobie życie.
Syndrom, opisywany na żabim przykładzie, jest powszechny i dotyczy pojedynczych osób, firm, a nawet świata polityki.
  
Ocknęłam się parę dni temu, kiedy w czasie żonglowania, zaczęły mi upadać piłeczki i wtedy dopiero zdecydowałam, że pora się zająć szwankującym od jakiegoś czasu lewym barkiem i lewą ręką.
- „Ale się pani dorobiła - powiedział pan Kacper, bardzo mądry masażysta, w którym cała nadzieja (pozdrowienia dla pana Kacpra). Jak długo pani z tym chodzi?”.
Otóż, wstyd się przyznać, ale dość długo. Czułam oczywiście ból i dyskomfort, ale zakładałam, że wszystko się samo naprawi... przecież jestem silna i odporna, więc wytrzymam, nie będę się ze sobą pieścić - gorsze rzeczy przechodziłam i żyję.
Niestety samo nie naprawiło się, teraz potrzebna jest pełna koncentracja na problemie, a powrót do normy będzie mnie pewnie kosztował 
więcej, niż powinien.

Obecne tendencje w świecie rozwojowym mówią: „Będziesz doskonały tylko wtedy, gdy skupisz się na swoich atutach, więc ignoruj słabsze strony. Szkoda na nie czasu, bo one nie zapewnią Ci silnej pozycji w świecie”.
Może nie zapewnią, ale zaniedbane mogą skutecznie wstrzymać rozwój. Niezauważanie słabości czy wąskich gardeł
, to jednak spore ryzyko.
Jeśli nie jesteśmy czujni na drobne słabości, to nawet nie zauważymy kiedy i jak zostaniemy „ugotowani”.
Nie zauważamy, że trochę gorzej się czujemy (a nawet jeśli, to mówimy sobie, że przecież z roku na rok jesteśmy starsi), a więc popadamy w coraz większe kłopoty.
Nie zauważamy, że coraz częściej palimy, podjadamy, pijemy, że gorzej dzieje się w związku, że niepotrzebnie podtrzymujemy niektóre kontakty, więc budujemy szkodliwe nawyki i toksyczne relacje.
W końcu okazuje się, że funkcjonujemy w domach, które nam się nie podobają, otaczamy się ludźmi, którzy nam nie odpowiadają, a życie, które prowadzimy, to nie nasze życie.

Temat dotyczy też świata biznesu - wystarczy, że nie reagujemy na pogarszające się relacje w firmie (co odbija się na jakości produktów i wizerunku przedsiębiorstwa), na to, że nieznacznie spadają jej przychody.
Czyżbyśmy liczyli na cud?
Cuda zdarzają się rzadko, więc lepiej póki czas zainwestować w szkolenia, konsulting, wdrożyć sensowny proces naprawczy.
Co prawda firmy często wykorzystują kryzys, jako impuls do zmiany, ale czy nie rozsądniej wprowadzić zmiany na czas i nie dopuścić do eskalacji kryzysu?...
A jeśli już poruszamy się po obszarze biznesowym, to warto pamiętać, że koncentrując się na wytworzeniu produktów bardzo wyspecjalizowanych, zaniedbujemy często marginalne obszary działalności, które mogłyby przynieść dodatkowy zysk. Znam parę firm, które prosperują nieźle właśnie dlatego, że postawiły na poszerzenie spektrum usług i obsługują klienta kompleksowo.

- Czy w kontekście kompetencji pojedynczych ludzi może być podobnie?...
Na pewno trudno być dziś Leonardem Da Vinci, ale chciałabym, żeby lekarz od mojego lewego barku znał się trochę na kręgosłupie, trochę na ludzkiej psychice i żeby miał opanowane choćby podstawy komunikacji z pacjentem. Zresztą, jeśli nie zauważa swoich braków, zwykle wiele traci w oczach pacjentów.
A tymczasem obecnie królujący trend ekspercki jest bardzo daleki od renesansowej wszechstronności.
Doceniamy ludzi młodych, kreatywnych o wąskim specjalistycznym wykształceniu, zapominając o tych, którzy mają szerokie doświadczenie, a tym samym perspektywiczne spojrzenie na wiele zagadnień.
Nawiasem mówiąc chyba niechcący uzasadniłam krystalizujące się tendencje i zapotrzebowanie na mentoring.
Bo powoli ludzie zdają sobie sprawę z potrzeby oparcia się na autorytetach, więc zgodnie z zasadą popytu i podaży powstają stowarzyszenia i szkoły produkujące „mentorów”.
Dla mnie są one zaprzeczeniem idei mentoringu, bo przecież żaden prawdziwy mentor nie będzie się uczył mentoringu w stowarzyszeniu, on najczęściej nawet nie będzie nazywał się mentorem… Nie musi - prawdziwy autorytet nie potrzebuje szumnych tytułów. 

Ale
wróćmy do żaby, która raczej mentorką być nie może, bo sama sobie nie radzi, nie zauważa zmian otoczenia (uważność), nie czuje, gdy rośnie temperatura i nie wykształca właściwych zachowań, więc ginie.
 
- Jak nie być taką żabą? …
- Co zrobić, żeby wyostrzyć zmysły i w porę zauważać to, co niekoniecznie nam służy?
- W jakich obszarach musisz wzmóc czujność?

Pewnie doskonale to wiesz, a jak nie, to zastanów się, co podpowiada Ci intuicja.
- Czy naprawdę jesteś zadowolony/a ze wszystkiego, co dzieje się w Twoim życiu/ w Twojej firmie?   

A może zatrzymasz się na chwilę, zidentyfikujesz słabe punkty i jak najszybciej (powtarzając za Brianem Tracy) „zjesz tę żabę”.
Najpierw najwstrętniejszą ...

A może masz własny pomysł i na swój sposób uporasz się z tematem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz