środa, 9 stycznia 2013

Mów, a nie przemawiaj!





photo by Anna Nawrotek

"Tam, gdzie przemawia serce, nie wypada, aby rozum zgłaszał wątpliwości."
Milan Kundera



Obiecałam kontynuować temat wystąpień, więc dzisiaj trochę spostrzeżeń, wynikających z moich doświadczeń. Może i nie jestem wybitnym mówcą, ale sądzę, że potrafię znaleźć wspólny język z prawie każdą grupą. Mało tego – bardzo lubię mówić do ludzi. A kiedyś… cóż, oględnie rzecz ujmując nie wychylałam się zanadto;) Ale trochę doświadczeń, chęci i jak się okazuje, można wszystko wyćwiczyć.


Tak więc dziś, zgodnie z obietnicą, postaram się wygenerować 5 zasad, które, mnie osobiście najbardziej pomagają w kontaktach z szerszym audytorium. Przy czym, szersze audytorium to dla mnie od kilunastu do ok. dwustu osób. Do tłumów nie przemawiałam i tu absolutnie nie czuję się ekspertem. 


Ale przechodząc do rzeczy – prezentuję mój prywatny ranking zasad mówcy:


Po pierwsze!

Książki mówią, że najważniejsze jest wejście, pierwsze kilka – kilkadziesiąt sekund. Mowa ciała, wygląd. Oczywiście tak.. ale …ileż to razy zdarzyło nam się, że niepozorny, przygarbiony człowiek zaczynał mówić …i natychmiast zmienialiśmy o nim zdanie? Robił się interesujący w momencie, w którym zaczynał opowiadać pasjonujące rzeczy – zmieniała się jego fizjonomia, ruchy, rósł, prostował się.  Inny przykład - czasem mówcy już na samym początku przyznają się otwarcie do swojej tremy. To ich trochę relaksuje i nastawia do nich życzliwie publiczność – wydają się bardziej ludzcy. Czasem na początek prelegenci uśmiechają się i rzucają jakiś luźny żart, bo są z natury pogodni. Tak więc ja postawiłabym tezę, że najważniejsza jest prawda i już na wejściu autentyczne zainteresowanie tematem,  chęć przekazania czegoś ludziom, a  nie udawanie, że jest się mądrzejszym, czy lepszym niż się jest, bo każda publiczność natychmiast wyczuje fałsz. 


Po drugie!

Trzeba lubić ludzi, a nie tylko udawać, że się ich lubi. Trzeba umieć znaleźć przyjemność w mówieniu do sympatycznej uśmiechniętej grupy i od razu dać im trochę siebie, ale też z ciekawością i radością z nowego wyzwania wejść do zespołu patrzących na nas z góry biznesmenów. Trzeba też umieć znaleźć się w grupie, która jest na poziomie tworzenia się i ludzie przybierają w niej różne pozy po to, żeby zaznaczyć swoją wartość. Po prostu  starać się zrozumieć ludzi, do których się mówi. I tu jest miejsce na dostrojenie - dostosowanie swojej mowy ciała, tembru głosu i mimiki do przekroju grupy. Do matek, które przychodzą na wywiadówki moich kursów, mówię z punktu widzenia mamy, do studentów ciekawych wiedzy – jako ciekawy wiedzy człowiek, do biznesmenów – jak specjalista, który doskonale zna pozycję swojego audytorium. Kiedyś, przeprowadzając szkolenie z kontaktów z mediami dla biznesmenów i samorządowców, miałam mówić rzeczy dla mnie oczywiste, które powinny być też oczywiste dla moich słuchaczy, ale miałam podejrzenie, że nie były. Słuchaczy było 30., a ja jedna. Cóż, trzeba było dać radę – wtedy wpadłam na pomysł, jak każdą porcję wiedzy przemycić, żeby nie urazić audytorium. Otóż kluczowe informacje wprowadzałam słowami: „jak doskonale państwo wiedzą…”, „przypomnę oczywistą rzecz…”, „oczywistym jest, że…”. Jak oni to notowali!:)  Zobaczyli, że prelegent docenia ich pozycję i doświadczenie i poczuli się bezpieczni. Po wszystkim  studenci, obserwujący mój wykład pytali, jak ja to robiłam, że się w ogóle nie denerwowałamJ Odpowiedziałam im prawdę - denerwowałam się okropnie już przez dwa tygodnie poprzedzające szkolenie, a w trakcie?...po prostu byłam przygotowana. 


A więc po  trzecie - być doskonale przygotowanym.

Co to znaczy być doskonale przygotowanym? Swój poziom przygotowania każdy potrafi określić sam, zresztą dla każdego, co innego znaczy „doskonale przygotowany”. Dla mnie najważniejsze jest aby wiedzieć jak rozpocząć, mieć w głowie pierwsze dwa – trzy zdania, wiedzieć co słuchacze mają wynieść ze spotkania (podobno ideał to umieć zawrzeć treść swojego wystąpienia w jednym zdaniu) i mieć coś do powiedzenia na koniec. Dobrze jest skończyć mocnym akcentem. O konieczności posiadania większej niż wyartykułowana w wystąpieniu,  wiedzy merytorycznej, tylko wspomnę, bo to moim zdaniem oczywistość. 


Po czwarte - wiedzieć czego potrzebuje słuchacz.

Czasem temat jest już od początku pasjonujący dla grupy - ludzie słuchają, widać zainteresowanie, jednak zdarza się też czasem, że  grupa nam „odpływa”. Wtedy - zanim będzie za późno trzeba zareagować – zadać parę pytań, rzucić anegdotkę, zrobić chwilę przerwy. Zapytać, co ludzie chcieliby wynieść ze spotkania, czego oczekują. Na marginesie - pytania to doskonała metoda na pustkę w głowie prelegenta (zyskujemy czas na zebranie myśli). 


I po piąte -  mówić prostym językiem.

Nie zamierzam tu przytaczać suchych zasad mglistości wypowiedzi, wystarczy, jak wspomnę tylko, że wszelkie długie, wielokrotnie złożone wyrazy, zwroty fachowe lub obcojęzyczne znacznie zaciemniają przekaz, chyba że mówimy do grona fachowców. Najwybitniejsi mówcy, to ci, którzy mówią jasno i zrozumiale. To oni są uważani za charyzmatycznych i pociągają za sobą tłumy.



          Myślę, że w tym momencie mój odbiorca już się tyle naczytał, że czas kończyć! Lepiej zostawić trochę niedosytu, niż przesyt. I to będzie ostatnia nienumerowana zasada – wiedzieć kiedy skończyć i mieć trochę dystansu do siebie – nikt i nic nie jest doskonałe, mój blog też, a moja wiedza nie jest absolutna;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz