piątek, 28 grudnia 2012

Czemu Pan Prezes nie lubi przemawiać?




"Każdy człowiek jest swoim własnym dziełem,

obrazem własnych myśli i przekonań.

Ludzie są tacy, jak o sobie myślą".
Claude Bristol

Do napisania dzisiejszego posta skłonił mnie pewien prezes, który oględnie mówiąc, niechętnie podchodzi do kwestii wystąpień publicznych. Twierdzi, że przemawianie do ludzi nie jest jego mocną stroną, więc w sytuacjach oficjalnych przezornie wycofuje się, ustępując miejsca innym.

Ponieważ znam Pana Prezesa, zastanowił mnie pewien dysonans pomiędzy jego poczuciem niekompetencji w przypadku wystąpień, a codziennie wykonywanymi obowiązkami, wymagającymi umiejętności budowania precyzyjnego przekazu, kontaktów z innymi ludźmi, tworzenia wizerunku osoby zdecydowanej, silnej, decyzyjnej. Przecież, jeśli na co dzień zarządza, dyscyplinuje, prowadzi negocjacje i wiele innych znaczących rozmów, to tak naprawdę wciąż występuje publicznie. 

- Gdzie więc tkwi problem?

- Czego dokładnie obawia się Pan Prezes?

- Gdzie przebiega granica, pomiędzy faktyczną niekompetencją, a obawą przed nią?

Wydaje mi się, że problemem bywa niekiedy nie brak umiejętności, a niechęć przed zmaganiem się z dużym napięciem. Czy tak jest w tym konkretnym przypadku? Nie wiem. Jednak może warto przypomnieć ogólnie znaną prawdę - pewien poziom stresu jest niezbędny, bo naturalnie chroni nas przed niebezpieczeństwem, mobilizuje do większej czujności, aktywizuje. Problem zaczyna się, kiedy nadmierne napięcie blokuje nas i utrudnia codzienne funkcjonowanie.

          
          Wracając do tematu wystąpień – jeśli na co dzień zmagamy się z sytuacjami o wiele poważniejszymi, niż przemawianie do grupy własnych pracowników i w tych warunkach jesteśmy efektywni, zdecydowani, ba nawet przebojowi, to czemu z niepokojem unikamy wystąpień?

- Może winna jest ponadprzeciętna inteligencja i zawyżony poziom ambicji?

- Wysokie kompetencje i równie wysokie wymagania wobec siebie?

- W czym problem?  Czy w obawie przed pustym „biciem piany”, w przeciwieństwie do codziennej merytorycznej komunikacji? A może po prostu w zwykłym braku doświadczenia?

          
Wszystkich możliwych scenariuszy nie przedstawię, ale wierzę, że zazwyczaj sami doskonale wiemy, co nas blokuje, tylko nie zawsze jesteśmy (lub nie zawsze chcemy być) wobec siebie szczerzy.

Czasem do konkretnych wniosków dochodzimy podczas rozmowy z kimś życzliwym, czy podczas coachingu, kiedy zdecydujemy się poświęcić trochę czasu i podjąć konkretne kroki w celu zmiany sytuacji.

Nie stawiając nikomu wirtualnej diagnozy, przyjrzę się jednemu z najprostszych scenariuszy unikania wystąpień pod hasłem „ja się do tego nie nadaję”. Jeżeli schemat powtarzamy systematycznie, to przez lata, krok po kroku, budujemy sobie w mózgu solidną blokadę i wystąpienie publiczne jawi się, jak bariera nie do pokonania. W tej sytuacji warto sobie zadać parę pytań, m.in.:

– Skąd wiem, że się do tego nie nadaję?

- Jakie są fakty?

- Czy  tak naprawdę miałem wiele możliwości, żeby się sprawdzić?

- Jak wiele?

- Co by się zmieniło, gdybym uwierzył, że świetnie się sprawdzam podczas wystąpień publicznych?

…….


No i pewnie przydałoby się popracować nad wiarą w siebie. Samo „uwierz w siebie” to oczywiście pusty slogan. Uważamy się za myślące jednostki i potrzebne nam są jakieś dowody, że jest lepiej niż zwykliśmy sobie wmawiać. Chcemy mieć logiczne przesłanki, wskazujące na to, że możemy sobie doskonale radzić z wystąpieniami publicznymi. Ba! Ale jak te przesłanki wyprodukować, jak je wtłoczyć w miejsce przekonań ograniczających?


Możliwości jest wiele, a każdy powinien znaleźć coś najlepszego dla siebie:

- Jedną z opcji jest pozytywna wizualizacja. Może spróbować na początek trochę ominąć logikę, która jest tylko naszą interpretacją rzeczywistości? Wyobrazić sobie siebie, odnoszącego sukcesy oratorskie. Ale uwaga!!! Wizualizacja w żadnym przypadku nie zastępuje systematycznej pracy, za to może znacznie wzmocnić jej efekty!

- Kolejna propozycja to metoda małych kroków  w stylu filozofii Kaizen. Warto powoli wprowadzać w swoje życie niewielkie, ledwo zauważalne zmiany, które dają szansę na pozytywne sprawdzenie się w roli mówcy i oczywiście zauważać i doceniać zdobywane doświadczenie i postępy. Małe kroki każdy może sobie wymyślić sam, mogą to być np. spotkania służbowe z coraz większą grupą pracowników, czy króciutkie wystąpienia na forum rodziny, przyjaciół…

- Może być jeszcze wersja bardzo logiczna - przemyśleć każdą odbytą rozmowę biznesową i zobaczyć ją w kategoriach sukcesu z zakresu wystąpień publicznych (np. przeanalizować zasób umiejętności potrzebnych do skutecznych rozmów o biznesie i umiejętności przydatnych w sytuacji przemawiania do ludzi).

- A może trzeba po prostu zaakceptować siebie, poczuć się świetnie we własnej skórze, pooglądać zdjęcia ze sobą w roli głównej i docenić się?

- A może posłuchać, co mówią o nas życzliwe osoby?


Zmagając się z tematem niechęci do wystąpień publicznych warto wziąć pod uwagę jeszcze jedną opcję – zwykłe braki fachowej wiedzy i umiejętności i po prostu douczyć się i ćwiczyć. Częściej rozmawiać z całym zespołem, powoli wprowadzając pewne elementy wystąpień. Spotykać się z kontrahentami, systematycznie zwiększać krąg osób przed którymi występujemy. Zbierać pozytywne doświadczenia, a z tych trudnych wyciągać wnioski i dopracowywać szczegóły. Można też po prostu przejść odpowiednie szkolenie, zobaczyć swoje wystąpienie na nagraniu, poćwiczyć przed lustrem…

Przy czym zawsze warto pamiętać, że jeśli wiedzy przybywa nam liniowo, to umiejętności skokowo. Gdy zaczynamy się uczyć jakiejkolwiek umiejętności (jazdy na rowerze, na nartach, czy publicznych wystąpień), to często się zdarza, że przez dłuższy czas pracujemy, znajdując się wciąż na tym samym poziomie, aby potem zrobić gwałtowny postęp. Ważne więc, żeby ten okres bez postępów przetrzymać, a „z tyłu głowy” mieć świadomość, że tuż za rogiem czai się sukces:)


          Zdaję sobie sprawę, że temat wystąpień zaledwie „wywołałam do tablicy”, a czytelnicy oczekują zwykle konkretnych porad, faktów, zasad  - obiecuję, że w  kolejnych postach znajdą się i te.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz