środa, 28 listopada 2012

Gen mistrzostwa?


 
…z Markiem Szurawskim na Zalewie Zemborzyckim (lato 2008)



"Czasem ma człowiek uczucie,
że pęta się na scenie nie będąc nawet statystą."
Stanisław Jerzy Lec
 


Miniony weekend na podyplomówce upłynął szybko. Zajęcia z guru polskiego coachingu – Maciejem Bennewiczem robiły wrażenie. 12 godzin na uczelni i nikt nie był zmęczony, zniechęcony. „No to pozamiatał” powiedział na koniec jeden z kolegów.
Ale nie o swoich studiach mam zamiar dzisiaj pisać, choć to one właśnie poddały mi pomysł na dzisiejszego posta. Obserwując mistrzów  warto się uczyć, wyciągać wnioski, staram się więc konstruktywnie pomyśleć o fenomenie człowieka, który „wejdzie i pozamiata”:)  Wiedzę ma szeroką, doświadczenia bardzo wiele, ale przecież to samo można powiedzieć o innych świetnych coachach. U  Bennewicza jest jeszcze coś wyjątkowego – coś co nas przyciąga, magnetyzuje, co powoduje, że mu wierzymy. 

          Podobnym znanym mi fenomenem jest, przywoływany już we wcześniejszych postach, Marek Szurawski(na zdjęciu) – twórca ruchu szantowego w Polsce, prekursor polskiej fali poradników rozwojowych, który na nasz grunt przeniósł zasady uczenia się zebrane w pracach Tonyego Buzana. Śmiem twierdzić, że jeden z pierwszych polskich autorów, którzy zaczęli świadomie pisać o rozwoju osobistym w stylu jak najbardziej coachingowym. Dziennikarz, tłumacz, twórca audycji radiowych, mentor mistrzów pamięci (mój przy okazji również), wartościowy, lojalny, życzliwy, przyjazny wszystkim. Nie broni zachłannie swojego kawałka wiedzy, jest nauczycielem i mistrzem, od którego dostajemy więcej, niż zasłużyliśmy. 

          Obaj Bennewicz i Szurawski są słuchani bez szemrania, odbierani jako absolutne autorytety, choć przekazywane przez nich treści na dobrą sprawę znaleźć można już teraz w wielu podręcznikach. 
Jak to się dzieje, że wolimy słuchać właśnie ich, niż innych specjalistów. Na czym polega fenomen wybitnych osobowości? Czyżby istniał gen mistrzostwa?

          A może rozwiązaniem zagadki jest jedna wspólna cecha – wyjątkowo mocna i autentyczna spójność wewnętrzna? Cecha uznawana za najważniejszą zaletę ludzi biznesu, mediów, polityki, a wyczuwalna już przy pierwszym spotkaniu -  przypadkowa trampolina w drodze do osiągania zamierzonych rezultatów. Warren Bennis - nauczyciel liderów, mówi, że spójność wewnętrzna uważana jest przez ponad 85% znakomitych przywódców za cechę, która najbardziej im pomaga w pracy.
Osobom spójnym wewnętrznie najzwyczajniej w świecie wierzymy. One nie próbują grać kogoś, kim nie są, emanuje z nich uczciwość i wiara w swoje słowa i czyny. Zdają się doskonale rozumieć swoją życiową misję i z oddaniem ją wypełniają.

          Taki jest właśnie Marek Szurawski - rozsądny, logiczny i prawdziwy do bólu, chodzi swoimi drogami, więcej słucha niż mówi i dużo pracuje. Nie potrzebuje blichtru i poklasku. Ze spokojem realizuje swoje idee i życiowe pasje i jest w tym wszystkim najnormalniejszym w świecie ojcem i mężem.
Bennewicz też wydaje się bardzo naturalny i prawdziwy -  nie waha się aby odkryć przed innymi kawałek siebie, to co mówi przekłada się na to, co robi. Jest skupiony na pracy, a zarazem w pełni pogodzony ze swoim człowieczeństwem. W luźnej koszuli ze stójką, w wygodnych sportowych butach sprawia wrażenie szczęśliwego.
Emanujące z człowieka głębokie przekonanie o sensie wykonywanej pracy  przyciąga jak magnes. A jeśli do tego nasi mentorzy dają sobie i innym prawo do popełniania błędów i pewien luz? … Przy takich ludziach dobrze się czujemy, chętnie z nimi przebywamy i śmiało się uczymy. I byłoby wspaniale, gdyby tacy ludzie uczyli nasze dzieci!

          Ale pewnie wszyscy chcielibyśmy być spójni wewnętrznie, a wiec prześledziłam Internet, wklepałam frazę: „jak ćwiczyć spójność wewnętrzną” i … znalazłam pełną paletę porad od „zastanów się, jakie wartości są dla Ciebie ważne”  przez „ przechodź przez ulicę tylko przy zielonym świetle”, „używaj kalendarza”, aż do „przestrzegaj prawa i zasad uczciwości.” Oczywiście jestem zdania, że zawsze warto trochę nad sobą popracować, ale chyba tym razem nie o przechodzenie na zielonym świetle chodzi;)
A o co?...

Najlepiej będzie, jeśli przytoczę dwie rady mistrzów, które mnie osobiście przekonują najbardziej:

- U Bennewicza inspirujące może być zalecenie poszukiwania własnego modelu życia, w którym wszystkie role (prywatne i zawodowe) stanowią jedną, harmonijną i wzajemnie się wspierającą całość.

- Z Szurawskiego kupuję sugestię, aby poszukać w sobie cech, predyspozycji i zdolności, które są dane właśnie nam i nikomu innemu, bo tylko w oparciu o nie warto budować własny, prawdziwy, niepowtarzalny  świat.