niedziela, 31 lipca 2016

Rytm życia


„Dziwna jest nasza sytuacja
tu, na Ziemi.
Każdy z nas przychodzi
z krótką wizytą,
nie wiedząc dlaczego,
a jednak czasami wydaje się,
że zgadujemy jej cel”.
Albert Einstein



Photo by Ania Malinowska


Joanna napięta do granic możliwości ma ogromną potrzebę sterowania wszystkim dookoła - nieco medytacyjny  oddech, którym usypiam nawet studentów, tylko ją rozdrażnia. Ona musi szybko, dużo, konkretnie – dużo słów, dużo myśli, dużo pytań ("no, zadawaj mi już te pytania!") - sukcesy, efekty, działania, tylko to się liczy. Będzie zdyscyplinowana na maksa, a swój poziom kontroli (na każdym polu – ciało, duch, emocje, intelekt) ocenia na ponad 90%. Niestety czasem coś się wymyka i to jest przerażające. Ale efekty osiąga. Tylko, co ją do mnie przygnało? … Czemu nie jest w stanie posiedzieć chwilę w ciszy? …
„Jak to się dzieje, że moja wątroba pracuje w szaleńczym tempie?” – dziwi się.

Tomek chce wystąpienia publiczne opanować już - to kolejna niezbędna umiejętność. Powiedz mi, daj receptę – byle szybko, bo mało czasu.
Bo z drugiej strony prestiżowa praca, obowiązki, wyzwania, rodzina.
Więc natychmiast. Jedno spotkanie, no może drugie, trzecie i szybki efekt - tak musi być, „inaczej jestem niepełnowartościowy”.


Monika była już na kilkudziesięciu spotkaniach rozwojowych, ale wciąż szuka, więc jeszcze pojedzie na jeszcze kilka. Bo może dodatkowe spotkanie to będzie właśnie to inspirujące … ?
 
Artur wciąż się spieszy, non stop on – line, non stop maile od pracowników, kontrahentów, no i ciągłe telefony. Kiedyś zatrzymała go policja za to, że prowadząc samochód rozmawiał przez komórkę, ale najpierw szybko dokończył reprymendę dawaną pracownikowi, a dopiero potem zwrócił uwagę na zdenerwowanego, stojącego obok policjanta.

Basia dzwoni do mnie z samochodu – jej policja nie zatrzyma - ma zestaw głośnomówiący, przecież tylko w samochodzie ma czas, żeby pozałatwiać prywatne telefony. Ze mną umówiła się, między 7.30 a 7.50 rano. Potem ma jeszcze zadzwonić do dwóch osób. Wymieniamy zdania w szaleńczym tempie – zaraz praca, za tydzień ekstra luksusowe wczasy za granicą… tylko szybko się trzeba spakować, szybko zwiedzać, szybko odpoczywać… 

Znacie? A może utożsamiacie się z którymś z bohaterów?...No cóż, niech ten, kto bez winy rzuci kamień. Tyrania nadmiernej dyscypliny, szaleńczy pośpiech i głód osiągnięć dotyczą też oczywiście mnie – n-te studia, zaliczone na szybko książki, kursy i szkolenia, działanie na każdym polu i w na maksymalnych obrotach …  Istny obłęd.
Dlatego jakiś czas temu postanowiłam powiedzieć „dość” i  wycięłam część aktywności, wykreśliłam z listy część książek „niezbędnych” do przeczytania, zrezygnowałam z  ciągłej obecności on-line.
A potem … oczywiście, zgodnie z Prawem Parkinsona, odzyskany czas natychmiast się wypełnił :)
Tyle, że skumulowałam rozproszoną energię i teraz poświęcam ją najważniejszym ludziom i najsensowniejszym aktywnościom.
Czasem myślę, że życie zatoczyło krąg, pokazując mi, że to co najważniejsze jest obok.
Oczywiście pewnie jeszcze nie raz będę eksploatować się do granic absurdu, robiąc różne dziwne rzeczy.
Bo taka jest ludzka natura – wciąż chcemy więcej, lepiej, całe życie coś zmieniamy, czegoś szukamy. Jesteśmy w drodze do swoich marzeń, niezależnie od tego, czy marzeniem jest wewnętrzny spokój, pieniądze, rodzina, rozrywki, czy poklask społeczny.

Ktoś kiedyś powiedział, że nie chodzi o to, żeby złapać króliczka, tylko o to, żeby go gonić. Zasadę potwierdza neurobiologia – gdy oczekujemy na spełnienie swoich pragnień układ limbiczny w mózgu uruchamia tzw. system nagrody. W efekcie wtedy właśnie (oczekując na nagrodę, a nie w momencie spełnienia) jesteśmy najbardziej podekscytowani, aktywni i mamy najwięcej energii.
Osiągniecie celu powoduje, że szybko opadają nam pozytywne emocje i ubywa siły do działania.
Wiec może napięcie, nadmierna kontrola, nadaktywność, perfekcjonizm, pośpiech to w jakimś sensie wyznacznik ludzkiego postępu?…

Jeśli teraz trochę się gubisz, jeśli przerasta Cię tempo i chaos Twoich działań, to pewnie za jakiś czas zdziwisz się, jaką drogę udało Ci się pokonać, jak połączyły się Twoje „kropki” (wspominając słynne wystawienie S.Jobsa na Uniwersytecie w Stanford), o co dzięki Tobie bogatszy jest świat.
Bo przecież wszystkie osoby, o których pisałam, osiągają bardzo wiele.
I to jest fakt. A to, że są też bardzo zmęczone, bo funkcjonują na skraju wytrzymałości, to kolejny fakt.
No i oczywiście często słyszą – „zabijesz się, odpocznij, zwolnij, oddychaj, medytuj, bądź tu i teraz”.
I co z tego wynika?... Nic.
A właściwie gorzej niż nic, bo niektórzy pełni wyrzutów sumienia, że nie oddają się medytacji, mindfulness (sztuce uważności), że za mało się ruszają, do przepełnionego dnia, dodają punkt pt. joga/ siłownia/ bieganie (wpisz dowolne) i w ogromnym stresie, angażują się w kolejną aktywność, która zabija wyrzuty sumienia, że nic nie robią dla siebie. No bo przecież „chodzę na jogę”, tyle, że taka joga, to raczej zaprzeczenie filozofii jogi.
 
Może więc pora na chwilę refleksji: 

  • Jaką wartość ma nagroda, którą otrzymasz w zamian za swoje poświęcenie?
  • Co gubisz po drodze? 
  • Z jakich celów możesz zrezygnować (wiem, że to trudne)? 
  • Gdzie znajduje się Twoja granica między obłędem a życiem? Przecież doskonale wiesz, kiedy Ci dobrze, a kiedy nie. Wiesz, kiedy najwygodniej Ci „pojechać na autopilocie”, a kiedy chcesz się zatrzymać.A może zgubiłeś umiejętność „naciśnięcia hamulca”? Bo jeśli przez jakiś czas trzymasz nogę na gazie, to w końcu nie zauważasz tempa i rozpędzasz się coraz bardziej. Coraz więcej aktywności, pracy, treningów, luksusowych sprzętów, stanowisk, imprez, wyjazdów… Można tak w nieskończoność…
  • Tylko gdzie w tym wszystkim jesteś Ty? 
  • Gdzie będziesz, gdy już osiągniesz swój cel? Co będziesz robić?... 
  • Co jesteś w stanie przewidzieć, a czego nie? 
  • Co jest najważniejsze? 

Może masz ochotę na  małe ćwiczenie?
- Powiedz, trzymając rękę na sercu, …. (wpisz cel – np. zdobycie stanowiska prezesa) jest dla mnie tak ważne, że warto dla niego poświęcić …(wpisz, co tracisz). I gdy już to osiągnę, będę …(wpisz, co będziesz robić, a nie co będziesz mieć!!!)  i będę naprawdę szczęśliwy/a.

Wygodnie Ci z takim zdaniem? Nie masz wątpliwości?... A może masz?...
Jeśli  pozwalasz sobie płynąć z prądem własnych odczuć i wrażeń, to pewnie wiesz, czy droga, którą idziesz jest najlepszą drogą i czy  tempo w którym żyjesz, to w tym momencie najlepsze dla Ciebie tempo.

A może znajdziesz chwilę, żeby przyjrzeć się życiu, nie mając do siebie pretensji, że niektórych rzeczy nie jesteś w stanie ani przewidzieć, ani zaplanować?
Jeśli potrafisz wtopić się w rytm życia, które podąża w swoim tempie, w swoim kierunku, w sobie tylko wiadomą stronę, to nie ma znaczenia, czy jesteś na górce, czy w dołku, bo po prostu wiesz, że Twoje „kropki” w końcu się połączą, bo kluczowe jest to kim jesteś naprawdę, to czym emanujesz.


2 komentarze:

  1. Dorotko, pięknie to ujęłaś! Bardzo inspirujący tekst, do którego warto wracać za każdym razem, gdy będziemy czuć, że przesadzamy.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Magda Fularska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję serdecznie Magdo! I do zobaczenia, bo pewnie jeszcze nie raz się spotkamy:) W kontekście posta, życzę Ci optymalizacji energii, a od siebie, bez kontekstów - samych pięknych chwil 💗

      Usuń